Lista rzeczy do zrobienia – otwarta
27 Czerwiec 2008
Zrobiłem sobie listę rzeczy “do zrobienia”. Zauważyłem, że zawsze kiedy piszę coś na blogu, przychodzą mi do głowy te sprawy, o których jeszcze nie napisałem albo których jeszcze nie zrobiłem, a komuś obiecałem, sam powiedziałem, że zrobię, itd.
W domu nie mam Outlook’a, bo za bardzo przypominiałoby mi to firmę. W bałaganie “twórczym” często łatwiej rzeczy znaleźć niż w uporządkowanym biurku. Konsekwentym jednak trzeba być.
Dodałem do tej strony możliwość komentarzy, więc jeśli czyjś pomysł uznam za ciekawy, to coś z nim zrobię. Wasze pomysły będę wklejał to głównej to-do list, a zrobione będę skreślał.
Miłego weekendu!
Na skróty, ale przez las
15 Czerwiec 2008
Po pierwsze chciałbym podziękować Tomkowi za jego felieton zatytułowany “O drapaniu się w lewe ucho przez prawe ramię“. Byłem pod dość dużym wrażeniem lekkości języka i czasu reakcji na mój post. Jednak Tomek pozwolił sobie na dość dużo skrótów myślowych, które mylnie wywnioskował z mojego postu. Fakt, moja wina – jeśli coś opisuje, powinienem się przykładać i opisywać rzeczy dokładnie jak się mają. Mleko się więc rozlało i cokolwiek bym teraz nie napisał, to regułą jest, że negatywne komentarze będą przeważały pozytywne.
Pamiętam jednak, że pisząc w szkole podstawowej do gazetki szkolnej, moja pani od polskiego zawsze mi powtarzała, że jak pisać artykuły, to rzetelnie i popierając to argumentami. Od tamtych słów minął już szmat czasu, ale zasada pozostaje taka sama. I w myśl tego credo chciałem odpowiedzieć na ten felieton.
Tomek podsunął mi w artykule pomysł. Dlaczegóż nie miałbym zamiast przesiadać się na Windows Server 2008 ze związanym z tym ceremoniałem, po prostu wykorzystać FTP do przesyłania tego samego pliku? W końcu moja propozycja aktualizacji jest na etapie projektu do skonsultowania, a nie jest gotowym planem migracji (dla osób nie mających doświadczenia z zarządzaniem projektami – business case to pierwsza faza, pomysł na projekt – do wdrożenia jest jeszcze całkiem długa droga).
Czemuż nie znaleźć alernatywy?
Zrobiłem zatem test przesyłu tego samego pliku poprzez FTP. Różnica między tym testem, a testem wykonanym w czwartek jest jednak dość znaczna: niedziela to czas, kiedy łącza nie są zapchane, kiedy kilka tysięcy osób nie siedzi na każdym z końców kabla wysyłając emaile, przeglądając strony intranetowe czy podobnie jak ja – przesyłając pliki przez FTP. Dałem więc FTP nieco lepsze warunki do popisu, niż miał to w czwartek SMB 2.0.
Warunki wykonania testu: Windows Server 2003 z serwerem FTP z IIS w Stanach, Windows Server 2003 z klientem FTP w Dublinie. Plik – dokładnie ten sam, wielkość 461865366 bajtów. Mode: bin. Polecenie: put.
Wynik: 20:10.
Lepszy niż przesył z wykorzystaniem SMB z Server 2003 (24:30), ale nie aż tak dobry jak ten z Server 2008 (dla przypomnienia: 4:45).
Zysk 4 minuty i 20 sekund. Więc dlaczego nie FTP? Problemów jest kilka. Jednym z nich jest autoryzacja. Nie chciałbym zostawić serwera otwartego na połączenia anonimowe, a przesyłanie otwartym tekstem haseł zupełnie nie wchodzi w rachubę. Ktoś mi natychmiast odpowie, że przecież mógłbym wykorzystać FTPS (SFTP), FTP poprzez SSH albo autoryzację przez Kerberos. No fakt, mógłbym, tylko że wtedy cytowane przez Tomka 30 minut na skonfigurowanie FTP (btw, to nie 30 minut bo ledwie 10) wydłuży się o dodatkowy czas na konfigurację SSH czy ściąganie (a może i nawet zakup) i instalację serwera FTP, który wspiera FTPS (IIS nie ma takiej obsługi, podobnie z FTP i Kerberos). Ponadto, poprzez szyfrowanie i związany z nim overhead nasz czas transmisji się wydłuży i może osiągnąć wynik porównywalny z SMB. Więc po co ta zabawa?
Drugim problemem jest integralność danych. FTP pozbawione jest kontroli przesyłu danych. Nie żyjemy w idealnym świecie idealnych łączy, więc może się zdarzyć, że moje połączenie zostanie przerwane. Odbiorca nie będzie więc wiedział, czy plik został przesłany w całości. Rozwiązaniem tutaj byłoby zastosowanie serwerów FTP, które obsługują sprawdzanie CRC czy innych sum kontrolnych. To jednak powoduje, że musiałbym zdać się na rozwiązanie firmy 3-ciej z całym dorobkiem z tym związanym. Dla 4 minut i 20 sekund (różnica pomiędzy SMB a FTP), to nie jest zabawa warta świeczki.
Dla zachowania takich samych warunków testu, spróbuje jutro w okolicach wieczornych znów przesłać ten sam plik przez FTP. Dla ciekawości, dla udokumentowania alternatyw.
Alternatywa alternatywy
W komentarzach do cytowanego felietonu znalazłem jeszcze wzmiankę o DFSR. Ten temat był poruszany w naszym zespole i wciąż się mu przyglądamy, ale dla wykorzystania wszystkich możliwości tego systemu musimy przebudować znaczną część modelu naszych usług. To o wiele większe planowanie, czas, praca i budżet niż aktualizacja dwóch serwerów do Windows Server 2008.
Marketing? To nie tutaj
Tomek dokonał kilku założeń, z którymi się można bądź nie zgodzić: sprzęt trzeba będzie wymienić (choć w moim przypadku nie trzeba), wydać mnóstwo kasy na wersję Enterprise (a przecież jako serwer plików to nawet Standard wystarczy), “sporo planowania” (ok, kilka rzeczy zaplanować trzeba), “niemało pracy” włożyć (backup – 10 minut, instalacja – 30 minut, konfiguracja – kolejne 30 minut, restore – 10 minut, testy – 60 minut; dużo?). Ale z tego wszystkiego najbardziej zadziwiło mnie to dziwne przypuszczenie, że kiedy pisze o technologii Microsoftu, na swoim prywatnym blogu, gdzie zastrzegam, że nie ma on związku z MS, to próbuję na siłę te technologie sprzedać.
Nigdy nie byłem dobrym sprzedawcą i doskonale zdaję sobie sprawę, że nigdy nim nie będę. Nie staram się nic nikomu na siłę wciskać, bo to kłóci się to z moim podejściem do wyboru technologii, aktualizacji czy zarządzania projektami IT. Jako pracownik Microsoftu, co Tomek łaskawie przypomniał, mam także do czynienia z innymi technologiami niż MS. Jak choćby na uczelni – Dublin Institute of Technology, gdzie pracuję na unixach, biorę udział w projektach sponsorowanych przez IBM i Google i uczestniczę w konferencjach, gdzie na ostatniej Jeff Hammerbacher z Facebooka pokazywał nam metodę synchronizacji baz MySQL pomiędzy Kalifonią a Wirginią. I choć czasami dość agresywnie staję w obronie technologii MS (o czym dobrze wie ptashek), to przemawia do mnie dobra argumentacja.
To tyle, ale na koniec …
Pomysł
W innym artykule Tomka o tytule “Windows Server – cud, czy bubel?” autor stwierdził, że SMB 2.0 powinno było dawno temu wyjść na rynek, a nie być sprzedawane jako nowy feature w Windows Server 2008. Poprzednia wersja SMB powinna była być potraktowana jako niedoróbka i jako taka naprawiona gratis w Windows Server 2003.
Mój pomysł jest taki. Tomku, postaram znaleźć w MS osobę, która była project managerem dla tego komponentu nowej wersji serwera i zapytam się go bądź jej, jak to dokładniej wyglądało i czy było możliwe dodanie SMB 2.0 do Windows Server 2003. Jeśli Cię to zainteresuje może być to nawet forma wywiadu, który będziesz mógł opublikować na swoim portalu TechIT.pl. Sam jestem ciekawy jak to dokładnie było.
Mój trzeci list do Apple
13 Czerwiec 2008
Pamiętacie moją tabelkę z zestawieniem cen MacBook Pro z różnych krajów europejskich? Tabelkę, na której pokazałem, że różnice w cenach są bardzo znaczne, pomimo wspólnego rynku i pomimo różnych cen odwrotnie proporcjonalnych do GDP per capita wymienionych krajów?
Niedługo po opublikowaniu tej notki napisałem list do Apple. Taki papierowy, zwykły list w kopercie, ze znaczkiem i stempelkiem poczty irlandzkiej. List ten publikuję poniżej, nie zadając sobie trudu jego przetłumaczenia na język polski:
Dear Apple,
I made a small investigation for prices across Europe for a particular product you offer and discovered a very broad spectrum of prices from €2,346 in Switzerland to astonishing €2,832 in Poland. This is almost €500 between two countries for the same product.
[tutaj podałem specyfikację sprzętu jaki porównywałem i wstawiłem tabelkę z cenami]
Countries marked with a star had different configuration than others. MacBook Pro 2.5GHz was not available in Czech Republic and I replaced it with 2.4GHz, same 2GB of RAM and smaller, 160GB hard drive, essentially the most expensive in their store. Polish website (www.ispot.com.pl, there seems to be no official Apple store in that country) didn’t offer 200GB 7200RPM hard drives, so I used 250GB 5400 RPM instead.
My questions are:
- Why Switzerland is the cheapest country in Europe to buy MacBook Pro and I presume the rest of your products as well?
- Why older 2.4GHz model available in Czech Republic is more expensive than faster 2.5GHz MacBook Pro available from Switzerland?
- Why the UK is cheaper than rest of the EU by more than €200?
- Why Poland, with relatively smaller salaries than rest of the EU, has the most expensive Apple products?
Kind Regards,
[podpis]
Po dwóch tygodniach (!) oczekiwania dostałem list, w którym zostałem poinformowany, że w związku z tematem poruszonym w moim liście lepiej będzie jeśli skontaktuję się z ich call center.
Zadzwoniłem więc na podany w liście numer, poprosiłem o rozmowę z podaną w liście osobą i po krótkim przedstawieniu problemu (w moim mniemaniu osoba ta powinna już problem znać) zapytałem: dlaczego tak się dzieje.
Zanim przejdę do meritum, wyjaśnię gdzie się dodzwoniłem. Apple przekierowało mnie poprzez numer telefonu jaki podali mi w liście do … Danii. Tam też osoby z płynnym angielskim choć z delikatnym nordyckim akcentem udzielały fachowych porad na wszelakie tematy związane ze sprzedażą i marketingiem firmy Apple. To jednak zaskoczyło mnie jeszcze bardziej – mając fabrykę z Cork w Irlandii (dokąd wysłałem swój list i skąd otrzymałem odpowiedź), główną siedzibę w Kalifornii, inne fabryki w Stanach, Chinach i wielu, wielu innych krajach, sprzedając przez sieć sklepów rozsianych po całym świecie, a także przez Internet, Apple stara się zachować pozory globalnie myślącej firmy poprzez regionalizację cen na … wspólnym rynku europejskim.
To co usłyszałem od bardzo miłej pani z Danii w ogóle nie było odpowiedzią na moje pytanie. Otóż, dowiedziałem się, że takie a nie inne ceny wynikają z różnych stawek VAT, podatków i kosztów jakie są ponoszone w różnych krajach. Oczywiście, odpowiedź jak najbardziej sensowna, ale zupełnie nie na miejscu, skoro ceny cytowanego przeze mnie notebooka w większości krajów europejskich są praktycznie takie same – 2,563 euro. Nie wierzyłem jej na słowo, że Finlandia ma te same podatki co Portugalia. Mało tego, wiedziałem, że tak nie było. Kolejnym argumentem miała być waluta. Tutaj też pozostałem niedowiarkiem – Szwajcaria ze swoim koroną frankiem była niewiele, bardzo niewiele droższa od Wielkiej Brytanii z królewskim funtem.
Nie doczekałem się odpowiedzi, która mogłaby mnie usatysfakcjonować. Nie zostało mi też powiedziane, dlaczego w Polsce nie ma salonu Apple pod logiem firmy Apple, tylko są firmy które pobierają dodatkowe prowizje. Nie powiedziano mi dlaczego w Północnej Irlandii, W Belfaście, 166 km od Dublina mogę kupić ich laptopa o ponad 200 euro taniej. Tam przecież nawet benzyna jest droższa, a Apple jest tańsze?
Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi. Zagadka dla mnie wciąż pozostaje zagadką. Jeśli jest ktoś mądrzejszy ode mnie, niech zostawi kilka pouczających zdań w komentarzu.
_vti_bin
4 Czerwiec 2008
Sharepoint, Expression i Sharepoint Designer, niektóre aplikacje napisane na IIS w ASP, ASP.Net i podobnych zawierają w strukturze stron katalogi z nazwą zaczynającą się od _vti, np. _vti_bin.
Zagadka: skąd wzięło się _vti w nazwie tych katalogów? Co oznacza?
Wielki odwrót z Indii?
16 Maj 2008
W środę dostałem wiadomość, że jedna z dużych międzynarodowych korporacji wycofuje w 75% swój dział pomocy technicznej z Indii i przenosi ją na stare miejsce – do USA. Podobno powodem było bardzo niskie zadowolenie klientów z poziomu świadczonych usług.
W 2005 roku słyszałem o podobnej akcji dot. pomocy technicznej dla serwerów dla amerykańskich klientów firmy Dell. Amerykanie byli do tego stopnia niezadowoleni, że wymusili na firmie przeniesienie centra telefonicznego z powrotem do Stanów.
W Wielkiej Brytanii niektóre banki w ogłoszeniach w telewizji czy w prasie wręcz chwalą się tym, że ich telefoniczne centra obsługi znajdują się na Wyspie.
Czyżbyśmy obserwowali odwrót call-centers z Bangalore? Jak zwykle, blog jest otwarty na komentarze.
Mój laptop już działa na SP1
14 Luty 2008
Właśnie przed chwilą zakończyło się instalowanie Service Pack 1 na moim firmowym laptopie, który ewidentnie potrzebował jednej z cech SP1: lepszej wydajności.

I pewnie upłynie jeszcze trochę czasu zanim przekonam się, czy SP1 przyniosło mi jakąś ulgę. Z laptopa korzystam tylko podczas spotkań, konferencji, z podróży i w domu, łącząc się do sieci firmowej.
Jeśli ktoś jest bardzo niecierpliwy i chce bym coś dla niego sprawdził na SP1, proszę o komentarz, postaram się odpowiedzieć.
Codziennie wygrywam!
20 Październik 2007
Patrząc na moją korespondencję w prywatnej skrzynce z ostatnich kilku tygodni wynika, że powinienem być już multimilionerem, jeśli nie multimiliarderem. Codziennie dostaję co najmniej kilka emaili (co dziwne, nierzadko są to kopie tego samego emaila od tej samej osoby – czyżby już jeden nie wystarczył, by przekazać tak radosną nowinę?), które informują mnie, że albo księżniczka Diana z rodu Williams, niejaki Mark zamieszkały w Londynie rezprezentujący bardzo majętną, nieznaną mi bliżej rodzinę, księżniczka Pamela, córka króla Jerry’ego Martins’a, Makrson z Manchesteru, prawnik z Londynu Paul Frank, czy nawet sam Microsoft obdarowywują mnie grubymi milionami dolarów albo funtów. Od tak po prostu – ktoś zdecydował, zapewne sam Bóg pokazał palcem, że to ja mam dostać te miliony dolarów.
W zamian potrzebują tylko kilka szczegółow, takich jak: moje imie i nazwisko (dziwne, przecież już te dane posiadają), adres, kraj zamieszkania, wiek, zawód i numer telefonu. Co niektórzy chcą dodatkowo informacji o mojej płci, numer telefonu komórkowego czy numer faksu.
Wszystkie emaile pochodzą z darmowych skrzynek, zapewne by zaoszczędzić kilka dolarów, bym mógł dostać równe 10,500,000 USD, a nie 10,499,995 USD.
I pewnie byłbym już multimilarderem, gdyby te wiadomości nie były spamem, mającym na celu wyłudzenie danych osobowych (identity theft). I pewnie nie pisałbym tych słów, gdybym pozostał dalej na platformie servage.net, która w przeciwieństwie do hosting365.ie oferuje darmową ochronę antyspamową. W h365 za tę usługę trzeba płacić €9.95 miesięcznie za ochronę 5 skrzynek, z limitem 1000 wiadomości na miesiąc.
Tomku (zwracam się do Tomka Kozłowskiego z Hosting365), wytłumacz mi proszę cel tego frycowego albo “klimatycznego”, bo nie mogę pojąć jaką rolę odgrywa ta usługa w Waszym business planie? Prawie wszyscy, łącznie z darmowymi (!) usługodawcami, Yahoo, MSN, Google, nawet polski Onet i WP oferują usługę ochrony przed spamem za darmo, bo widzą w tym korzyść nie tylko dla swoich klientów ale i dla siebie. Mniej spamu oznacza mniejsze transfery, mniejsze obciążenie systemów, tym samym w prostej przekładni więcej klientów/serwer i mniej pracy dla supportu.
Bez ochrony spamowej, klienci którzy mają miesięczne czy roczne ograniczenia w transferze (tak jak ja – 50GB/miesiąc) de facto płacą za spam jaki do nich dociera. Czy to nie powinno być przypadkiem odwrotnie – spamerzy powinni płacić za korespondencję, a nie odbiorcy wiadomości.
Płatna ochrona spamowa to bardzo krótkowzroczne działanie, pomagające działaniu spamerów, a nie w walce z nimi.
Hosting365 powinien zaoferować w standardzie wszystkie dostępne na rynku narzędzia walki ze spamem: black list, white list, graylisting, SPF, DNSBL i inne, które można znaleźć na stronie Wikipedii Anti-spam techniques (e-mail), nawet jeśli klienci hostingowi, który do tej pory płacili €3.95 co miesiąc mieliby płacić więcej (w mojej ocenie €5-10 za standardowy pakiet byłoby akceptowalne).
Hosting365, your turn.
Akronimy. Symbol korporacji?
11 Październik 2007
Microsoft kocha się w skrótach, skrótowcach, akronimach. Mają one zastosowanie w każdej dziedzinie biznesu, wydziale, na każdym etapie produkcji, wdrażania czy planowania. Można je wstawiać do dowolnego rodzaju dokumentacji zakładając, zresztą często słusznie, że czytelnik powinien je znać. Nierzadko ten sam akronim ma różne znaczenia, w zależności od działu, technologii czy kraju używania. Najważniejsze jest jedno: to bardzo uniwesalne narzędzie!
Niedawno przeczytałem swoje notatki z dzisiejszego dnia, który spędziłem na szkoleniu. Wypisałem kilka akronimów poniżej – wszystkie dotyczą jednej dziedziny.
5M’s, SMART, PMBOK, WBS, BRD, W6H, PESTLE, CPM, PERT, RASCI lub RACI, RAM
Czy ktoś mi odpowie jakiej? Najlepiej z wyjaśnieniami co który akronim oznacza.
*Update: wyjaśnienie w komentarzu
Microsoft: change the world or go home
10 Wrzesień 2007
Ponad tydzień temu na swojej stronie zamieściłem obrazek niebieskiego potwora z adnotacja: “Microsoft zmień świat albo wracaj do domu”. Od jakiegoś czasu chodzi za mną moja własna definicja czy też tłumaczenie tego, co to oznacza, ale zanim sam o niej napiszę, chciałbym zapytać Was: co takiego poeta miał na myśli? Czy chodzi o innowacyjność czy też jej brak, czy chodzi o kompleks Apple albo Google? Czy chodzi o tą nadętą bańkę jaką MS się stał, która zaczyna przypominać IBM? A może o kolory w Vista albo o problemy z Xbox 360? A może to brak porozumienia ze światem open source? Walka z Linuxem? Wpływ akcjonariuszy żądających lepszych wyników finansowych? “640K ought to be enough for anybody“?
Microsoft: change the world or go home. Pytanie za 100 punktów: co to znaczy?
Z serii "Ludzie listy piszą"
9 Wrzesień 2007
Każdy z nas dostaje oprócz standardowej dawki spamu (która jest proporcjonalna do wydatków na mechanizmy antyspamowe) korespondencję, którą można określić jako dziwną bądź zaskakującą. Czasami także są to emaile denerwujące czy też takie, na które brak sił by zmusić się do odpowiedzi.
Zacznę od najświeższego, który przyszedł do mnie zaledwie kilka dni temu. Pozwolę sobie go zacytować w całości zostawiając do swojej wiadomości jedynie pseudonim, adres email i IP autora:
stary weź usuń te swoje syfy.. bo polski informer nie wygląda tak sympatycznie…
bez urazy men heeh..
Cechy charakterystyczne każdego emaila od “fanów”:
- potrzeba wyrażenia konstruktywnej krytyki,
- ukryty interes, potrzeba zadania nurtującego pytania,
- udawanie bycia sympatycznym
W tym wypadku mamy wszystkie 3 warunki spełnione. Wręcz klasyka gatunku!
Nie odpowiedziałem na tą korespondencję, bo nie wiedziałem jak mam to zrobić (proszę o poradę). Autor w jednej linii zaprzeczył sam sobie (“stary usuń te syfy” i “bez urazy”) w dodatku używając słownictwa, którego nie rozumiem: informer. Z angielskiego jest to informator bądź donosiciel, także tytuł filmu z 1935 roku, albo piosenka kanadyjskiego piosenkarza reggae Snow; “The Informer” to także tytuł prasy online dla obcokrajowców mieszkających we Włoszech. Żadna z tych definicji nie pasuje do kontekstu. Blisko było z tą angielską wersją informatora, ale w ostatniej części wypowiedzi autor popełnił karygodny błąd, bo powinien był napisać “bez urazy man”, nie “men”. Poprawność wypowiedzi polega między innymi na tym, by nie być seksistowskim z zachowaniem zrozumienia słów, których się używa.
Dostaję też korespondencję, która łamie podstawowe zasady gatunku (patrz wyżej), nadużywając tym samym formy. Oto jeden przykład. Brak niestety konstruktywnej krytyki i przymilania się, za to 100% pytań nurtujących czytelnika:
Jeżeli Pan może,to bardzo proszę o pomoc.Problem dotyczy poczty OE 6.Odbieranie i wysyłanie działa bez zarzutu.Nie działa klikanie na link w oknie podglądu w skrzynce odbiorczej.
Tyle. Koniec. Żadnych pozdrawiam, miłego dnia, czy choćby wstępu, jak zrobił to kolejny piszący:
od pewnego czasu regularnie wchodze na Pana bloga wg mnie jest bardzo pouczajacy, kiedys widzialem zdjecie mnie rozsmieszylo a mianowicie zdjecie przedstawiajace ludzi z telefonami komorkowymi w dloniach z podpisem o tresci mniej wiecej o oddawaniu swiatla czy cos w tym stylu. przeszukalem troche Pana bloga i go nie znalazlem aby znowu sie z niego posmiac czy moglby mi go pan wyslac na maila lub chociaz linka do niego. z gory dziekuje. i pozdrawiam
Odbiór pozytywny: to co piszę jest pouczające. Co jednak ludziom zapada najbardziej w pamięć: humor. Przewrotność w IT? A może odbiór Internetu specyficzny dla pożeraczy kolorowej papki z TV?
Poproszę o więcej takiej korespondencji, nic nie robi tak dobrze dla zdrowia jak chwila intelektualnej rozrywki w emailach.