W szale i uniesieniu wczorajszego Apple keynotes w San Francisco, dotychczasowi klienci firmy z logiem jabłuszka zostali tak oczarowani, że zapomnieli o wszystkich bolączkach produktów i oprogramowania, które Apple już na rynek wypuściło. W szale spowodowanym przez iPad na drugą bądź trzecią pozycję spadł temat ważny dla kilku milionów klientów Apple: iPhone OS 4.
Takie problemy jak brak wielozadaniowości czy brak możliwości modyfikacji ekranu “domowego” komórek spod znaku jabłka to duża uciążliwość (nie wspominając o upierdliwości posiadania drogiego Maka by zainstalować iPhone SDK). Wielozadaniowość była dostępna od czasów, gdy moi rodzice byli jeszcze w podstawówce (źródło), a popularność tej technologii rozprzestrzeniła się na komputerach osobistych wraz z systemami Windows (Windows 3.0, Windows NT) (źródło).
Jak na ironię, w 2010 roku Apple ogłasza światu cudo, które wciąż tej wielozadaniowości nie ma (źródło). Być może jest to cudowna maszynka do rozmnażania pieniędzy, ale dopóki nie jestem akcjonariuszem Apple, mało mnie to interesuje. Za to cisną mi się do ust trzy słowa: WTF?!
Programowanie aplikacji na platformy mobilne
17 Styczeń 2010
Napisałbyś aplikację na komórkę? Jeśli tak, to na jaką platformę?
Aplikacje na komórki z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Wraz z większą dostępnością telefonów takich jak iPhone, Blackberry, czy tych opartych na Google Android i Windows Mobile rośnie popyt i dostępność aplikacji pisanych pod te platformy.
Patrząc kiedyś na ilość i różnorodność komórek w moim domu zacząłem się zastanawiać nad ich wykorzystaniem do czegoś nowego – programowania aplikacji mobilnych. Na chwilę obecną u mnie w domu mam dostępne następujące platformy:
- Symbian 9.1 – Nokia E65
- iPhone OS 3.1.2 – Apple iPhone 3Gs
- Windows Mobile 6.1 – HTC TyTN II
- Android 1.6 (Donut) – HTC Magic
- Blackberry OS 4.6 – Blackberry Bold 9000
- Blackberry OS 4.5 – Blackberry Curve 8320
- ?? – Motorola RAZR V3xx
Zasięgnąwszy trochę literatury odkryłem, że byłbym w stanie (w rozumieniu: osiągalne z technicznego punktu widzenia) pisać aplikacje na 4 z wymienionych powyżej platform. A to z racji posiadania odpowiednich narzędzi by:
- aplikację napisać i przetestować dzięki udostępnionym SDK
- aplikację dystrybuować dzięki wsparciu producentów komórek
Sklepów, czy też miejsc gdzie użytkownicy komórek mogą zaopatrzyć się w nowe aplikacje, jest kilka. Są to także miejsca, gdzie programiści mogą sprzedawać swoje programy.
- Android Market – Google, 20 tyś aplikacji, 1 milion potencjalnych klientów (dane na czerwiec 2009)
- App Store – Apple, 115 tyś aplikacji, 50 milionów potencjalnych klientów (dane na wrzesień 2009)
- App World – RIM, 2 tyś aplikacji, 8 milionów klientów (dane na marzec 2007)
- Windows Marketplace for Mobile – Microsoft, 376 aplikacji, niewiadoma ilość potencjalnych klientów
Jednak, aby skorzystać z dobrodziejstw bycia autorem popularnych aplikacji często trzeba ponieść dość spore koszty:
- Android Market – 25$; Google zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji; Android SDK za darmo
- App Store – 99$/rok; SDK za darmo dostępne tylko na Mac OS X; Apple zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji
- App World – 200$; RIM zatrzymuje sobie 20% przychodów z aplikacji; Blackberry SDK za darmo
- Windows Marketplace for Mobile – 99$/rok, później $99/aplikację po pierwszym roku (studenci nie płacą); Windows Mobile SDK za darmo, Visual Studio płatne
Jeśli każda z platform wydaje się mieć wady i zalety. Która zatem wg. Ciebie platforma jest najlepsza dla Twojej aplikacji i Twojego sukcesu?
Przygoda z Android rozpoczęta
27 Listopad 2009
Dostałem dzisiaj paczkę z kupionym na eBay HTC Magic. Telefon ten działa pod systemem Android. Jest to obok iPhone mój drugi telefon (nie wliczam HTC TyTN II, jako że ten kurzy się w piwnicy), który posiada dotykowy ekran, klienta email i przeglądarkę.

Mam zamiar przyjrzeć się Androidowi z bliska i porównać go z iPhone. To będzie bardzo subiektywne porównanie, wsparte być może kilkoma zrzutami ekranu czy filmami na YouTube.
HTC nie jest moim podstawowym telefonem, dlatego będę mógł dość swobodnie modyfikować jego zawartość i oprogramowanie, na którym pracuje.
Z deweloperskiego punktu widzenia, prościej mi będzie (próbować) pisać soft na Android niż na iPhone, którego SDK wymaga MacOS.
Więcej o HTC Magic i o Android:
Aplikacja Amazon Mobile dla iPhone
13 Listopad 2009
Zostałem niedawno zaskoczony dość niepozorną aplikacją na iPhone rodem z Amazon: “Amazon Mobile for iPhone“. Jest to aplikacja, która nie tylko pozwala na wyszukiwanie i kupowanie artykułów ze sklepu Amazon, ale posiada jeszcze jedną, bardzo ciekawą funkcję, zwaną Amazon Remembers.
Zasada działania tej funkcji programu Amazon Mobile jest bardzo prosta. Użytkownik robi zdjęcie produktowi, który chce kupić. Zdjęcie jest wysyłane do Amazon. Następnie użytkownik jest informowany o znalezieniu produktu odpowiadającemu zrobionemu zdjęciu, oczywiście z możliwością zakupu na stronie sklepu Amazon.
Zasadę działania bardzo dobrze oddaje instrukcja na stronie sklepu (kliknij by powiększyć):
Zrobiłem dwa testy tego programu i mam bardzo mieszane uczucia, co do jego poprawnej funkcjonalności. Zrobiłem i wysłałem do Amazon dwa zdjęcia, jedno przedstawiało szufladowy wkład na sztućce, a drugi telefon Motoroli V3xx. Jeśli dla pierwszej opcji dostałem bardzo zbliżoną do oczekiwanej odpowiedzi, tak w drugim przypadku otrzymałem propozycję zakupu miernej podróbki iPhone o nazwie Sciphone (więcej tutaj).
Czy niepoprawność drugiej odpowiedzi wynikała z błędnej logiki oprogramowania analizującego obrazy w Amazon? Ale czy aby na pewno za małą aplikacją Amazon dla iPhone stoją bezduszne maszyny i tysiące linii kodu?
Aby odpowiedzieć na to pytanie wsparłem się zasobami wyszukiwarki Google i szybko znalazłem odpowiedź, której się spodziewałem.
Odpowiedzi na Amazon Remembers nie pochodzą z automatycznej wyszukiwarki działającej w rozproszonych systemach AWS, ale od uczestników programu Amazon Mechanical Turk. Nie trudno mi sobie wyobrazić, że obie odpowiedzi mogły pochodzić od ludzi z zupełnie różnych krajów, kontynentów czy kultur, którzy z takiej czy innej przyczyny mogli stwierdzić, że skoro posiadam już Motorolę, to mogę też kupić Sciphone. Bo niby dlaczego nie? Ostatecznie Amazon płaci im kilka centów za każdą odpowiedź, bez znaczenia jakiej jest jakości.
Na tej stonie można zobaczyć listę “hitów”, które wciąż czekają na właściwą “odpowiedź”.
Amazon dokonał czegoś niezwykłego, stworzył, jak sam to zresztą nazywa, sztuczną sztuczną inteligencję.
Półtora roku później: Apple MacBook Pro wciąż droższy w Polsce niż w większości krajów europejskich
7 Październik 2009
To jest kontynuacja tematu, który rozpocząłem ponad półtora roku temu. W notce z dnia 25. marca 2008 napisałem, że Apple MacBook Pro nigdzie w Europie nie był tak drogi, jak w Polsce, co udowodniłem odwiedzając sklepy internetowe Apple w krajach europejskich, a także USA, Kanady i Australii. Artykuł ten spotkał się z dużym zainteresowaniem i wielu czytelników zostawiło swoje uwagi.
Minęło ponad 18 miesięcy i postanowiłem sprawdzić jak obecnie wyglądają ceny najdroższego modelu laptopa ze stajni Apple (konfiguracja: CPU 2.8GHz, 4GB RAM, HDD 500GB, 17″). Nie jest to porównanie tego samego modelu, co poprzednio, bo Apple wypuścił nowe, bardziej wydajne modele.
Poniższe wyniki zostały oparte na kursach walut publikowanych na stronie XE.com i odzwierciedlają ceny z dnia 7. października 2009.

Jak widać z tego zestawienia, polska cena Apple Mac Book Pro nie jest już najwyższą w Europie, ale i tak jest o blisko 90EUR wyższa niż w większości krajów europejskich. Jedynie Szwecja, Norwegia i południowy sąsiad Polski – Czechy mają wyższe ceny niż w Polsce. Apple w Polsce i Czechach nie ma sklepu internetowego tak jak we wszystkich innych wymienionych krajach. Komputery dystrybuowane są przez autoryzowane sklepy sprzedaży. Cena dla Polskiego Mac Book Pro została wzięta ze strony sklepu iSpot.
Ewolucja
20 Sierpień 2009
Równo 10 lat temu, bodajże na początku 1999 roku nabyłem swój pierwszy telefon komórkowy – Ericsson SH888. Ciemno-szary aparat z odstającą antenką, “właściwą” wagą i 3 liniowym wyświetlaczem monochromatycznym nie pozwalał na dużo, a kosztował niemało. Były to czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego wśród młodzieży było czymś rzadkim, a telefony służyły co najwyżej do dzwonienia do rodziców czy do wysyłania innym kolegom- czy koleżankom-szczęśliwcom SMS’ów. Ta pierwsza, jak i ta druga przyjemność kosztowały wtedy bardzo dużo (jak na dzisiejsze realia SMS’a za kilka groszy bądź za darmo).
To była magia, XXI-wiek w solidnym kawałku plastiku i olbrzymi szpan telefonu zawieszonego u boku na pasku. Praktyczne znaczenie tego wynalazku przyszło mi odkryć dopiero kilka miesięcy później – na studiach, w niejednej nagłej potrzebie telefonu do rodziców.
Później przyszedł czas na niezliczone telefony z logiem Nokii, m.in. niezastąpione i niezawodne Nokia 6210 i 6310. Ten ostatni służył mi przez dwa, bądź trzy lata a jedynym problemem była bateria, która wykorzystana przez 5-10 godzin na rozmowy dziennie i praktycznie non-stop ładowana, wymagała częstej wymiany. Od tamtych dni Nokia kojarzy mi się z niezawodnością i solidnym partnerem. Na tym telefonie mogłem polegać, a za brak naładowanej baterii mogłem winić tylko siebie.
Wraz z wyjazdem z Polski zacząłem zabawę z raczkującą technologią sieci komórkowych trzeciej generacji (3G). Telefon stał się nie tylko narzędziem do porozumiewania się z innymi ludźmi za pomocą głosu i wiadomości tekstowych do 160 znaków, ale także za pomocą emaili, video czy zdjęć. To wtedy po raz pierwszy mój telefon miał możliwość porozumiewania się z innymi urządzeniami za wykorzystaniem protokołu IP.
Choć było to prawie jak rewolucja, oglądanie kiepskiej jakości telewizji na bardzo małym ekranie z trudem mogłem nazwać prawdziwie multimedialnym przeżyciem. Ale to wtedy, dzięki możliwości sprawdzania emaila na telefonie moja skrzynka pocztowa stałą się jednym z głównych kanałów komunikacji do porozumiewania się ze światem. Email nie był już medium, które wykorzystywałem do pisania do znajomego w Meksyku czy w Kalifornii. Email stał się tanim, pozbawionym limitu 160 znaków środkiem przekazu do porozumiewania się z kolegami z pracy, spoza pracy, z rodziną. Po raz pierwszy poczułem, że miałem prawdziwy przenośny komputer w kieszeni.
Ale tak jak nie ma róży bez kolców, tak ten piękny świat multimedialnej bajki nie był pozbawiony problemów. Moja multimedialna komórka wymagała restartów, przestawała odpowiadać bądź wyraźnie zwalniała wraz z ilością otwartych aplikacji.
Kiedy przyszedłem do Microsoftu po raz pierwszy zetknąłem się z Windows Mobile. Moja komórka stała się częścią firmowej sieci, 24/7/365 online, z dostępem do kalendarza, firmowego intranetu i setek darmowych, firmowych aplikacji. To właśnie dzięki tym aplikacjom mój prawdziwy, przenośny komputer w kieszeni otrzymał dodatkowy atrybut: rozszerzalność. Na WM mogłem zainstalować dziesiątki czy setki aplikacji, które były mniej lub bardziej przydatne w pracy (na spotkaniach!) czy w domu.
Tak jak poprzednio, także przy WM, restarty komórki były częste (często nie pomagało nic innego jak wyjęcie baterii), a podstawowa funkcjonalność telefonu, czyli wykonywanie połączeń głosowych, jakby odsunięta na bok. Niezliczone zerwane połączenia, bardzo słaba bateria czy zawieszony aparat w trakcie połączenia głosowego były powodem, dla którego odstawiłem mój wysłużony HTC TyTN II na bok i wróciłem do starej Motoroli RAZR V3xx.
Po 10 latach od początku mojej prywatnej ewolucji w technologii telefonów przenośnych dołączyłem do Apple mainstream i wyposażyłem się w iPhone 3Gs. Czarny model wyposażony w 16GB pamięci flash skupia wszystko to, co dały mi moje poprzednie telefony i na dzień dzisiejszy jest tym, czego od telefonu oczekuję.
Czas pokaże czy za rok będę zmieniał iPhone na inne urządzenie, tak jak czyniłem to już kilka razy przez okres poprzedniej dekady, bo będzie wykazywał wady podobne do swoich poprzedników, bądź nie będzie miał funkcjonalności, której od “przenośnego komputera” będę oczekiwał.
Creative Common w akcji, część druga
29 Czerwiec 2009
Moje zdjęcie po raz drugi zostało wykorzystane przez inne osoby do stworzenia czegoś nowego. I to wszystko legalnie, w ramach licencji Creative Commons. Za pierwszym razem zdjęcie z Co. Donegal z Irlandii zostało wykorzystane na pierwszej stronie firmy z USA (więcej).
Dzięki statystykom z Flickr.com odkryłem, że moje zdjęcie czołgu Sherman, jakie zrobiłem w Normandii w lipcu 2008 zostało wykorzystane do stworzenia tła dla iPhone.
Oryginał:
Wersja dla iPhone:
Nowe Safari jest piekielnie szybkie
9 Czerwiec 2009
Skuszony reklamą i prawie niewiarygodnymi wynikami testów prędkości, ściągnąłem najnowszą wersję przeglądarki Safari. Wersja czwarta dostępna jest zarówno na Mac’a jak i na PC pod adresem:
I chyba będzie fair, jeśli przyznam rację wszystkim tym, którzy mówią, że przeglądarka jest szybka. A ja dodam, że prawdopodobnie najszybsza, jaką znam i jaką mam zainstalowaną. A kilka ich mam: IE8, Firefox 3, Opera 9, Google Chrome i właśnie Safari. Moja ocena jest jedynie subiektywną oceną używania przeglądarki przez kilka chwil i nie jest poprarta żadnymi namacalnymi i weryfikowalnymi danymi.
120 wielkich i nikomu niepotrzebnych gigabajtów iPoda
25 Styczeń 2009
Po dzisiejszej wizycie w sklepie muzycznym sprzedającym produkty ze znaczkiem jabłuszka zauważyłem pewną cechę odtwarzaczy MP3 firmy Apple, która dała mi do myślenia – pojemność. 120GB iPod? Po co komu tyle gigabajtów?
Po przyjściu do domu wykonałem kilku ciekawych odkryć i obliczeń:
- 120GB w rozumieniu Apple, to nie jest 120GB w rozumieniu reszty społeczeństwa. Dla Apple 1GB = 1 miliard bajtów (w amerykańskim angielskim słownictwie jest to bilion – nie ma to związku z polskim bilionem), czyli 1,000,000,000 bajtów zamiast 1,073,741,824. To, że 1MB = 1024KB, 1GB=1024MB uczą się już dzieci w podstawówce. Apple wykorzystuję tą samą technikę manipulacji, co producenci dysków twardych (wide: Gigabajt na polskiej i angielskiej Wikipedii)
- Z obiecywanych 120GB (120 miliardów bajtów) robi się 111.76GB (tych innych gigabajtów – 111.7 * 1024^3)
- Z własnego doświadczenia wiem, że jedna piosenka zajmuje średnio 4.9MB (mam 3136 utworów, które w sumie zajmują 15.31GB). Daje nam to około 22,891 piosenek na 120″GB” iPodzie.
- Jedna piosenka trwa średnio 4.22 minuty, co daje 96,706 minut lub 1,611 godzin na wysłuchanie wszystkich 22,891 utworów.
- Przyjmując, że przez 18 godzin dziennie słuchamy muzyki, a przez 6 godzin śpimy, daje nam to 89.5 dnia słuchania 22,891 utworów.
- 89.5 dnia to blisko 3 miesiące. Po tych trzech miesiącach będziemy mogli usłyszeć naszą muzykę po raz kolejny. Czy jednak po 3 miesiącach będę pamiętał co mam na odtwarzaczu?
Po co kupować muzykę, zrzucać nasze kolekcje CD na format MP3 i kopiować na iPoda, skoro i tak nie będziemy o niej pamiętali? To wydawanie pieniędzy na coś, czego posiadania nie będziemy pamiętali po 3 miesiącach!
Kwestia oglądania filmów na iPodach z serii video (obecnie nazwanych classic) wydaje mi się totalnie niedorzeczna. Jeśli nawet 120GB dla przechowywania filmów ma sens, tak 2.5-calowy ekran kompletnie do tego zadania się nie nadaje. Moja komórka ma już nieco większy ekran, ale to wciąż za mało by oglądać tam filmy. W takim wypadku najbardziej sensowny wydaje się zakup iTouch, jednak ten nie jest produkowane z dyskiem większym jak 32GB.
Współczuję wszystkim biegaczom, sportowcom-amatorom i wszystkim tym, którzy zabierają swoje olbrzymie urządzenia na siłownię. Częstotliwość z jaką urządzenie będzie się przytykało, a ostatecznie zakończy swój żywot w agonii dysku da im do zrozumienia, że jeśli szukają mniej zawodnego urządzenia, muszą wybrać pamięć flash (czy SSD, czy dowolną inną, która nie posiada ruchomych części mechanicznych, takich jak głowica). I tutaj znów okazuje się, że największym dostępnym rozmiarem od Apple jest 32GB (to te inne GB).
Aż ciśnie mi się na język by sparafrazować BG i powiedzieć, że “120GB nikomu w odtwarzaczu MP3 nie będzie potrzebne”. Problem jest jednak w tym, że oryginalnego 640K ought to be enough for anybody Gates nigdy nie wypowiedział [1]. A po drugie, Apple nie sprzedaje innych iPodów Classic jak 120GB [2].
Dodam jednak, że moja firma nie jest o wiele lepsza. Największy dostępny odtwarzacz Zune także oferuje pojemność 120GB [3].
Chcąc nie chcąc, dostajemy coś, czego nie potrzebujemy.
Aktualizacja BIOSu i iTunes
11 Styczeń 2009
Aktualizowaliście kiedyś BIOS w swoich komputerach? Czy powodowało Wam to np. wymuszenie ponownej aktywacji Windows? Może jakieś inne nieprzyjemne skutki? Mnie nie. A kilka maszyn już miałem okazję re-flashować.
Ale Apple Inc. widzi tą sprawę inaczej.
Niedawno ukazała się aktualizacja BIOSu dla Lenovo T61p, którą dzisiaj zainstalowałem. Po restarcie i uruchomieniu iTunes zastałem taki oto obrazek:

Nie ma to jak zepsucie dobrego humoru w niedzielne popołudnie.
Z drugiej strony, zastanawiające jest w jaki sposób Apple wykrywa, że działa na innym komputerze. Bo z tego co dzisiaj doświadczyłem wydaje się, że tylko po sumie kontrolnej (jak mniemam) BIOSu. W takim wypadku jest to dość prymitywne, a już na pewno krótko wzroczne (jak np. mój przypadek). A wszystko przez te DRM, których już ma przecież nie być…. (BBC News)
System aktywacji Windows działa nieco inaczej. Jak, opisałem to wcześniej.


