Brytyjski odpowiednik polskiego ZAIKS’a, BPI – British Phonographic Industry, ogłosiło w maju prognozę strat związanych z piractwem muzycznym. BPI na podstawie danych z firmy Jupiter przedstawia szacowane straty rynku muzycznego na 200 milionów funtów w 2009 roku. Jest to wzrost strat w porównaniu do roku poprzedniego o 20 milionów funtów.

By zapobiec piractwu rząd Wielkiej Brytanii pracuje nad prawem podobnym do francuskiego HADOPI. Jednak, jak szacuje największy dostawca Internetu w Wielkiej Brytanii – BT, koszt wprowadzenia monitoringu i innych opcji przewidzianych w proponowanym prawie kosztowałoby 365 milionów funtów rocznie, czyli 25 funtów rocznie od każdego użytkownika sieci.

W opublikowanym przez rząd brytyjski raporcie dane te są jeszcze wyższe. Roczny koszt prowadzenia tego prawa wyniósłby 500 milionów. Jednakże ten sam raport prognozuje wzrost sprzedaży płyt audio/wideo na poziomie 1.7 miliarda funtów w przeciągu 10 lat.

Jeśli do prognozy można podejść z dużą rezerwą, tak wyliczenia BT mają mocne podstawy rachunkowe.Wniosek z tego taki, że w UK nie opłaca się walczyć z piractwem, bo koszty takiej operacji przewyższą planowane na 2009 straty firm fonograficznych.

Piractwo zagości u nas na dłużej?

Źródła:

Do dzisiejszej refleksji skłoniła mnie wczorajsza lektura postu Pawła Golenia na blogu “Wampiryczny blog” pt. “Trochę więcej praktyki zamiast nobliwych lektur” oraz email od pewnego czytelnika tego bloga.

Zdarza się, że dostaję korespondencję od czytelników. Zdarza się także, że są to prośby o pomoc przy najróżniejszych problemach komputerowych. Nie jestem fanem takiej komunikacji, bo nie czuję się na siłach i w obowiązku pomagać w podobnych sytuacjach. Ale odpowiadam, jeśli rozwiązanie jest proste albo problem jest ciekawy.

Ale email, jaki otrzymałem wczoraj nie był ciekawy, a rozwiązanie można było znaleźć na pierwszej stronie wyświetlanej przez Google po wpisaniu odpowiedniego zapytania. Jednak to nie problem techniczny sprawił, że poczułem się jak Paweł z wampirycznego bloga, ale język i konstrukcja korespondencji.

Pozwolę sobie zacytować tę korespondencję, by dokładnie oddać jej przekaz. Zachowałem oryginalną treść wiadomości. Imię pozostanie do mojej wiadomości.

Witam, mam taki problem przy tworzeniu wirtualnego compa za pomocą Virtual PC 2007: “The network adapter with address “00:00:00:00:00:00″ of virtual machine “Neuer virtueller Computer” failed to initialize because the address is a null address.” Być może sprawa jest prosta ale za bardzo się nie znam
pozdrawiam, [imię]

Ta korespondencja dość dobrze wpisuje się w kanon “publikacji” na forach CentrumXP bądź podobnych portali “społecznościowych” nastawionych na wzajemną pomoc w problemach komputerowych. Charakteryzuje się powierzchownym przedstawieniem problemu i opisaniem absolutnej bezradności autora wypowiedzi. Brakujące pytanie o pomoc jest jakby zawieszone w powietrzu, przemykające między wierszami i jest tak oczywiste, że autor nie zadał sobie tego dodatkowego trudu.

Wczoraj zastanawiałem się czy odpowiedzieć na ten email, bo nie znajdywałem innej sensownej odpowiedzi niż “dziękuję za wiadomość”. Ale przecież wszyscy jesteśmy inteligentni i możemy się domyślać o co chodzi autorowi tej czy innej, podobnej wiadomości. Przecież odpowiedź podobna do “proszę sformułować pytanie” byłaby nie na miejscu, byłaby szczytem arogancji i pieniactwa, a w najlepszym przypadku przyczyniłaby się do porównań do prof. Miodka. Przecież nie możemy wymagać, by nasi rozmówcy posługiwali się poprawnym językiem polskim, skoro my, inteligenci, możemy wykorzystać nasze szare komórki do odszyfrowania tej papki słownej.

Yes, we can. Can’t we?

8. marca 2008 roku mała kanadyjska firma i4i wniosła do sądu w Teksasie pozew przeciwko Microsoftowi o bezprawne wykorzystanie technologii edycji dokumentów XML, którą to firma i4i opatentowała w 1998 roku (data uznania patentu). W sierpniu sąd w Teksasie skazał Microsoft na $290mln za naruszenie praw patentowych i zakaz sprzedaży produktów, które opatentowaną technologię wykorzystują. Bagatela, chodzi tutaj o Word z pakietu Office 2003 i Word z pakietu Office 2007. Microsoft odwołał się od wyroku, ale sąd federalny podtrzymał wyrok sądu z Teksasu. Z dniem 11. stycznia 2010 Microsoft ma przestać sprzedawać w USA Office 2003 i Office 2007 z technologiami firmy i4i. A sama firma i4i otrzyma pokaźną sumkę pieniędzy.

Do bitwy znów stanał Dawid i Goliat i to znów Dawid okazał się wygranym. Czy jednak na pewno? Dzisiaj przeczytałem kilka artykułów i komentarzy dot. tej sprawy i mam dość mieszane uczucia dot. tej i innych “wojen patentowych”.

W USA by zarejestrować patent trzeba zapłacić $10.000 [1] (zakładając, że Urząd Patentowy nie będzie miał żadnych wątpliwości co do dokumentacji i samego patentu). Koszty procesowe firmy i4i przeciwko Microsoftowi wyniosły $10mln. Microsoft nie podaje swoich kosztów, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że były podobne, jeśli nie wyższe. Dla małej kanadyjskiej firmy zatrudniającej 30 osób, to nie jest koszt mały, a co najgorsze, wcale nie gwarantujący wygranej. Ostatecznie Microsoft wypłaci i4i $290mln, wypuści łatkę, która wyeliminuje opatentowaną funkcjonalność z Word’a 2003 i 2007 i od 11 stycznia będzie sprzedawał zmodyfikowane wersje. Przynajmniej do czasu, kiedy ukaże się Office 2010.

Loudon Owen, prezes i4i cytowany przez CNNMoney opowiedział, przez co jego firma i on sam musieli przejść przez ostatnie dwa lata. Dla małej firmy pozwanie takiego giganta jak Microsoft, oznacza totalne poświęcenie dla sprawy. Owen wymienił m.in problemy z samym zarejstowaniem w 1998 patentu. Rozpatrzenie sprawy zajęło Amerykańskiemu Urzędowi Patentowemu 4 lata (w przeciwieństwie do europejskich zasad zgłaszania patentów, w Ameryce wynalazki chronionę są już od momentu zgłoszenia, a nie ogłoszenia patentu). Procedura ta nie jest ani prosta, ani tania, powiedział Owen.

Zanim i4i podał Microsoft do sądu Owen i reszta pracowników musieli sami bardzo dokładnie i w analityczny sposób przedstawić jak Microsoft łamie ich patent. Następnie sami musieli ułożyć pozew, z którym udali się do prawników. Kiedy w grę wchodzi sądzenie się z takim gigantem jak Microsoft, niewielu jest adwokatów, którzy chętni są reprezentować mała firmę. Takiego wyzwania nie podejmie się mała kancelaria, a za dużymi zawsze stoją duże koszty.

W czasie trwania batalii prawnej Owen musiał kierować swoją niedużą firmą i zapewniać klientów, że pomimo walki prawnej z Goliatem firma ma przyszłość. Podobnie, w firmie musiał koić niepokoje pracowników co do przyszłości firmy i ich samych.

Sprawa została zgłoszona do sądu rejonowego w ponad 100tyś mieście Tyler w stanie Teksas. Wybór nie był przypadkowy. Ani i4i ani Microsoft nie mają tam oddziałów, a sąd w Tyler nie ma tak dużego doświadczenia w technologii, co np. sądy w Kaliforni (w oryginale: “folks in Tyler aren’t very technically oriented”).

Aby i4i wygrało sprawę i wyegzekwowało swoje prawa dot. zgłoszonego przez nich patentu musiało zainwestować mnóstwo czasu i pieniędzy. Musieli wynająć najlepszych prawników, wykorzystać brak doświadczenia sądu w Teksasie, a w międzyczasie przeżyć kontrataki Microsoftu i egzystować jako firma – dalej pisać i sprzedawać oprogramowanie. Mimo $290mln na osłodę warto zastanowić się czy taka ryzykowna batalia ma sens i czy jest warta takich poświęceń.

Dla i4i przegrana i poniesienie kosztów $10mln najprawdopodobniej oznaczałoby upadek. Dla Microsoftu $290mln kary nałożonej przez sąd to jedynie 1.42% planowanych na 2009 rok zysków [2] (bądź 4.77% rezerw w gotówce [3]). Prawnicy, których w Microsofcie jest cała armia – zarówno na stałe zatrudniona w firmie jak  i ta w wielu kooperujących kancelariach prawnych, toczą podobne bitwy patentowe jednocześnie na wielu frontach w USA czy w Europie. Dla i4i była to najprawdopodobniej największa i najbardziej kosztowna prawna batalia.

Przy takim porównaniu warto zastanowić się ile jest na świecie firm, które pomimo posiadania stosownych patentów nie stanęły i już nie staną w szranki z potęgami równymi Microsoftowi i nie będą dociekały swoich praw. Czy w takim wypadku nie podważamy sensu istnienia patentów? Czy przypadkiem nie powodujemy, że jedynymi wygranymi w wojnach patentowych są prawnicy i wielkie korporacje?

[1] CNNMoney Small Business: The pricey path to patenting an idea

[2] Microsoft 2009 Annual Report – highlights

[3] Microsoft 2009 Annual Report – Balance sheet

Więcej:

Źródło: How to sue Microsoft – and win na CNNMoney Small Business

Zgodnie z układem jaki została zawarty pomiędzy Komisją Europejską reprezentowaną przez Neelie Kroes, komisarz ds. konkurencji, a firmą Microsoft, w marcu 2010 wszyscy użytkownicy komputerów z systemem Windows otrzymają alternatywy dla przeglądarki Internet Explorer.

Niedawno zawarte porozumienie zakłada, że Microsoft wypuści na wszystkie swoje systemy operacyjne poprawkę (najpewniej poprzez Windows Update), która pozwoli europejskim użytkownikom wybrać swoją domyślną przeglądarkę. Dodatkowo, producenci komputerów, którzy preinstalują Windows na swoich produktach otrzymają prawo wyboru przeglądarki dla użytkowników.

Co to oznacza dla Microsoftu, przyszłości przeglądarki IE i rynku?

W mojej opinii w marcu zaobserwujemy początek końca dominacji IE na rynku europejskim. Możliwość wyboru nowej przeglądarki będzie dużym uderzeniem dla Microsoftu. Wybór innej przeglądarki ma być ułatwiony za pomocą okna dialogowego z listą programów. Ta opcja spowoduje, że dotychczasowi użytkownicy IE, którzy nie wybierali innej przeglądarki, bo nie wiedzieli jak zainstalować bądź skąd pobrać alternatywne programy, dostaną do ręki gotowe rozwiązanie.I będą wybierać, ba żadna przeglądarka nie ma tak złej opinii wśród “ludu” jak IE.

Warto będzie zobaczyć czym skończy się to doświadczenie konkurencji na polu bitwy przeglądarek. Ja już teraz przygotowałem sobie specjalny raport na Google Analytics by śledzić trendy. Czy wspominałem już, że uwielbiam statystyki? :)

Więcej:

Rok 2009. Statystyki.

24 Grudzień 2009

Mimo, że do końca roku zostało jeszcze 7 dni postanowiłem już dzisiaj przyjrzeć się statystykom oglądalności mojego bloga. I tak jak było to rok temu i teraz postanowiłem porównać analogiczne okresy lat 2008 i 2009 i spróbować wysnuć jakieś wnioski. Spróbować, ponieważ analiza oglądalności stron czytelników tego bloga może być czasami zaskakująca i nie pasująca do światowych trendów.

Poprzednie lata:

Read the rest of this entry »

Od dzisiaj użytkownicy IE w wersji 6.0 zobaczą na górze tej strony następującą informację:

Postanowiłem bardziej stanowczo przyłączyć się do akcji Stop IE6.

Po mojej blisko 5-letniej “przygodzie” w Irlandii, we wrześniu 2009 przyjechałem do Belgii. Mogliście o tym przeczytać w poście pt. “Koniec i początek“.

Początki w Belgii nie były proste. Tutejsze prawodawstwo wymaga, by osoba która ma zamiar zostać rezydentem zarejestrowała swój pobyt i zgłosiła wniosek o dowód osobisty (dokument identyfikacyjny). Dokument ten wymagany jest w przypadku osób pracujących bądź przybywających w kraju ponad 90 dni dowolnego z innego powodu (emerytura, studia, pobyt w szpitalu). Sam proces uzyskania dokumentu jest dość skomplikowany:

  • należy zarejestrować się w urzędzie pracy
  • trzeba przedstawić dowód na wynajem mieszkania
  • policja musi potwierdzić adres zamieszkania
  • a w przypadku osób, które dopiero szukają pracy dowody, że faktycznie się tej pracy szuka (w moim przypadku były to po prostu wydruki emaili, jakie wysłałem do firm w odpowiedzi na ogłoszenia o pracy)

I na koniec aplikacja jest wysyłana do stosownego ministerstwa i jest rozpatrzona w terminie do 5-ciu miesięcy. Jest jeszcze kilka przypadków, w których ten proces jest inny, mniej bądź bardziej skomplikowany w zależności od sytuacji petenta: własna działalność gospodarcza, dyplomata (a takich w Brukseli jest kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy), itp.

Na domiar złego, znalezienie pracy we francusko- i niderlandzkojęzycznym kraju osobie ze znajomością angielskiego i polskiego wcale nie jest proste. Można by przypuszczać, że Bruksela z jej międzynarodowymi organizacjami (m.in. UE, NATO) i korporacjami nie będzie miejscem, gdzie o pracę nie trzeba się długo starać. Błąd.

Pozwoliłem sobie wypisać moje inne błędy czy nietrafione opinie na temat belgijskiego rynku pracy.
Read the rest of this entry »

Wg. informacji ze StatCounter w zeszłym tygodniu Firefox w wersji 3.5 z wynikiem 21.93% pobił w popularności wszystkie pozostałe przeglądarki i stał się najczęściej używaną przeglądarką na świecie! IE  łącznie we wszystkich wersjach (6, 7 i 8 łącznie 55.42%) wciąż wyprzedza łączne udziały Firefoxa (3.5 i 3.0 łącznie 30.94%), jednak jest to pierwszy raz, kiedy jakakolwiek wersja tej przeglądarki wysunęła się na czoło w popularności.

Firefox 3.5 na czele

Statystyki można zobaczyć na stronie StatCounter.

O tym zdarzeniu poinformował na swoim blogu Asa Dotzler z Mozilli.

Grudniowa aktualizacja Microsoft Online Services (tj. zbioru usług takich jak Exchange, SharePoint, Office Live Meeting) przyniosła bardzo miłą niespodziankę dla polskich użytkowników sieci. Microsoft zaktualizował swój serwis o polski interfejs językowy. Język polski dostępny jest na następujących stronach:

  • Microsoft Online Services Administration Center
  • My Company Portal
  • Sign-In Application
  • Migration Tools
  • Directory Synchronization Tools

Oprócz języka polskiego Microsoft udostępnił także języki rumuński, czeski, węgierki by wymienić tylko kilka. To tylko kilka spośród dłuższej listy aktualizacji z miesiąca grudnia. By poznać więcej odwiedź tę stronę.

Oto przykład strony administracyjnej (kliknij by zobaczyć większy obrazek):

Polska strona administracyjna Microsoft Online Services

Nieczęsto widzi się już takie obrazki:

I najmniej się ich można spodziewać w środku dnia pracy.

Powrót do Windows XP stawia bardzo duże wymagania od osoby przyzwyczajonej do Windows 7. W dodatku kiedy przydarzają się takie kfiatki, jak powyżej.