W przerwach miedzy liniami kodu C#…
31 Sierpień 2009
Ostatnie dni sierpnia schodzą mi bardzo pracowicie nad projektem, jaki tworzę w C#. Jest to projekt aplikacji opartej na koncepcji distributed systems, czyli za polską Wikipedią system “obliczeń rozproszonych” (choć bardziej sensownie byłoby to chyba nazwą system rozproszony). Aplikację, jak i dokumentację tworzę w całości po angielsku, więc proszę mi wybaczyć nieścisłości w języku polskim.
W skrócie jest to projekt, którego owocem będzie system, w którym zadania są rozdzielane pomiędzy pulę komputerów, a wyniki zwracane na serwer. W całości pisany na platformie Microsoftu z wykorzystaniem Windows Communication Foundation, C#, Visual Studio 2008 i SQL Server 2008 (przy małym wsparciu wirtualizacji na potrzeby debugowania i testów). Na podobnej zasadzie działa BOINC (Seti@Home), z tym wyjątkiem, że mój projekt nie będzie aż tak skalowalny i będzie znacznie szybszy.
Na ten projekt poświęcę osobną notkę innym czasem, bo to nie o tym chciałem dzisiaj napisać.
Zatem, w przerwach między liniami kodu C# czytam wiadomości i nowinki ze świata, a co za tym idzie, także z podwórka IT. Gdzieś zupełnie przez przypadek przeczytałem o pewnej usłudze nazwanej Swiss Post Box Home oferowanej przez pocztę w Szwajcarii. Usługa ta polega na dostarczaniu do klienta tradycyjnych listów pocztowych drogą elektroniczną. W praktyce wygląda to tak, że pan Kowalski czy też pan Smith przekierowuje swoją pocztę na adres szwajcarskiej poczty. Tam zaufani pracownicy poczty skanują kopertę, na podstawie której klient decyduje czy chcą by wiadomość została otwarta. Kowalski bądź Smith oglądają skan koperty w programie do obsługi poczty elektronicznej i decydują, czy koperta ma być otwarta bądź nie. Jeśli się zdecydują, zaufani pracownicy poczty skanują stronę za stroną, kartkę za kartką i wysyłają Kowalskiemu bądź Smithowi do przeczytania list via e-mail. Jeśli nie, przesyłka jest niszczona.
Usługa poczty w Szwajcarii jest czymś w rodzaju jednokierunkowej bramki pomiędzy tradycyjną, papierową pocztą a pocztą elektroniczną. Jednokierunkowej, bo poczta jedynie skanuje, a nie drukuje listy swoich klientów.
Natknąłem się na tą wiadomość i bardzo mnie zainteresowała, ponieważ jestem (znów) w sytuacji, kiedy będę zmieniał swój adres zamieszkania. Dla mnie, który zmieniał adres zamieszkania i adres korespondencyjny blisko 10 razy w ciągu ostatnich 10 lat, przenosząc się z miasta do miasta, a później także zmieniając kraj zamieszkania, usługa oferowana przez pocztę w Szwajcarii wydaje się być bardzo kusząca.
Szwajcaria poszła w ślad Stanów Zjednoczonych, gdzie podobną usługę z powodzeniem oferuje firma Earth Class Mail.
Pomimo istnienia takich usług, chciałoby się zapytać dlaczego wciąż na tak szeroką skalę stosuje się przesyłki papierowe i nie można ich zastąpić elektronicznymi? Ile jeszcze czasu musi upłynąć by mój bank nie musiał przysyłać mi stert zadrukowanych maczkiem kartek papieru będących moim wyciągiem bankowym?
Piszę te słowa otrzymawszy w ciągu ostatnich 6 tygodni ponad 20 papierowych przesyłek listowych od banków, ubezpieczycieli, warsztatu samochodowego, fundacji charytatywnych i urzędu skarbowego. Szkoda drzew, naprawdę szkoda drzew.
Pozdrowienia z promu
25 Sierpień 2009
Po raz pierwszy przyszło mi doświadczyć dostępu do Internetu na promie StenaLine. Powiedziałbym, ze jest całkiem sympatycznie, używając ściśle technicznego języka ![]()
Usluga realizowana jest przez łącze satelitarne, ale poprzez aplikacje WordPress na iPhone opóźnienie w przesyle jest praktycznie niezauwazalne.
Co jest zauwazalne, to brak polskich liter w niektórych wyrazach. A to zawdzięczam firmie Apple.
Koniec i początek
20 Sierpień 2009
Wielu z Was zauważyło, że w ostatnim czasie nie udzielałem się często na blogosferze. Mój blog, tak dotychczas aktywny, prawie zamarł przez lipiec i sierpień. Powody, które wyjaśnię poniżej będą rzutowały na tematykę i przyszłość tego bloga.
Pod koniec zeszłego roku ja i moja dziewczyna postanowiliśmy razem zamieszkać. Złożyło się to z sierpniowym wyjazdem Ani do Brukseli w związku z pracą, jaką wykonuje. Dlatego, kilka tygodni temu, pod koniec lipca zaczęliśmy akcję przenosin z Dublina i Warszawy do Belgii. Mimo tego, że Bruksela wypada dokładnie w środku trasy z Irlandii (Dublin) do Polski (Warszawa), całe zadanie nie było już tak proste w praktyce. Wiązało się nie tylko z przeniesieniem naszego dobytku między krajami, ale także z szukaniem mieszkania, formalnościami administracyjnymi, itp. To zajęło nam dużo czasu i choć minął już ponad miesiąc od mojego wyjazdu z Dublina, przenosin i urządzania się w nowym miejscu jeszcze nie możemy uznać za zakończone.
Przenosiny były jednym z powodów, dla których z dniem 1 września tego roku kończę pracę w irlandzkim oddziale Microsoft. Po ponad 3 latach pracy w dziale Release Services i blisko 5 latach pobytu na Zielonej Wyspie zamykam ten rozdział z sentymentem i poczuciem, że był to jeden z najbardziej ekscytujących i pełnych wyzwań okresów w moim życiu.
Co dał mi Microsoft i Irlandia opiszę w osobnej notce, bo jest kilka rzeczy, o których chciałbym napisać szerzej.
Przede mną nowy rozdział w życiu osobistym i zawodowym. Mam nadzieję, że powrócę szybko do częstego pisania bloga z nowymi, ciekawymi informacjami.
Ewolucja
20 Sierpień 2009
Równo 10 lat temu, bodajże na początku 1999 roku nabyłem swój pierwszy telefon komórkowy – Ericsson SH888. Ciemno-szary aparat z odstającą antenką, “właściwą” wagą i 3 liniowym wyświetlaczem monochromatycznym nie pozwalał na dużo, a kosztował niemało. Były to czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego wśród młodzieży było czymś rzadkim, a telefony służyły co najwyżej do dzwonienia do rodziców czy do wysyłania innym kolegom- czy koleżankom-szczęśliwcom SMS’ów. Ta pierwsza, jak i ta druga przyjemność kosztowały wtedy bardzo dużo (jak na dzisiejsze realia SMS’a za kilka groszy bądź za darmo).
To była magia, XXI-wiek w solidnym kawałku plastiku i olbrzymi szpan telefonu zawieszonego u boku na pasku. Praktyczne znaczenie tego wynalazku przyszło mi odkryć dopiero kilka miesięcy później – na studiach, w niejednej nagłej potrzebie telefonu do rodziców.
Później przyszedł czas na niezliczone telefony z logiem Nokii, m.in. niezastąpione i niezawodne Nokia 6210 i 6310. Ten ostatni służył mi przez dwa, bądź trzy lata a jedynym problemem była bateria, która wykorzystana przez 5-10 godzin na rozmowy dziennie i praktycznie non-stop ładowana, wymagała częstej wymiany. Od tamtych dni Nokia kojarzy mi się z niezawodnością i solidnym partnerem. Na tym telefonie mogłem polegać, a za brak naładowanej baterii mogłem winić tylko siebie.
Wraz z wyjazdem z Polski zacząłem zabawę z raczkującą technologią sieci komórkowych trzeciej generacji (3G). Telefon stał się nie tylko narzędziem do porozumiewania się z innymi ludźmi za pomocą głosu i wiadomości tekstowych do 160 znaków, ale także za pomocą emaili, video czy zdjęć. To wtedy po raz pierwszy mój telefon miał możliwość porozumiewania się z innymi urządzeniami za wykorzystaniem protokołu IP.
Choć było to prawie jak rewolucja, oglądanie kiepskiej jakości telewizji na bardzo małym ekranie z trudem mogłem nazwać prawdziwie multimedialnym przeżyciem. Ale to wtedy, dzięki możliwości sprawdzania emaila na telefonie moja skrzynka pocztowa stałą się jednym z głównych kanałów komunikacji do porozumiewania się ze światem. Email nie był już medium, które wykorzystywałem do pisania do znajomego w Meksyku czy w Kalifornii. Email stał się tanim, pozbawionym limitu 160 znaków środkiem przekazu do porozumiewania się z kolegami z pracy, spoza pracy, z rodziną. Po raz pierwszy poczułem, że miałem prawdziwy przenośny komputer w kieszeni.
Ale tak jak nie ma róży bez kolców, tak ten piękny świat multimedialnej bajki nie był pozbawiony problemów. Moja multimedialna komórka wymagała restartów, przestawała odpowiadać bądź wyraźnie zwalniała wraz z ilością otwartych aplikacji.
Kiedy przyszedłem do Microsoftu po raz pierwszy zetknąłem się z Windows Mobile. Moja komórka stała się częścią firmowej sieci, 24/7/365 online, z dostępem do kalendarza, firmowego intranetu i setek darmowych, firmowych aplikacji. To właśnie dzięki tym aplikacjom mój prawdziwy, przenośny komputer w kieszeni otrzymał dodatkowy atrybut: rozszerzalność. Na WM mogłem zainstalować dziesiątki czy setki aplikacji, które były mniej lub bardziej przydatne w pracy (na spotkaniach!) czy w domu.
Tak jak poprzednio, także przy WM, restarty komórki były częste (często nie pomagało nic innego jak wyjęcie baterii), a podstawowa funkcjonalność telefonu, czyli wykonywanie połączeń głosowych, jakby odsunięta na bok. Niezliczone zerwane połączenia, bardzo słaba bateria czy zawieszony aparat w trakcie połączenia głosowego były powodem, dla którego odstawiłem mój wysłużony HTC TyTN II na bok i wróciłem do starej Motoroli RAZR V3xx.
Po 10 latach od początku mojej prywatnej ewolucji w technologii telefonów przenośnych dołączyłem do Apple mainstream i wyposażyłem się w iPhone 3Gs. Czarny model wyposażony w 16GB pamięci flash skupia wszystko to, co dały mi moje poprzednie telefony i na dzień dzisiejszy jest tym, czego od telefonu oczekuję.
Czas pokaże czy za rok będę zmieniał iPhone na inne urządzenie, tak jak czyniłem to już kilka razy przez okres poprzedniej dekady, bo będzie wykazywał wady podobne do swoich poprzedników, bądź nie będzie miał funkcjonalności, której od “przenośnego komputera” będę oczekiwał.
Windows 7 już na MSDN
7 Sierpień 2009
Windows 7 w wersji angielskiej jest już dostępny do ściągnięcia na MSDN i Technet. W związku z możliwym dużym obciążeniem Microsoft udostępnił pliki ISO w tzw. strefie “Top Downloads”, która zapewnia więcej pasma dla klientów.
