Licencja na blogowanie

11 Listopad 2008

Zauważyliście może, że na moim blogu pokazuje się ostatnio coraz mniej postów? A jeśli już nawet, to są krótkie, ograniczone do grafiki bądź są zwykłymi rantami pisanymi jedynie w celu upuszczenia pary.

Statystyki zdają się to potwierdzać:

Wykres przedstawia ilość postów na miesiąc w przedziale 11/2005 – 11/2008. Po trzech latach spadłem ze średniej 28 postów na miesiąc w roku 2005, 21.12 w 2006, 19.5 w 2007 i jedynie 12.45 w 2008, gdzie średnia za cały okres wynosiła 21.89.

Czy tylko ja mam wrażenie, że wraz ze zmianami klimatycznymi skróceniu uległa doba, inaczej ilość czasu dostępna na pracę, naukę i przyjemności? Jednocześnie wzrosła ilość zajęć, czas spędzony na spotkaniach, na lotniskach, na uczelni i robiąc wszystko to, co powinno być zrobione.

Panie i Panowie, po czterech latach zauważyłem, że się staczam. I chyba nie będę jedynym, który to potwierdza. Spadła nie tylko częstotliwość, ale także jakość. Zacząłem dryfować w niebezpieczne rejony zarządzania projektami, gdzie nikt zdaje się nie blogować.

Do kwietnia będę w stanie stwierdzić, czy ten blog będzie dalej prowadzony.

W międzyczasie zapraszam do wypełnienia sondy nt. przyszłości tego bloga.

4 Responses to “Licencja na blogowanie”

  1. vermin Says:

    Michał, wyraziłeś to, do czego ostatnio dojrzałem. Wraz z przejściem z pracowania w zarządzanie, człowiek mający wciąż do wykonania swoje obowiązki (traktowane coraz bardziej jako konieczna do wykonania pańszczyzna) a jednocześnie wchodząc w tematy zarządcze i nieszczęsne, ogromnie czasochłonne „management-by-meeting” jakoś tak odrzuca się czasopochłaniacze. A dobra notka nablogu potrafi zająć ładną chwilę czasu… Niemniej ranty (czy też, zgodnie z polskim tłumaczeniem tyrady) też są ciekawe i potrzebne – warto zobaczyć jak cierpią pozostali uczestnicy dilbertiady ;-)


  2. Michał,

    Kryzys wieku średniego i jesienna deprecha? :)
    Mam nadzieję, ze nie znikniesz z tego świata. To będzie zły sygnał motywacyjny. Pamiętasz „I could blog for food”? :)

    Głowa do góry i pozdrowienia ze stolycy :>
    Ja miałem kryzys w wakacje bo generalnie bardzo mało czasu spędzałem przy kompie, a później spadło na mnie w cholerę pracy, natomiast chyba zaczynam się odbijać z czasem na blogowanie.

    Tak czy siak quality not quantity. Swoją historię rozpocząłeś w 2004 roku. Bez sensu tak kończyć, chyba że wypowiedziałeś się na każdy możliwy dla siebie już temat. :)


  3. [...] Nie jest to jednak spowodowane tym, że porzuciłem pisanie bloga a raczej tym, że ostatnio skróceniu uległa doba. W czasie tej pozornej stagnacji blog zmienił hosting i wraz z kilkoma innymi projektami wesoło [...]

  4. Tomek Says:

    To jest jak koniec świata… nie przestawaj pisać!!! :-)


Comments are closed.