Z Microsoft wprost do Google
16 Listopad 2009
Jestem przekonany, że spośród tych 5000 ludzi, którzy zostali zwolnieni przez Microsoft w ciągu ostatniego roku co najmniej kilkanaście pracuje już w Google. Ale żadna z tych osób nie była tak znana w IT jak Don Dodge.
Don to prawie ikona. Był współzałożycielem takich firm jak Altavista, Napster czy Groove. Microsoft wchłaniając tą ostatnią wpisał Don’a na swoją listę pracowników. Przez ponad 4 lata Don pracował w Microsofcie na stanowisku dyrektora oddziału Business Development.
Kiedy 4-go listopada tego roku Microsoft ogłosił listę 800 osób, których pozycje zostały zredukowane, Don miał pecha być jedną z tych osób (na tej samej liście znalazła się też Ariel Meadow, która prowadziła blog pt. Microspotting).
To dla wielu była bardzo zaskakująca decyzja ze strony Microsoftu. Nikt nie spodziewał się, że taka postać jak Don może przestać być w MS potrzebny. Sam zainteresowany też był zaskoczony oraz dosyć zirytowany posunięciem MS. Na swoim blogu Don napisał: “laying off 5,000 people when you have $37B in cash and huge profits is not cool”.
Don dostał pracę w Google, gdzie będzie pomagał w rozwoju nowych aplikacji. W związku ze zmianą pracodawcy zmienił też wiele narzędzi, z których do tej pory korzystał. Na jego blogu można znaleźć pożegnanie z Microsoft Office 2007 na rzecz Google Docs, Microsoft Internet Explorer na rzecz Google Chrome, Windows Mobile na korzyść Androida i pożegnanie z Microsoft Outlook na rzecz Gmail. Więcej na blogu.
Poniżej znajdziecie tzw. exit interview jaki udzielił Don dla Techcrunch.
16 Listopad 2009 at 22:54
Ten wpis na blogu brzmi jak ultrafanbojstwo
D
(no bo na przykład kto by wybierał Chrome zamiast FF?
Z innej beczki: możesz dać jakiegoś urla który daje trochę więcej informacji odnośnie kryteriów przy tych zwolnieniach? Z tego co linkowałeś tu i na twitterze to wygląda że zwolnienia były czysto losowe? O_o
16 Listopad 2009 at 23:07
Wybory Dana wydają mi się bardziej polityczne niż wynikające z czystej użyteczności, bo zarówno, jak napisałeś, można spokojnie uznać wyższość FF nad Chrome, to ja nie rozumiem jak można wybierać Google Docs, szczególnie Google Spreadsheet nad Excel’a?
A co do wyborów, to nie wiem jaki był klucz. Wg. tego co widzę i co wiem, było to prawie losowe odsiewanie.
17 Listopad 2009 at 00:25
Much too much coolade.
Chyba, że mu zrobili jakiś brain-washing przed zatrudnieniem. A tekst – wybierz google docs, bo masz zawsze aktualna wersję a nie 2007 powala. I juz abstrachując od poziomu funkcjonalności tych pakietów – to czy ktoś nie zapomniał o SP? I o tym czego chcą userzy (hint: żeby ta p.. ikonka była zawsze w tym samym miejscu…)
18 Listopad 2009 at 12:56
Tak jak Michał powiedział, “Wybory Dana wydają mi się bardziej polityczne”.
W tej informacji to najbardziej zadziwia sam fakt zwolnienia, a nie dalsze zachowanie Dana, który po prostu jest rozgoryczony.
Wy byście nie byli? To tak jakby zwolnić teraz… no może nie będę rzucał nazwiskami
– ale pewnych ludzi się “nie porzuca” – tak by się wydawało
28 Listopad 2009 at 23:07
Ja na to patrzę tak. Nie znam historii z bliska, ale z reakcji napewno można powiedzieć, że była dla Dona zaskakująca. To, że znalazł szybko pracę u bezpośredniej konkurencji to super dla jego dalszej kariery.
To nie on odszedł z firmy tylko z nieznanych światu zewnętrznemu (poza zapowiedzianymi wczesniej cięciami) przyczyn firma się z nim pożegnała. Kiedyś jak ktoś bardzo kluczowy dla przyszłości firmy ją opuszczał na rzecz Google’a to Ballmer podobno z wściekłości rzucał krzesłami. Tutaj mamy wściekłość w drugą stronę.
Takie emocje to jednak miecz obusieczny. Pierwsze pytanie jakie sobie zadałem jak przeczytałem ten wpis to czy Don Dodge napisze takiego samego maila jak z powiedzmy Google’a przejdzie do IBM’a?
Napisze ładny wpis jak to Gmail sucks a Lotus jest super, czy będzie podkreślał, ze Google to się gucio zna na chmurze, IBM jeszcze im dokopie?
Nerwy tego typu i rozgoryczenie jest fajne żeby się wypłakać przyjaciołom pod hasłem “straciłem pracę”, ale tak widoczne rozgoryczenie dla mnie jest niczym innym jak paleniem sobie mostów, a tego rozsądny człowiek w biznesie nie robi. Nie opłaca się.
28 Listopad 2009 at 23:13
No i teoria spiskowa, w Bostonie (gdzie pracował Don) jest otwarty wakat na dokładnie taką sama pozycję jak opisuje w praktyce Don w filmiku dla Techcrunch:
https://careers.microsoft.com/JobDetails.aspx?ss=&pg=0&so=&rw=3&jid=9509&jlang=EN
Opis sugeruje tylko poziom wynagrodzenia trochę inny niż dyrektorski, ale Bizsparkiem wszędzie na świecie zajmują się właśnie Ewangeliści.
Teoria spiskowa numer 1: może Don w tej roli tak dobrze nie performował?
Teoria spiskowa numer 2: może w ramach cięc rola jest wciąż potrzebna (bo jest, zgadzam się), ale niekoniecznie na tak wysokiej pensji.
Teoria nr 2 z dwojga złego bardziej prawdopodobna i to też by tłumaczyło trochę tego nerwa na blogu Dona.