Mały urlop

28 Luty 2007

Przez najbliższe dwa tygodnie na blogu nie będzie się nic działo. Jutro lecę do Londynu, w weekend chodzę po górach Wicklow, za tydzień 4 dni we Włoszech – Rzym i Neapol. W tym czasie mogę nie odbierać poczty, nie moderować komentarzy (jeśli takowe moderacji by wymagały), nie czytać blogosfery i liczyć się z tym, że po dwóch tygodniach zobaczę 1000 postów na Google Reader do przeczytania.

Jeśli się ktoś stęskni, to może do mnie napisać za pomocą formularza na stronie Autor.

Aktualizacja (05/03/2007):

Yeah!

W drodze na Lugnaquilla‘e.
Foto: ptashek

Aktualizacja 07/03/2007

Oto mój widok na jutro:

Neapol, Wlochy

Taki post już się tutaj pojawił, ale może tym razem z tego co dzisiaj dostałem emailem ktoś wybierze coś dla siebie.

Wymienie tylko IT-related:

  • Lead Software Development Engineer in Test (Req 180551)
  • International Project Engineer (Req. 180273)
  • Software Development Engineer in Test (Req:173843)
  • Test Lead 2 (Req:179926)
  • Lead Software Development Engineer in Test (Req:180024)
  • International Project Engineer (Req:179428)
  • Architect Evangelist (Req:170274)
  • Developer Evangelist (Req:170275)
  • Senior App Platform Consultant (Req: 171789)
  • Software Design Engineer (Req. 171131)
  • Software Design Engineer (Req: 166087)
  • Virus Analyst (Req:173419)

Szczegoły na Microsoft Ireland.

Nie od dzisiaj posiadam statystyki z Google Analytics, ale dopiero dzisiaj zacząłem je analizować pod kątem różnic w wykorzystaniu technologii między użytkownikami z Polski i reszty świata (w domyśle: świata władającego angielskim, bo tylko języki polski i angielski mogę porównywać z banalnego powodu posiadania blogów “tylko” z tych językach).

Zanim jednak przejdę do meritum, krótkie wyjaśnienie dlaczego punktu wyjścia. Odsetek odwiedzin na mojej stronie bloga technetowego z komputerów, na których wykorzystywane są angielskie wersje systemów operacyjnych wynosi 53.97% (reszta – 34.92% wersje polskie i 11.11% pozostałe), natomiast na moim polskim blogu sytuacja wygląda zgoła odwrotnie (co było do przewidzenia) – 80.89% to użytkownicy polscy (17.34% angielscy i tylko 1.77% pozostali). Na popracie uzasadnienia wyboru wersji językowej wziąłem dane geograficzne (co nie do końca musi być poprawne; administatorzy sieci i zaawansowani użytkownicy Internetu doskonale wiedzą o co chodzi) – 58.92% użytkowników bloga technetowego pochodziła z krajów, gdzie angielski jest używany bądź rozumiany (co ja rozumiem jako: jest pierwszym, bądź jednym z używanych języków), natomiast na wersji PL 83.98% użytkowników pochodziła z Polski.

Porównanie wersji językowych z krajami pochodzenia pokazało dość zaskakujące rezulataty:
- 6.35% użytkowników z Polski używa angielskiej wersji systemu operacyjnego
- 8.53% użytkowników z krajów europejskich (poza Polską) używa polskiej wersji OS! – jestem bardziej niż pewien, że jest to emigracja, która wyjechała ze swoimi polskimi komputerami
- 16.02% odwiedzających mojego polskiego bloga mieszka za granicą i posiada angielską wersję systemu operacyjnego – mogę wnioskować, że znów jest to emigracja!

Przeglądarki

Polska jest w tyle w używalności Firefoxa – 58.73% użytkowników z krajów EN, w porównaniu do 47.32%, ale za to Opera cieszy się sympatią ponad trzy razy większej liczby użytkowników niż na zachodzie – 10.83% w Polsce w stosunku do tylko 3.17%! Polscy użytkownicy cenią sobie Internet Explorer bardziej niż zachodni – 40.25% w stosunku do 34.92%. Tak czy inaczej Firefox wyprzedza IE o 23.81 procenta użytkowników na zachodzie i tylko 7.07% w Polsce. Wypuszczona niedawno wersja 2.0.0.2 Firefoxa jest już zainstalowana u 81.09% użytkowników spod znaku czerwonego lisa za granicą, mniejszą popularnością cieszy się w Polsce – 76.45%.

Systemy operacyjne

Windows bezsprzecznie dominuje jako system operacyjny wśród gości moich blogów, jednak na zachodzie platformy alternatywne stanowią 14.29%, podczas gdy w Polsce jest to “zaledwie” 7.69%. Z nowinek technologicznych, czy też “podążania z nurtem”: 22.22% zachodnich użytkowników Windowsa ma już jego najnowszą wersję – Vista, gdzie w Polsce jest to zaledwie 7.39%, ale za to Polscy użytkownicy platformy Apple w 87.04% mają procesory Intela!

Platforma, czyli przeglądarka + OS

Użytkownicy obu języków najbardziej cenią sobie kombinację Firefoxa w wersji min. 2.0 z Windows XP (30.16% dla EN i 27.99% dla PL), ale jeśli za granicą drugie miejsce zajmuje Vista z IE7 z wynikiem 12.70% tak w Polsce na drugiej pozycji plasuje się Windows XP z IE6 z wynikiem 22.63% (w Polsce Vista + IE7 ma zaledwie 4.25% użytkowników). Firefox 2.0 zainstalowany na Windows Vista w Polsce jest o wiele bardziej popularny niż na zachodzie – 7.18% w stosunku do 4.76%.

Wnioski

Użytkownicy w Polsce w znakomitej większości korzystają z technologii spod znaku Microsoftu i nie specjalnie interesują się nowościami z tej firmy, czego efektem jest niska popularność Visty i IE7. Wydawać by się mogło, że ograniczają się do używania preinstalowanych systemów OEM i na tym w znakomitej większości pozostają (dotyczy to np. przeglądarek). Opera u polskich użytkowników radzi sobie znacznie lepiej niż na zachodzie, a większość polskich Mac’ów została zakupiona stosunkowo niedawno (po styczniu 2006).

Użytkownicy za granicą są bardziej “na czasie” z najnowszymi wersjami systemów operacyjnych i przeglądarek. Są bardziej otwarci na systemy i platformy alternatywne do MS, choć nie są to platformy najnowsze.

Badanie przeprowadziłem na podstawie ostatnich 5000 odwiedzin.

Word 2007 z pakietu Microsoft Office 2007 to nie tylko pasek “ribbon”, obsługa XML i podobne, ale jest to także blogowanie z poziomu edytora!

Wystarczy wybrać opcję Publish -> Blog, wybrać format blogu (obsługiwanych jest kilka technologii: Windows Live Spaces, WordPress, Typad, Blogger, Sharepoing blog i Community Server), podać nazwę użytkownika i hasło i … wysłać. Po prostu. Po drodze można wybrać kategorię postu (niestety, brak obsługi tagów).

Ten post został w 100% napisany w Microsoft Word 2007

Spam z IDG

23 Luty 2007

Na moją skrzynkę pocztową dostaję dużo spamu. Na szczęście znakomita większość jest dokonale filtrowana, co pozwala mi tracić czas na bardziej przyjemne sprawy niż kasowanie niechcianej poczty. Jednak dziś zapragnąłem przyjrzeć się wiadomościom jakie otrzymuję z IDG, a raczej od klientów korzystających z bazy danych IDG.

Mianowicie po południu dostałem od nich email z ofertą banku ING Bank Śląski. Na dole emaila było napisane:

Wiadomość wysłana zgodnie z regulaminem serwisu IDG.pl
Jeśli nie chcesz od nas otrzymywać tego typu korespondencji kliknij tutaj

Więc kliknąłem (z racji adresu email w adresie URL pozwoliłem sobie nie kopiować linka) i zobaczyłem stronę o następującej treści:

Na podany adres wysłana została informacja w jaki sposób został on dodany do naszych baz. Jeżeli chcesz usunąć konto z baz i stracić dostęp do wszystkich usług IDG.pl zastosuj się do instrukcji zawartych w mailu. W przeciwnym wypadku zignoruj go.

Informacja wysłana w taki sposób w jaki mój adres został dodany do ich baz? Może mi ktoś wytłumaczyć o co tutaj chodzi? Do tej pory uważałem, że mimo już ponad dwuletniego oderwania od codziennego języka polskiego, znam go jeszcze na tyle by rozumieć co do mnie mówią i piszą. Ale tutaj się całkiem zgubiłem.

Ponadto, ciekawym fragmentem jest “zastosuj się do instrukcji zawartych w mailu”. Ależ to właśnie te instrukcje zaprowadziły mnie na tę właśnie stronę! Mam wrażenie, że znalazłem się w pętli bez wyjścia. Ponadto chciałbym zwrócić uwagę, że mail to poczta papierowa, taka staromodna forma przesyłania korespondencji, gdzie często stosuje się długopisy czy pióra, autorom tego tekstu zapewne chodziło o email, czyli list elektroniczny, wymyśloną w 1965 formę komunikacji w sieciach komputerowych, najczęściej z wykorzystaniem protokołu SMTP.

Zajrzałem więc do regulaminu. Oto co znalazłem.

8. Ochrona prywatności
Rodzaje gromadzonych informacji
Użytkownicy mogą być proszeni o podanie informacji osobistych także w innych sytuacjach, w szczególności, kiedy uczestniczyć będą w różnych akcjach promocyjnych, grach czy loteriach organizowanych przez IDG Poland samodzielnie lub pod patronatem, a także kiedy korzystać będą z oferty usług Serwisu, w tym zakupów drogą on-line, uczestnictwa w pogawędkach internetowych, rezerwacji imprez, dostarczania wybranych przez Użytkowników informacji oraz innych spersonalizowanych działań Serwisu.

Informacji osobistych? Numer buta, rozmiar w pasie czy imię sympatii z podstawówki? Co autor miał na myśli pisząc informacje osobiste? Dane w rodzaju adres zamieszkania, adres email czy numer telefonu są danymi teleadresowymi. Data urodzenia i płeć są danymi demograficznymi. Więc na litość czego oni wymagają?

Wykorzystanie zgromadzonych informacji
IDG Poland gromadzi informacje o Użytkownikach przede wszystkim w celu poznania ich zainteresowań oraz potrzeb aby dostarczać im te materiały których rzeczywiście potrzebują. Pragnąc zapewnić Użytkownikom bezpłatne serwisy i usługi IDG Poland udostępnia Serwis również reklamodawcom. Poszerzanie informacji na temat zachowań Użytkowników pomaga w lepszym gospodarowaniu dostępną powierzchnią reklamową, a w konsekwencji emisji reklam w zależności od zainteresowań Użytkowników.

Materiały, których na pewno nie potrzebuję jest spam, który został tutaj sprytnie usprawiedliwiony zachowaniem bezpłatności serwisu. Rozszerzanie informacji na temat zachowań użytkowników pomaga w lepszy gospodarowaniu powierzchnią reklamową? Tzn. im szersze informacje to większa powierzchnia? Czy też jeśli użytkownicy zachowują się źle to IDG ogranicza reklamy? Znów nie rozumiem polskiego. Strasznie trudny to język w wydaniu regulaminu IDG.

Przekazywanie informacji
IDG Poland gromadzi informacje osobiste o Użytkownikach wyłącznie do własnego użytku. Przekazywanie tych informacji osobom trzecim ma charakter wyjątku oraz odbywa się dopiero po uzyskaniu uprzedniej zgody Użytkowników lub jeżeli wymagają tego przepisy obowiązującego prawa oraz w przypadkach określonych poniżej.

W tym wydawnictwie wyjątki zdarzają się codziennie, ba nawet kilka razy dziennie. Aż strach myśleć co się dzieje z tymi informacjami gdy sytuacja wyjątkowa nie zachodzi.

IDG Poland zastrzega sobie, po uprzednim poinformowaniu Użytkowników, prawo do przekazywania informacji osobistych ich dotyczących w sytuacjach, gdy jakiekolwiek usługi czy produkty będą oferowane przez Serwis we współdziałaniu z innymi podmiotami, w tym sponsorami i partnerami biznesowymi.

IDG Poland ma także prawo przekazywać informacje o Użytkownikach aktualnym oraz potencjalnym partnerom handlowym, aktualnym oraz potencjalnym reklamodawcom, jednak wyłącznie w postaci zagregowanej charakteryzującej całą populację Użytkowników Serwisu.

Lista tych wyjątków jest wyjątkowo długa i obszerna, zreasumujmy: sponsorzy, partnerzy biznesowi, partnerzy handlowi, aktualni i potencjalni reklamodawcy. Dobrze, że IDG nie wspomina o czytelnikach. Ile -set tysięcy udało się zmiesić w tej krótkiej liście?

Gwarancja prawa wyboru
Wszyscy Użytkownicy Serwisu mają zagwarantowane prawo wyboru w zakresie udostępniania informacji osobistych. W wypadku gdy Użytkownicy nie będą chcieli przekazywać tych informacji mogą zrezygnować z udziału w formach działalności Serwisu wymagających podania informacji.

Czekałem na ten moment w regulaminie. Otóż, jest pewien trik. Na stronie, na której można zmienić dane profilu jest taka opcja:

Wyrażam zgodę na przekazywanie moich danych innym podmiotom oraz przesyłanie przez International Data Group Poland S.A. treści informacyjnych oraz treści o charakterze informacji handlowej pochodzących od International Data Group Poland S.A. lub innych podmiotów na adres podany w rejestracji.

Z dwoma opcjami do wyboru: “Tak” i “Nie”. Niestety zaznaczenie “Nie” wywołuje okienko z informacją: Pole ‘Zgoda na wykorzystanie danych teleadresowych’ musi zostać zaakceptowane. Więc, że tak zapytam, ten wybór w regulaminie jest po co? Albo odwrócę nieco sytuację: po co umieszczać możliwość wyboru, skoro muszę się zgodzić? Nie prościej napisać “Zatwierdzenie zmian jest akceptacją regulaminu” i wrzucić powyższe jako punkt 10-ty? Nasuwa mi się kolejne pytanie, w jaki sposób akceptuje się pole? Akceptuje się bądź nie warunek korzystania z serwisu, a nie pole! To ostanie można zaznaczyć, co może zostać zrozumiane jako akceptacja.
Czy wspominałem już o trudności języka polskiego w wykonaniu autorów tego regulaminu?

O co dokładnie chodziło IDG można znaleźć w kodzie strony:

Tak
Nie

oraz kawałek JavaScript:

if(crufull_fieldRequired && (crufull_fieldValue != 'True'))
{
   window.alert('Pole 'Zgoda na wykorzystanie danych teleadresowych' musi zostać zaakceptowane.');
   document.formularz.zgoda_na_spam_nowa[0].focus();
   return false;
}

Na formularzu zmiany danych profilu jest opcja wyboru kraju zamieszkania. Zgodnie z prawdą, wybrałem kraj Irlandia. Nie wiem skąd IDG czerpie wiedzę na temat usług pocztowych Zielonej Wyspy ale wymuszanie wpisania czterech znaków jako kodu pocztowego świadczy o braku wiedzy. Najdłuższy kod ma 3 znaki, np. D18 dla części Dublina, w której mieszkam.

Tak to właśnie z regulaminami i podobnymi portalami bywa. Albo chcę korzystać z usług zarezerwowanych tylko dla zarejestrowanych użytkowników, jednocześnie godząc się na spam oczywiście z zachowaniem opcji wyboru (wyboru czego, to już nie jest ważne) albo omijam takie miejsca z daleka. I to jest chyba ta wolność, z której mogę korzystać.

Odkąd wybuchła wielka afera z informacjami zamieszczanymi na hacking.pl dot. choćby Allegro czy mBank’u zacząłem nieco baczniej przyglądać się poczynaniom autorów tego serwisu. Do jeszcze bliższego przyglądania przyczynił się artykuł w GW pt. “Hacking.pl – dobro publiczne czy sensacyjna autopromocja“.

Od tamtego czasu widziałem jak serwis pełznął w dół chwytając się tłumaczeń, często kompletnie bez zrozumienia czy choćby cienia analizy tłumaczonego tekstu, by nieco podciągnąć poziom. W moim odczuciu bezskutecznie.

Tak też zrobili dzisiaj – znaleźli na TheRegister.co.uk artykuł dotyczący testów Windows Defender i jego oceny (ich tłumaczenie). Faktycznie, test wypadł dość blado – WD zablokował 16%, w najlepszym przypadku 46% prób z różnego rodzaju malware. Jednak po serwisie, który ma “hacking” w nazwie można byłoby oczekiwać jednak czegoś więcej, choćby porównania z narzędziami firm trzecich czy trochę głębszej analizy zagadnienia niż tylko bezmózgowego tłumaczenia. Stali czytelnicy ITblog’a zapewne pamiętają moje tłumaczenie artykułu dot. badania stopnia wykrywalności wirusów ukrytych w dokumentach Word’a. Pięknie podane i opracowane. I z takimi dokumentami i wnioskami można się zgodzić, nawet jeśli jest to po prostu tłumaczenie.

Tak czy inaczej, wnioski, których hacking.pl nie podaje są takie: żaden z dostępnych na rynku programów antywirusowych nie daje 100% obrony przed malware. Za dobry, nawet bardzo dobry program antywirusowy można uznać już taki, który zabezpiecza przed 75% zagrożeń. Nie staram się w tym miejscu bronić Windows Defendera, bo pracuję w MS, staram się być obiektywny. Serwisowi hacking.pl daleko do obiektywności i profesjonalizmu. Nie będę wspominał o TheRegister.co.uk, bo od zawsze był to magazyn podobny do Focus’a.

Przyjdzie kiedyś pora bym opublikował raport z porównania 11 najpopularniejszych skanerów, których na codzień używam i których wyniki analizuje. Lecz to jeszcze musi trochę zaczekać.

Ten post jest wynikiem irytacji po przeczytaniu kilku tekstów na tym serwisie. Przeginali od jakiegoś czasu, ale teraz już się we mnie zagotowało.

Mój blogowy znajomy Jan P. Monsch zlinkował do mnie blogową “zabawę” polegająca na opisaniu w pięciu punktach czegoś prywatnego i zlinkowania do 5 innych blogów, których autorzy uczynią podobnie. Nie będąc dłużnym, tym bardziej nie psując zabawy, napiszę kilka zdań o sobie.

  • O mój pierwszy komputer prosiłem się rodziców przez ponad rok. Wycinałem reklamy, ówczesnego prawie monopolisty, Optimusa z drugiej strony wtorkowej Gazety Wyborczej i uczyłem się zestawów komputerowych na pamięć. Wtedy też bez dostępu do jakiegokolwiek komputera nauczyłem się języka Basic. Z ksiązki, pisząc “algorytmy” na papierze. Nagrodą za wytrwałość był Optimus 486SX-25, 8 MB RAM, 80MB HDD w obudowie desktop z 14-calowym kolorowym monitorem. DOS’a dorzucili mi “gratis” :) Rok 1994.
  • Do Irlandii przyleciałem dokładnie pierwszego stycznia 2005 roku nieistniejącym już bezpośrednim połączeniem LOTu o 06:30 rano z Warszawy. Na miejscu byłem w okolicach godziny 9 czasu dublińskiego. Dzięki temu wiem, żę na dzień dzisiejszy jestem w Irlandii  już dokładnie 2 lata, 20 dni i około 14 godzin. Wieczora poprzedzającego przylot nie dane było mi świętować, mimo że był to Sylwester. Ponadto tego właśnie dnia – 31.12.2004 roku odebrałem klucze do swojego pierwszego mieszkania.
  • Jedną z moich najlepszych koszulek polo kupiłem sobie z przypadku i z przymusu. Było to w lipcu 2005 roku podczas mojej podróży po Stanach Zjednoczonych. Mój bagaż zgubił się na trasie Los Angeles – Phoenix – Kansas City – Chicago i musiałem czekać na niego dwa dni. Zmuszony do zmiany ubrania poszedłem do WalMart i wybrałem pierwszą lepszą koszulkę i resztę ciuchów. Czasami przypadki okazują się najtrafniejszymi wyborami.
  • Moją pierwszą piosenką, której tekst zapamiętałem od początku do końca była piosenka R.E.M “Loosing my religion”. Obecnie na moim iPodzie piosenka ta zajmuje czołową pozycję na playlistach. I po ponad 10 latach wciąż pamiętam jej tekst.
  • Zawsze dażyłem sentymentem duże samochody. Dlatego w Stanach jeździłem kabrioletem Chryslerem Sebringiem, na odwiedziny w Polsce nie wypożyczam nic mniejszego niż VW Passat czy Volvo S40, a w Irlandii posiadam Audi A4. Od tej normy odstawała 206′tka, którą jeździłem w Warszawie. Zacne to było autko, choć małe – miało wielką duszę ;)

Moimi ofiarami zabawy w blog-tag zostają:

Dla kolegów piszących po angielsku, przygotuję wersję na blogu technetowym.

Cały świat obiegła informacja, że Microsoft popularyzuje malware poprzez swój komunikator Live Messenger. Zapewne informacja ta zdążyła kilka razy obiec kulę ziemską, kiedy w międzyczasie w firmie trwała dość gorączkowa próba wyjaśnienia i zaradzenia tej sytuacji.

Reklamy w komunikatorach wyglądają troche podobnie jak reklamy w gazetach. Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za ich treść, mimo że przynoszą głównie jemu samemu wstyd w przypadku, gdy są w jakiś sposób niestosowne. W przypadku Live Communicator wygląda to tak, że serwer MS jest linkowany do miejsca, które podaje firma wykupująca reklamy, w tym wypadku była to firma Errorsafe (btw, odwiedzanie ich strony jest bardzo mocno niewskazane przez Google czy IE7). I to głównie ta firma strzeliła sobie w stopę dając użytkownikom Live Messenger malware do ściągnięcia.
Inną sprawą jest, że Microsoft na to zezwolił. Ta lekcja na pewno nas czegoś nauczy.

Zastrzeżenie:
Ten post jest wyłącznie moją prywatną opinią i nie jest w żadnym stopniu oficjalnym stanowiskiem firmy Microsoft.

Od 1 czerwca w Szwecji ataki typu DDoS będą karane jako przestępstwo zagrożone karą do dwóch lat więzienia. Czym jest DDoS i jak wygląda to w praktyce opisałem w notce pt. Co przytrafiło się gazeta.pl? w grudniu zeszłego roku.

A wszystko zaczęło się od “zemsty” za zamknięcie The Pirate Bay, znanej strony z torrentami. W odwecie serwisy szwedzkiego rządu i policji było niedostępne przez kilka godzin. Strony rządowe wróciły, podobnie The Pirate Bay, ale ktoś wyciągnął wnioski i wprowadził je w życie. Nowe prawo nie będzie rozróżniało między automatycznym atakiem (poprzez sieci botnet) czy ręcznym.

Podobne prawo obowiązuje już w kilku innych krajach europejskich. A jak jest w Polsce albo Irlandii, wie ktoś?

Sami się przekonajcie:


inetnum: 85.221.128.0 - 85.221.227.255
netname: ICPNET-3
descr: Internet Cable Provider
descr: Cable Network
country: PL
admin-c: GTW-RIPE
tech-c: GTW-RIPE
status: ASSIGNED PA
mnt-by: ICP-MNT
source: RIPE # Filtered


person: Grupa trzymajaca wladze
address: Internet Cable Provider sp. z o.o.
address: ul. Klaudyny Potockiej 25
address: 60-211 Poznan
address: Poland
phone: +48 61 8861166
fax-no: +48 61 8861155
nic-hdl: GTW-RIPE
e-mail: abuse@icpnet.pl