Internetowe PKP

21 Luty 2007

Zeszłego weekendu miałem okazję być w Polsce. Przyleciałem do Warszawy i chciałem odwiedzić rodzinę pod Krakowem, więc skorzystałem z pociągu, z racji braku konkurencji, Polskiej Kolei Państowej. Tutaj niewiele się zmieniło: stare kasy na Centralnym, ten sam rozkład jazdy, tylko cena jakby nieco wyższa od tej którą znałem. Pierwsze co szczególnie rzuciło mi się w oczy to język polski na bilecie, a raczej na dwóch biletach – tym jednym określającym gdzie jadę i drugim potwierdzającym miejsce siedzenia i status pociągu – InterCity. Wydawać by się mogło, że na tak często uczęszczanej trasie, bilet powinien zawierać zwroty dodatkowo chociaż w języku angielskim. Jak bardzo się pomyliłem dowiedziałem się godzinę później będąc świadkiem sytuacji, w której pani konduktor wyraźnie artykułowała każdą głoskę w “bilet poproszę” zwracając się, po raz kolejny, do pewnej amerykańskiej pary turystów. Ku mojemu zaskoczeniu para ta powiedziała mi, że we Francji jest jeszcze gorzej, bo Francuzi denerwują się, kiedy ktoś nie mówi w ich języku. Co kraj to obyczaj.

Postanowiłem wrócić do Warszawy w poniedziałek rano. Przezornie sprawdziłem godziny odjazdów ze stacji Kraków Główny i ku mojemu zakoczeniu (jeszcze większemu niż poprzednio) zobaczyłem opcję zakupu biletu przez Internet! Nie mogłem oprzeć się pokusie i zaryzykowałem.

Wypełniając kolejne pola rejestracji zastanowił mnie formularz adresu korespondencyjnego. Pamiętam, że podobne wypełniałem na Amazon.com, eBay.ie tylko wtedy, kiedy dochodziło do zawarcia transkacji, której to efekt miał mi być wysłany pocztą. Łudziłem się przez chwilę, że PKP zechce mi coś wysłać. Zapewne byłby to prezent, bo dostarczenie biletu na kilka godzin przed podróżą byłoby zadaniem bardzo trudnym. Ponadto jeszcze ten dokument tożsamości. Czy jakikolwiek serwis z zakupami on-line prosi Cię o numer paszportu?

Strony PKP, a raczej e-IC, wyglądają jakby były stworzone kilka lat temu. Okno powiadamiające o oczekiwaniu na załadowanie treści zostało napisane w JavaScript (progressbar.js) i wygląda tak, jakby było dość znacznie niedopracowane. Ma się wrażenie, że tam brakuje grafiki, jakby przeglądarka nie mogła czegoś załadować. To dziwne menu po prawej stronie męczy swoją procedurowatością, tymi 7-dmioma punktami, które na każdym kroku widać. To jest tak dziwne, jak etykieta przyczepiona do każdego produktu na półkach w Tesco, w centrum handlowym Dundrum, opisujące procedure zakupu: 1) weź z półki 2) włóż do koszyka, 3) stań w kolejce, itd.

Kiedy szczęśliwie znajdziemy już swój pociąg (tutaj uwaga: użycie nazwy stacji Kraków Główny nie jest dla systemu PKP jednoznaczne, co sprowadza się do tego, że i tak trzeba wybrać Krakow Glowny z listy stacji), czas odjazdu i miejsce siedzenia zostaje nam zapłacić za usługę. Szybko i sprawnie, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa dokonujemy transakcji kartą kredytową (PKP akceptuje 3 rodzaje kart: Visę, Mastercard i American Express). I na koniec niespodzianka: bilet drukujemy sobie sami! Chociaż dzięki tym 7-dmiu punktom po prawej stronie można było się o tym przekonać nieco wcześniej, to wciąż jest to dość niespodziewane. Dla odróżnienia linie lotnicze stosują kod rezerwacji, który można wydrukować (wraz z całą stroną potwierdzenia), przepisać na karkę, post-it albo zapomnieć i posłużyć się paszportem, na podstawie którego system komputerowy i tak znajdzie odpowiednią rezerwację. Nie ryzykowałem opcji post-it.

Z biletem własnej produkcji wsiadamy z radością do wagonu, na miejsce nam nadane. A kiedy przychodzi pora na kontrolę wyniku naszej pracy ze strony www okazuje się, że możemy zobaczyć ile osób z całym pociągu postąpiło podobnie do nas, jakie są ich imiona i nazwiska a także jaką formą dokumentu tożsamości się posługują! Panie i panowie kontrolerzy posiadają wydruki wszystkich internetowych klientów, wraz z częścią ich danych i na tych kartkach każą tymże właśnie internetowym pasażerom złożyć podpis obok ich nazwiska.

To chyba najbardziej oryginalna forma zakupów internetowych z jaką miałem do czynienia! Po pierwsze jesteśmy wypytywani o dane, które nie są potrzebne żadnemu innemu sklepowi (numer dowodu osobistego czy paszportu). Po drugie klienci nie znający języka polskiego będą mieli całkiem duży orzech do zgryzienia: opcja języka innego niż polski jest tak mocno schowana, że aż niedostępna. Kolejną super nowością jest powszechnie dostępna lista klientów wraz ze szczegółami ich dokumentów. A na tejże liście mamy obowiązek złożyć swój podpis.

Taka forma internetowych zakupów może odstraszać. Nic dziwnego, że lista klientów tamtego pociągu liczyła tylko 17 nazwisk (PKP IC, poniedziałek, 19 lutego 2007, wyjazd z Krakowa o 07:00). W dodatku sklep ten codziennie między północą, a pierwszą w nocy robi sobie przerwę. Ciężko było mi w to uwierzyć – z serwisem połączyłem się o 22:45 czasu londyńskiego, czyli 23:45 w Warszawie i ujrzałem informację: “Czas serwisowy. Usługi niedostępne do 01:00″.

PKP e-IC Internetowa sprzedaż biletów

6 Responses to “Internetowe PKP”

  1. m1c Says:

    Prawie jak XXI wiek…

  2. fascik Says:

    Takie rzeczy to tylko w… PKP :) Faktycznie śmiesznie to wygląda, a co jeśli np. korzystasz z notebooka gdzieś w knajpie i nie masz przy sobie drukarki? Może wtedy zamiast drukowania pokazać notebooka konduktorowi, który przy okazji sprawdzi nam legalność oprogramowania ;)

    Tak jakby nie mogli wyposażyć konduktorów w PDA…

  3. zen Says:

    PKP ma o wiele powazniejsze problemy, niz jakosc zakupow internetowych. Z tego co widze to strona niewiele sie zmienila od kilku lat – tak jest z wieloma molochami. One sie po prostu wooolno zmieniaja. Wiec co zrobic? Pisac, wysylac im uwagi, wytyknac bledy. Im wiecej, tym lepiej. Bo przypuszczam jednak, ze w PKP nikt Twojego bloga nie czyta.


  4. @zen: wlasnie wyslalem emaila do PKP :)

  5. Pawel Pabich Says:

    E tam, narzekacie. Ja dosyc duzo jezdzilem IC przed wyjazdem do Dublina i ciagle wprowadzaja usprawnienia. Oczywiscie, ze nie jest idealnie, ale to co ci ludzie zastali na wejsciu, to pewnie nawet nie bazowalo na komputerach…. Do narzekan moge dolozyc, ze obecny system, nie pozwala na kupno biletow dla innych osob.

  6. Tomo Says:

    Polska rzeczywistość. Z jednej strony coraz większe bogactwo, z drugiej archaicznie działające molochy państwowe. Co do języka, to tragedii nie ma. W wielu państwach, w których byłem nie mówi się po angielsku i nikt się tym nie przejmuje. Pozdro


Comments are closed.