W poszukiwaniu błędu
28 Listopad 2007
Pewnego chłodnego jesiennego dnia zdarzyło mi się doświadczyć bardzo niemiłej niespodzianki ze strony nowo zakupionego komputera. Był to świeży, jeszcze ciepły komputer Dell Optiplex 740, wprost z Limerick, na którym zainstalowałem Windows Server 2003 R2 EE z zamiarem wykorzystania pudełka jako hosta do wirtualnych maszyn działających na Virtual Server 2005 R2.
Instalacja systemu, konfiguracja, później instalacja VS przebiegły bez zakłóceń. Dopiero, gdy zacząłem instalować pierwszego gościa na serwerze wirtualnym, mój komputer znieruchomiał. Nie reagował na żadne klawisze, myszka zastygła bez ruchu tam gdzie ją zostawiłem, tzw. stan zamrożenia (freeze).
Powtórzyłem więc operację w celu otrzymania chociaż BSOD (Blue Screen Of Death, czyli po polsku niebieski ekran). Znów ta sama reakcja. Powtórzyłem próbę jeszcze kilka razy wciąż bez spodziewanego niebieskiego ekranu błędu. Zacząłem szukać po Intra- i Internecie materiałów na podstawie których mógłbym zlokalizować błąd. Niestety rozrzut tematyki był na tyle duży, że aż nieprzydatny.
Eliminując z łamigłówki poszczególne klocki układanki postanowiłem zainstalować gościa na Virtual PC 2007. Efekt był dokładnie ten sam – zamrożenie systemu. Wypadło jeszcze kilka innych czynników, łącznie ze sprzętem – klawiatura, myszka, inne urządzenia USB; wyeliminowanie systemu operacyjnego już nie było takie proste.
Zainstalowałem Windows Vista Enterprise i Virtual PC 2007. Za pierwszym razem efekt był podobny do tego otrzymanego na Windows Server 2003, ale już za drugim podejściem dostałem to, czego szukałem – BSOD.
Oto wycinek z windbg:
BugCheck 101, {61, 0, 8a4c7120, 1}
PEB is paged out (Peb.Ldr = 7ffd300c). Type “.hh dbgerr001″ for details
PEB is paged out (Peb.Ldr = 7ffd300c). Type “.hh dbgerr001″ for details
Probably caused by : ntkrpamp.exe ( nt!KeFlushProcessWriteBuffers+5f )
Followup: MachineOwner
Dalsza analiza z użyciem !analyze -v pokazała mi już nieco więcej szczegółów:
CLOCK_WATCHDOG_TIMEOUT (101)
An expected clock interrupt was not received on a secondary processor in an
MP system within the allocated interval. This indicates that the specified
processor is hung and not processing interrupts.
Arguments:
Arg1: 00000061, Clock interrupt time out interval in nominal clock ticks.
Arg2: 00000000, 0.
Arg3: 8a4c7120, The PRCB address of the hung processor.
Arg4: 00000001, 0.
I dalej:
PEB is paged out (Peb.Ldr = 7ffd300c). Type “.hh dbgerr001″ for details
PEB is paged out (Peb.Ldr = 7ffd300c). Type “.hh dbgerr001″ for details
DEFAULT_BUCKET_ID: VISTA_DRIVER_FAULT
BUGCHECK_STR: 0×101
PROCESS_NAME: SearchProtocolH
CURRENT_IRQL: 1c
LAST_CONTROL_TRANSFER: from 81828448 to 818d85c9STACK_TEXT:
[cut] nt!KeBugCheckEx+0×1e
[cut] nt!KeUpdateRunTime+0xd4
[cut] nt!KeUpdateSystemTime+0xed
[cut] nt!KeFlushProcessWriteBuffers+0×5f
[cut] nt!KeSetPriorityAndQuantumProcess+0×6a
[cut] nt!PsSetProcessPriorityByClass+0×20
[cut] nt!NtSetInformationProcess+0×219
[cut] nt!KiFastCallEntry+0×12a
WARNING: Frame IP not in any known module. Following frames may be wrong.
[cut]STACK_COMMAND: kb
FOLLOWUP_IP:
nt!KeFlushProcessWriteBuffers+5f
81811c63 8b08 mov ecx,dword ptr [eax]
SYMBOL_STACK_INDEX: 3
SYMBOL_NAME: nt!KeFlushProcessWriteBuffers+5f
FOLLOWUP_NAME: MachineOwner
MODULE_NAME: nt
IMAGE_NAME: ntkrpamp.exe
DEBUG_FLR_IMAGE_TIMESTAMP: 4549ae00
FAILURE_BUCKET_ID: 0×101_nt!KeFlushProcessWriteBuffers+5f
Pozwoliłem sobie powycinać co dłuższe kawałki z powyższego tesktu z windbg dla jasności obrazu.
Poszukałem co to takiego jest ten bugcheck 0×101: The specified processor is not processing interrupts. Typically, this occurs when the processor is nonresponsive or is deadlocked.
Procesor nie odpowiadał? Z uwagi na już drugi sprawdzany system operacyjny, wyglądało to dla mnie całkiem sprzętowo. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz widziałem nowe komputery (serwery) z błędami sprzętowymi. Niestety nie miałem okazji sprawdzić tego zachownia na innych Optiplexach 740 z identyczną konfiguracją, ale postanowiłem szukać szczęścia na stronach pomocy technicznej Della, mojego poprzedniego pracodawcy.
Niespodziewanie okazało się, że istniała nowa wersja BIOSu, która uaktualniła wersję 1.1.8 do 1.2.2. Z samych cyferek widać, że to dość duży skok.
Zainstalowałem nową wersję BIOS’u i … jak ręką odjął. Na nowym komputerku już działają sobie dwie maszyny wirtualne radośnie komunikując się między sobą.
Nie po raz pierwszy byłem cierpliwy w poszukiwaniu błędu, choć tym razem moja cierpliwość była posunięta do granic. Niestety Dell nie precyzuje dokładnie w czym różniła się nowa wersja BIOS’u od pozostałych poza ulepszeniem kompatybilności z niektórymi urządzeniami USB i poprawnieniem zarządzania energią. Jeśli jednak to był problem z USB, to zastanawiające czemu błąd rodził się tylko podczas instalacji maszyn wirtualnych? Jeśli ktoś drążył ten temat głębiej, chętnie postiuduję materiał.
Transformacja zakończona
27 Listopad 2007
Z dniem dzisiejszym zakończyłem moją transformację na platformę Vista. Wszystkie komputery na których pracuję, zarówno w biurze jak i w domu pracują na Windows Vista Enterprise bądź Ultimate Edition.
A droga nie była prosta. Kiedy ukazała się wersja RTM mogłem sobie pozwolić jedynie na instalację systemu tylko na laptopie, z którym podróżuję, ale nie często korzystam. Wiele narzędzi, z którym korzystałem miało problemy. Po miesiącu albo dwóch zainstalowałem Ultimate na swoim domowym komputerze (AMD x64 3200, 2.0GHz, 3GGB RAM, 250GB HDD SATA, pojedynczy monitor). Działa szczęśliwie i bezproblemowo do dnia dzisiejszego.
Dzisiaj natomiast mój główny komputer w pracy, na którym do tej pory miałem zainstalowany Windows Server 2003 R2 EE przeszedł na Vistę. Pracuję na AMD 64 X2 Dual Core 5000 2.6GHz, 4GB RAM, 250GB HDD SATA w konfiguracji dwumonitorowej. Zanim zacząłem instalację sporządziłem backup i spisałem listę programów, które muszę ponownie zainstalować. Lista była długa, naprawdę długa… Zebrałem się na odwagę i poświęciłem 4 godziny czasu. Instalacja, konfiguracja, dopinanie i zapinanie, sterowniki … Do zainstalowania zostało mi jeszcze kilka aplikacji, ale mogę już spokojnie usiąść do pracy.
Tak czy inaczej, z dniem dzisiejszym jestem 100% Wow!
Tylko dlaczego to wszystko napisałem? Po to, by pokazać że do zmiany systemu operacyjnego należy się przygotować. Należy wszystkie aplikacje, z których się będzie w przyszłości korzystało przetestować, sprawdzić, przygotować. W sytuacji zmiany OS najgorszym doradcą jest pośpiech. Ja czekałem 11 miesięcy tylko po to, albo właśnie po to by nie żałować tej decyzji. W czasie tych 11 miesięcy aplikacje, które niepoprawnie działały pod Vistą doczekały się aktualizacji albo poprawek albo ktoś wymyślił metody obejścia problemów. I nie czekałem na SP1, bo nie widzę dalszej potrzeby oczekiwania.
Kaspersky Personal Security
26 Listopad 2007
W Estonii – elektronicznym i internetowym tygrysie Europy Wschodniej, Kaspersky, znany producent oprogramowania antywirusowego w dość zaskakujący sposób dystrybuuje swój najnowszy produkt – Kaspersky Personal Security. Oto zdjęcie produktu:

Produktu tego nie można kupić w żadnym sklepie, supermarkecie czy przez Internet. Jest on rozprowadzany przez bardzo miłe i skąpo ubrane panie (tutaj należy oddać szacunek za poświęcenie, w Estonii o tej porze roku jest naprawdę zimno!) na starym mieście w Tallinie. W dodatku oferowany jest za darmo! Produkt działa na każdym systemie operacyjnym i z dotychczasowych testów doskonale chroni przed wirusami i niechcianym oprogramowaniem.
Z jego użyciem wiąże się jednak pewien mankament: raz zainstalowany wystarcza tylko na jednorazowe użycie. Jednak wszyscy dotychczasowi klienci bardzo sobie nowe narzędzie z firmy Kasperskiego chwalili.
Oto opakowanie wraz z zawartością:

Wszystkie zdjęcia wykonane przez autora bloga, dystrybucja na zasadach Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 3.0 Unported License.
Update: James także o tym napisał/James blogged about it as well
Zrobiłem sobie tapetę
24 Listopad 2007
Copyright Michal Osmenda, Ireland 2007
Uczelnie wyższe mówią "nie" Wikipedii
20 Listopad 2007
Wielokrotnie podczas wykładów na irlandzkiej uczelni wyższej Dublin Institute of Technology słyszę, że szukając źródeł wiadomości studenci nie powinni opierać się na Wikipedii. A jeśli już, to powinni bardzo krytycznie podchodzić do wszystkiego co jest tam zawarte, a najlepiej od razu przejść do źródeł podawanych na dole każdej strony.
Przeglądałem przez chwilę Internet i znalazłem takie oto artykuły:
ABC News: College: Wikipedia Not Source for Papers
Middlebury College history students are no longer allowed to use Wikipedia in preparing class papers.
The school’s history department recently adopted a policy that says it’s OK to consult the popular online encyclopedia, but that it can’t be cited as an authoritative source by students.
O krytycznym podejściu do Wikipedii wypowiada się także jej twórca, Jimmy Wales.
Wikipedia Founder Discourages Academic Use of His Creation
Wikipedia, an online encyclopedia compiled by a distributed network of volunteers, has often come under attack by academics as being shoddy and full of inaccuracies. Even Wikipedia’s founder, Jimmy Wales, says he wants to get the message out to college students that they shouldn’t use it for class projects or serious research.
Dalej za Chronicle.com:
Speaking at a conference at the University of Pennsylvania on Friday called “The Hyperlinked Society,” Mr. Wales said that he gets about 10 e-mail messages a week from students who complain that Wikipedia has gotten them into academic hot water. “They say, ‘Please help me. I got an F on my paper because I cited Wikipedia’” and the information turned out to be wrong, he says. But he said he has no sympathy for their plight, noting that he thinks to himself: “For God sake, you’re in college; don’t cite the encyclopedia.”
I kolejne, także opisujące decyzję działu historii Middlebury College w Vermont, tym razem MSNBC.
MSNBC: The word on Wikipedia: Trust but verify
Wikipedia is a marvel of Web innovation and utility, but the incident in Waters’ class, added to several celebrated controversies in which entries for famous people were found to be false, raises a troubling question: Just how accurate is Wikipedia, and can you trust what it tells you?
Zdawałoby się, że Wikipedia, czyli Internetowa Encyklopedia jest XXI-wiecznym odzwierciedleniem znanych starych encyklopedii PWN czy Britannica, z tym dodatkowym udogodnieniem, że w sytuacji gdy opisywane w encyklopedii zagadnienie ulega zmianie można tą zmianę szybko nanieść i może to zrobić każdy z dowolnego zakątka globu.
I to właśnie paradoksalnie z powodu otwartości i dostępności Wikipedia traci na znaczeniu jako poważne źródło, które można cytować w pracach naukowych.
Encyklopedia Britannica jest tworzona od 1768 roku, posiada 4411 autorów i profesjonalny skład redakcyjny. Opiera się na ponad 700,000 haseł podzielonych na dwa woluminy – łącznie 32 tomy, (źródło: Wikipedia) i jest uznawana na najlepsze źródło wiedzy. Tymczasem Wikipedia istnieje od roku 2000, posiada 2 miliony artykułów w języku angielskim, ponad 5 milionów zarejestrowanych redaktorów i nieokreślona liczba anonimowych edytorów.
Za ilością nigdy nie idzie w parze jakość. I tej jakości nigdy w Wikipedii nie będzie, dopóki uniwersytety czy też inne ciała publiczne i niepubliczne nie zaczną wiedzy tam zawartej weryfikować. Wikipedia nigdy nie powinna była mieć opcji dyskusji przy artykułach, bo jak można dyskutować o wiedzy encyklopedycznej? To tylko jeden z dowodów na to, że przyszła “otwarta” internetowa encyklopedia powinna być redagowana tylko przez odpowiednią kadrę z dostatecznie dużą wiedzą i dorobkiem naukowym. Wikipedia w obecnej formie mogłaby pozostać czymś w rodzaju strony z sugestiami dla przyszłej internetowej encyklopedii.
Ten post powstał chwilę po moich kilku euro na fundację WikiMedia. Obawiam się, że bez akcji z ich strony w celu weryfikacji “wiedzy” zawartej na ich stronach, będzie to moja ostatnia dotacja.
JoinMicrosoftEurope.com
17 Listopad 2007
Obyś w IT security pracował
17 Listopad 2007
Od kilku lat trwa wojna. Odkąd firmy zaczęły dbać o bezpieczeństwo, odkąd zaczęto powszechnie stosować reguły i przepisy by blokować, zabezpieczać, ustawiać hasła, PINy, wymagać smartcard, żądać szyfrowania, stosować prawa odczytu, zapisu i uruchamiania, instalować poprawki, patche i usprawnienia, aktualizować systemy, zmieniać infrastrukturę, trwa wojna. Wojna między użytecznością i bezpieczeństwem. Wojna między tym do czego można komputer wykorzystać a do czego wykorzystywać go nie można. Wojna między sferą biznesową a IT.
Zapewne nikt tak dobrze nie oddałby kuriozum tej sytuacji jak Scott Adams w Dilbercie. “W perfekcyjnym świecie nikt nie byłby w stanie z niczego korzystać”. To wyobrażenie świata idealnego w bezpieczeństwie IT.
Ze względów oczywistych o tych sprawach nie można pisać i mówić publicznie, ani w rodzinie, ani ze znajomymi, ani nawet z pracownikami innych działów. Tłumaczone to jest względami bezpieczeństwa.
“By dokończyć procedury logowania spójrz prosto w Słońce”.
3, a właściwie to 2.5
16 Listopad 2007
Jest sobie taka sieć komórkowa, 3 albo three. Jak sama nazwa wskazuje jest siecią 3-ciej generacji, W-CDMA. Są obecni w kilku krajach na całym świecie: Australia, Dania, UK, Włochy, Austria, Szwecja, HK i Irlandia.
Zdarzyło się, że zostałem klientem sieci 3 w Irlandii. Ale to nie tanie rozmowy ani koszt wiadomości były dla mnie powodem do zmiany mojego dotychczasowego operatora, Meteor, na nowego. To Internet przez komórkę był magnesem. Za 19.99€/miesiąc mam pakiet 10GB. Jak dla komórki, 10GB to wirtualny brak limitu przesyłu danych. Dla poważniejszych zastosowań mam w domu, jak i w pracy wystarczające łącza. Potrzebowałem Internetu w komórce dla emaili i RSS głównie, wszystko inne to już margines.
Wraz z nowym operatorem dostałem też nowy telefon, Motorola v3xx. Bez telefonu nie mogłem mieć tego co chciałem – nowej SIM karty i Internetu w komórce, więc za 0€ wziąłem co dawali. Dałem sobie kilka tygodni by znaleźć dobry PDA (o tym w innym odcinku).
Dostałem do testów na kilka dni troszkę już wysłużony HTC Tytn. Zsynchronizowałem z laptopem wszystko co chciałem zsynchronizować i postanowiłem, że dalsze synchronizację będę przeprowadzał przez Internet za pomocą 3.
Przejrzałem ich stronę, by znaleźć informacje dot. konfiguracji dostępu do sieci Internet przez GSM, nie znalazłem nic. Postanowiłem zadzwonić do ich pomocy technicznej. Znajduje się w Indiach. W jakiś magiczny sposób czułem co się święci.
Po krótkim przedstawieniu sytuacji zostałem zweryfikowany jako prawidłowy właściciel swojego telefonu. Oto mocno okrojona wersja mojej konwersacji z pomocą techniczną 3 (oryginał w wersji angielskiej, pozwoliłem sobie przetłumaczyć na moją łamaną polszczyznę):
- Potrzebuję ustawień dla dostępu do Internetu
- Potrzebuje pan ustawień przeglądarki?
- Nie, konkretnie potrzebuję nazwy punktu dostępowego (access point name), DNS i podobnych
- (dłuższa cisza) rozumiem, czy mogę zadzwonić do pana na inny numer?
- Dlaczego?
- Będę chciała przesłać panu ustawienia telefonu, będzie pan musiał uruchomić go ponownie…
- Ale ja potrzebuję tych ustawień dla innego telefonu
- (cisza)
- Halo?
- Mogę zapytać co to za telefon?
- HTC Tytn
- (dłuższa cisza) ale ja nie mam ustawień dla tego telefonu
- Ustawienia, o które proszę są takie same dla wszystkich telefonów, poproszę o ustawienia dla dowolnego telefonu
- Czy jest to telefon 3G?
- Tak, jest to telefon 3G
- Ale czy został zakupiony w 3?
- Nie, został zakupiony w innym sklepie
- Niestety nie mogę panu pomóc, z usługi Internetu w komórce można korzystać tylko w komórkach sprzedawanych w sieci 3…
Dalsza rozmowa przebiegała mniej więcej takim torem: ja pytam się dlaczego, w odpowiedzi słyszę że tak jest w umowie, proszę więc o pokazanie mi, najlepiej na stronie gdzie tak jest napisane, bo ja takiego zapisu nie widzę, pani twierdzi, że nie ma umowy przed sobą ale to jest na stronie http://www.three.ie (oczywiście spelowanie) pod linkiem Terms & Conditions. Zaglądam, czytam, nic nie ma o zakazie/nakazie korzystania z innego aparatu. Pani twierdzi, że ona znajdzie mi inny dokument, gdzie to jest napisane. Pani odsyła mnie na inną stronę. Pani twierdzi, że w punkcie 9.1 jest napisane, iż używanie innych, SIM-free aparatów może spowodować zablokowanie usług. Ja nie mogę się doszukać związku między moją sytuacją a przepisami, które są mi podawane (we reasonably believe you have permitted your Handset to be unlocked via any unauthorised manner). Pytam o związek, Pani wraca do swojej formułki o zakazie używania Internetu na innych aparatach. Proszę o rozmowę z jej szefem, bo nie widzę dalszej możliwości kontynuowania tej rozmowy. Pani menedżer informuje mnie, że nie zna Terms & Conditions na pamięć, ale takie są przepisy firmy i nic z tym nie będzie dało się zrobić. Proszę o napisanie do mnie listu z takim oświadczeniem. Zostaję poinformowany, że firma nie ma takiej praktyki i nie dostanę żadnego listu. Rozmowa stała się jałowa i ją zakończyłem.
W międzyczasie znalazłem na boards.ie ustawienia, o które prosiłem.
Co poszło źle?
- W kontakcie z pomocą techniczną jakiejkolwiek firmy wymaga się, by obsługa znała sprzedawane przez firmę, która ich zatrudnia (dla której pracują), znała produkty i usługi oferowane przez firmę. W moim przypadku: brak wiedzy co to jest access point i serwery DNS.
- Pomoc Techniczna musi wiedzieć w jakich obwarowaniach prawnych się porusza, a co najważniejsze powinna znać takowe przepisy dla klientów firmy i mieć dostęp do wszystkich dokumentów firmy, do których ma dostęp klient. W moim przypadku ani pani asystentka, ani jej menedżerka nie miały dostępu do stron, do których byłem odsyłany, więc nie były w stanie wskazać mi jaki punkt mógłbym potencjalnie złamać używając Internetu na innym telefonie.
- Przepisy firmy powinny być dla ludzi, a nie odwrotnie. Podobnie powinna działać też pomoc techniczna. Jeśli kupuję telefon, to chciałbym się dowiedzieć jak go skonfigurować i definitywnie nie chcę, by firma ukrywała tę konfigurację przede mną. Jeśli kupujesz samochód, to nawet jeśli nie wymagasz, by sprzedawca wytłumaczył ci jak wymienić świece, to przynajmniej oczekujesz, że taka informacja będzie dostępna w książce serwisowej producenta, bądź dostępna na półkach w księgarniach.
- Klienci często wymagają, by pomoc techniczna każdej firmy była w stanie wykonać coś, co nierzadko wykracza poza rygory zajęcia jakie wykonują, czy wiedzę jaka była od nich wymagana przy zatrudnianiu na dane stanowisko. Ja prosiłem o prostą rzecz, która sprowadza się do tego: Access Point Name: 3ireland.ie, bez hasła, bez nazwy użytkownika, IP & DNS: automatycznie nadawane. Niestety, ludzie czytający skrypt nie są w stanie wykonać tego dodatkowego kroku.
Co sprawia, że kontakt z pomocą techniczną traktuje się jak przyjemność porozmawiania ze specjalistą a nie jak zmorę, której się unika wszelkimi możliwymi sposobami? Wszystko co napisałem powyżej. Firma, która zrozumie, że dział pomocy technicznej przez niekompetencję i brak wyobraźni swoich pracowników może narazić się na utratę zaufania klientów, odniesie sukces. Tego nie da się zrobić przez tanich pracowników z innego kontynentu i nawet najbardziej inteligentne skrypty. Tego nie da się zrobić poprzez ustawianie działu pomocy technicznej po stronie kosztów w rachunku finansowym, pomoc techniczna też może generować przychody, pośrednio (poprzez odesłanie klienta do działu sprzedaży) lub bezpośrednio (poprzez płatne usługi). Powoli uczy się tego także Dell…
A ja po raz kolejny pokazałem, że jestem najgorszym klientem, jakiego każda firma może sobie wyobrazić…
free.polbox.com
13 Listopad 2007
Pamiętacie polbox.com/free.polbox.com? O dziwo ta strona wciąż stoi i wciąz znajdują się tam założone kilka lat temu strony o przeróżnej, czasami bardzo dziwnej treści (1). Ostatnie “Co nowego?” pochodzi z roku 2002. W historii Internetu 5 lat to prawie jak ćwierćwiecze.
Polbox.pl natomiast awansował do nazwy Nethosting pod szyldem Netii i sprzedaje hosting za 105PLN/rok w najtańszej opcji.
Pamiętam, że miałem konto na free.polbox.com/pl i było to bodajże pierwsze konto, jakie założyłem. Stronie polbox.com zawsze towarzyszył dźwięk modemu osiągający zawrotne prędkości 14400bps, czasami 28.8 bądź 33.6kbps.
Czy wie ktoś co dzieje się z free.polbox.com?
Optymalizacja bandwidth albo cięcie kosztów transferu
12 Listopad 2007
Przyglądałem się moim statystykom bloga, później serwera www. Po ledwie 12 dniach miesiąca listopada mam już nabite 2.9GB transferu, wykluczając kilka innych czynników (poczta moja i nie-moja) daje mi to średnią 139.02 MB dziennie tylko dla mojej domeny. Wygląda to na dość sporo, zważywszy, że moja strona nie “waży” i nie kipi od multimediów. Nie mam specjalnie dużo obrazków, a filmy linkuję z YouTube.
Przyjrzałem się więc statystykom typów plików:
- 32.3% JPEG
- 26.3% HTML
- 16.3% JS
- 8.6% PHP
Nic nie poradzę na JS, PHP i HTML. Są po prostu opasłe, bo WordPress jest taki i trzeba z tym żyć (pojęcie względne). Ale z JPEG można coś zaradzić.
External hosting?
Chcąc uniknąć transferu z mojego serwera pomyślałem, że należy ten transfer wykorzystać z innego. Jednocześnie, myśląc w kategoriach obrazków w formacie JPEG (GIF, PNG), chciałbym wykorzystując jeden obrazek, jednocześnie mieć kilka wersji (co najmniej dwie) rozmiarowych – takie mieszczące się w TD (czy też odpowiednim jego zamienniku w CSS) bloga i powiększenie, by widać było więcej szczegółów.
Zdecydowałem się off-hostować moje zdjęcia na Flickr. Każde zdjęcie, które linkuję z bloga na Flickr oznaczone jest jako prywatne, do wglądu tylko dla mnie. Tym samym nie zaśmiecam sobie mojej galerii (zaśmiecanie to znów pojęcie względne) i trzymam obrazki w osobnym Set’cie, z dala od publiki. Za to linki bezpośrednie do tych zdjęć już są publicznie dostępne (w takim oto, przykładowym formacie: http://farm3.static.flickr.com/2390/1984079499_30714cd5e4_o.jpg).
Przeniosłem już kilka “dużych” obrazków na Flickr i tylko czekać na spadek zużycia transferu. Zalety wydają się dość oczywiste, ale nic nie przychodzi za darmo. Kosztem takiego rozwiązania jest opłacanie konta Pro na Flickr (co i tak czynię z racji mojej uber aktywności na tej galerii) a także ryzyka związanego z oddelegowaniem hostingu poza obręby mojego serwera. Kłopoty Flickr stają się moimi kłopotami. Wydaje mi się jednak, że tutaj będę mógł spać dość spokojnie, bo z tego co pamiętam, Flickr miał problemy jedynie kilka razy w czasie ostatnich dwóch lat, nie pamiętam nic dłuższego niż 24h (co było zapowiadane na kilka dni wcześniej), co jest o niebo lepiej niż problemy, jakich sam doświadczyłem z moim poprzednim providerem.
Czy będzie to zauważalne dla “klienta końcowego”, czyli dla Was? Będzie, a co najmniej może być. Mój hosting znajduje się w City West, Dublin a serwery Flickr w Kalifornii, w USA. Obrazki mogą ściągać Wam się wolniej niż poprzednio. Jeśli zmiana będzie bardzo zauważalna, proszę o informacje.

