Ewolucja
20 Sierpień 2009
Równo 10 lat temu, bodajże na początku 1999 roku nabyłem swój pierwszy telefon komórkowy – Ericsson SH888. Ciemno-szary aparat z odstającą antenką, “właściwą” wagą i 3 liniowym wyświetlaczem monochromatycznym nie pozwalał na dużo, a kosztował niemało. Były to czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego wśród młodzieży było czymś rzadkim, a telefony służyły co najwyżej do dzwonienia do rodziców czy do wysyłania innym kolegom- czy koleżankom-szczęśliwcom SMS’ów. Ta pierwsza, jak i ta druga przyjemność kosztowały wtedy bardzo dużo (jak na dzisiejsze realia SMS’a za kilka groszy bądź za darmo).
To była magia, XXI-wiek w solidnym kawałku plastiku i olbrzymi szpan telefonu zawieszonego u boku na pasku. Praktyczne znaczenie tego wynalazku przyszło mi odkryć dopiero kilka miesięcy później – na studiach, w niejednej nagłej potrzebie telefonu do rodziców.
Później przyszedł czas na niezliczone telefony z logiem Nokii, m.in. niezastąpione i niezawodne Nokia 6210 i 6310. Ten ostatni służył mi przez dwa, bądź trzy lata a jedynym problemem była bateria, która wykorzystana przez 5-10 godzin na rozmowy dziennie i praktycznie non-stop ładowana, wymagała częstej wymiany. Od tamtych dni Nokia kojarzy mi się z niezawodnością i solidnym partnerem. Na tym telefonie mogłem polegać, a za brak naładowanej baterii mogłem winić tylko siebie.
Wraz z wyjazdem z Polski zacząłem zabawę z raczkującą technologią sieci komórkowych trzeciej generacji (3G). Telefon stał się nie tylko narzędziem do porozumiewania się z innymi ludźmi za pomocą głosu i wiadomości tekstowych do 160 znaków, ale także za pomocą emaili, video czy zdjęć. To wtedy po raz pierwszy mój telefon miał możliwość porozumiewania się z innymi urządzeniami za wykorzystaniem protokołu IP.
Choć było to prawie jak rewolucja, oglądanie kiepskiej jakości telewizji na bardzo małym ekranie z trudem mogłem nazwać prawdziwie multimedialnym przeżyciem. Ale to wtedy, dzięki możliwości sprawdzania emaila na telefonie moja skrzynka pocztowa stałą się jednym z głównych kanałów komunikacji do porozumiewania się ze światem. Email nie był już medium, które wykorzystywałem do pisania do znajomego w Meksyku czy w Kalifornii. Email stał się tanim, pozbawionym limitu 160 znaków środkiem przekazu do porozumiewania się z kolegami z pracy, spoza pracy, z rodziną. Po raz pierwszy poczułem, że miałem prawdziwy przenośny komputer w kieszeni.
Ale tak jak nie ma róży bez kolców, tak ten piękny świat multimedialnej bajki nie był pozbawiony problemów. Moja multimedialna komórka wymagała restartów, przestawała odpowiadać bądź wyraźnie zwalniała wraz z ilością otwartych aplikacji.
Kiedy przyszedłem do Microsoftu po raz pierwszy zetknąłem się z Windows Mobile. Moja komórka stała się częścią firmowej sieci, 24/7/365 online, z dostępem do kalendarza, firmowego intranetu i setek darmowych, firmowych aplikacji. To właśnie dzięki tym aplikacjom mój prawdziwy, przenośny komputer w kieszeni otrzymał dodatkowy atrybut: rozszerzalność. Na WM mogłem zainstalować dziesiątki czy setki aplikacji, które były mniej lub bardziej przydatne w pracy (na spotkaniach!) czy w domu.
Tak jak poprzednio, także przy WM, restarty komórki były częste (często nie pomagało nic innego jak wyjęcie baterii), a podstawowa funkcjonalność telefonu, czyli wykonywanie połączeń głosowych, jakby odsunięta na bok. Niezliczone zerwane połączenia, bardzo słaba bateria czy zawieszony aparat w trakcie połączenia głosowego były powodem, dla którego odstawiłem mój wysłużony HTC TyTN II na bok i wróciłem do starej Motoroli RAZR V3xx.
Po 10 latach od początku mojej prywatnej ewolucji w technologii telefonów przenośnych dołączyłem do Apple mainstream i wyposażyłem się w iPhone 3Gs. Czarny model wyposażony w 16GB pamięci flash skupia wszystko to, co dały mi moje poprzednie telefony i na dzień dzisiejszy jest tym, czego od telefonu oczekuję.
Czas pokaże czy za rok będę zmieniał iPhone na inne urządzenie, tak jak czyniłem to już kilka razy przez okres poprzedniej dekady, bo będzie wykazywał wady podobne do swoich poprzedników, bądź nie będzie miał funkcjonalności, której od “przenośnego komputera” będę oczekiwał.
23 Sierpień 2009 at 11:35
Jesteśmy co prawda z trochę innych światów, ale ja drogę “komórkową” miałem podobną. Zaczynałem od solidnej Nokii 1610, potem Siemens S6, kilka Alcateli. Potem było poszukiwanie doskonałości, czyli BlueAngel, glofiish M800, wielkie rozczarowanie WM. Teraz użytkuję HTC Dream/G1 i jak na razie jest to najdoskonalsza platforma, na której pracowałem.