Byłem dzisiaj w Brukseli w banku (dla dobra tej instytucji nie wymienię nazwy tego banku). Złożyłem wniosek o otwarcie (kolejnego) konta i wydanie dwóch kart płatniczych dla mnie i mojej dziewczyny.
Ku mojemu zaskoczeniu w potwierdzeniu złożenia dyspozycji otrzymałem email z kolejnymi krokami do wykonania w celu zrealizowania mojego wniosku. W tym treści wiadomości był link służący do potwierdzenia mojego adres email. W przeszłości dostawałem korespondencję od tego banku zachęcającą mnie do różnych promocji.
Jakkolwiek wygodne mi się to wydało, tak cała gama niebezpieczeństw wyłaniająca się z praktyk korespondowania z klientami banku za pomocą wiadomości email jest jest jak puszka pandory. Phishing, kojarzy ktoś? Mój bank aż prosi się, by przyzwyczajeni do takiej formy komunikacji klienci zostali nabici w butelkę, a ich dane, a w najgorszym przypadku pieniądze został wykradzione.
Phishing jest przestępstwem, ale przechodzenie się po arenie pełnej byków z czerwoną płachtą na plecach to proszenie się o kłopoty. To w najlepszym przypadku głupota, choć i ta jest na równi niebezpieczna co niekompetencja i brak wyobraźni.
TED w Brukseli!
26 Październik 2009
I więcej nie trzeba pisać. Tym, co nie znają co to jest TED polecam kanał na YouTube. Znajomość angielskiego jest bardzo wskazana.
Więcej: http://www.tedxbrussels.eu
Koniec i początek
20 Sierpień 2009
Wielu z Was zauważyło, że w ostatnim czasie nie udzielałem się często na blogosferze. Mój blog, tak dotychczas aktywny, prawie zamarł przez lipiec i sierpień. Powody, które wyjaśnię poniżej będą rzutowały na tematykę i przyszłość tego bloga.
Pod koniec zeszłego roku ja i moja dziewczyna postanowiliśmy razem zamieszkać. Złożyło się to z sierpniowym wyjazdem Ani do Brukseli w związku z pracą, jaką wykonuje. Dlatego, kilka tygodni temu, pod koniec lipca zaczęliśmy akcję przenosin z Dublina i Warszawy do Belgii. Mimo tego, że Bruksela wypada dokładnie w środku trasy z Irlandii (Dublin) do Polski (Warszawa), całe zadanie nie było już tak proste w praktyce. Wiązało się nie tylko z przeniesieniem naszego dobytku między krajami, ale także z szukaniem mieszkania, formalnościami administracyjnymi, itp. To zajęło nam dużo czasu i choć minął już ponad miesiąc od mojego wyjazdu z Dublina, przenosin i urządzania się w nowym miejscu jeszcze nie możemy uznać za zakończone.
Przenosiny były jednym z powodów, dla których z dniem 1 września tego roku kończę pracę w irlandzkim oddziale Microsoft. Po ponad 3 latach pracy w dziale Release Services i blisko 5 latach pobytu na Zielonej Wyspie zamykam ten rozdział z sentymentem i poczuciem, że był to jeden z najbardziej ekscytujących i pełnych wyzwań okresów w moim życiu.
Co dał mi Microsoft i Irlandia opiszę w osobnej notce, bo jest kilka rzeczy, o których chciałbym napisać szerzej.
Przede mną nowy rozdział w życiu osobistym i zawodowym. Mam nadzieję, że powrócę szybko do częstego pisania bloga z nowymi, ciekawymi informacjami.