W nawiązaniu do postu na temat Microsoft Ireland
28 Styczeń 2010
Kilka osób z tego klipu wideo znam bardzo dobrze.
Czego nauczyłem się w Microsoft – refleksja z perspektywy czasu
28 Styczeń 2010
Miałem napisać ten post wcześniej, ale chciałem nabrać dystansu do tego, czego się w Microsoft nauczyłem i czego się o tej firmie dowiedziałem. Ostatecznie, pewna refleksja pozwoliła mi ułożyć myśli i zastanowić się nad tym, co chcę powiedzieć. Jest to 100% subiektywna perspektywa i może (a nawet powinna) odbiegać od plotek na temat giganta z Redmond.
Słowem wstępu, należy mi napisać co łączyło mnie z Microsoft. W lutym i marcu 2006 przeszedłem przez serię rozmów kwalifikacyjnych i zostałem w kwietniu tego samego roku zatrudniony na stanowisku release support analyst w Microsoft EMEA Operations Centre (EOC) w Dublinie, Irlandia. W wielkim skrócie była to funkcja pomocy technicznej dla dwóch wewnętrznych systemów wspomagających proces wypuszczania oprogramowania na rynek. Z czasem moja funkcja ewoluowała, choć tytuł stanowiska pozostał bez zmian. Pożegnałem się z Microsoft we wrześniu 2009, by wyjechać do Belgii.
Oto lista niektórych rzeczy, których nauczyłem się w Microsoft bądź Microsoft nauczył mnie.
Read the rest of this entry »
Jak dostać pracę w Microsoft?
11 Listopad 2009
Dostałem od znajomego emaila, w którym pytał mnie czy pamiętam jak wygląda proces rekrutacyjny w Microsoft. Chciałem napisać o tym już od dłuższego czasu na blogu, ale dopiero teraz w dniu święta w Belgii mam okazję poświęcić trochę czasu na to pytanie.
Zanim mogłem napisać post pt. “Pewnego pięknego kwietniowego poranka” przeszedłem przez dwustopniowy proces rekrutacji. Pierwszy, w agencji pośrednictwa pracy, a drugi w samym Microsofcie w postaci rozmów kwalifikacyjnych.
Kiedy aplikowałem na to stanowisko, opisane na stronie pośrednika pracy, nie wiedziałem że za ofertą stoi Microsoft. Pamiętam, że byłem na kilka dni w Warszawie. Siedziałem na lotnisku na Okęciu późnym popołudniem czekając na samolot do Dublina, kiedy zadzwonił do mnie pracownik agencji pracy i zapytał o kilka szczegółów z mojego życiorysu. Wtedy też dowiedziałem się, kim jest mój przyszły pracodawca.
Moje CV nie było najlepsze i wymagało sporych zmian w kompozycji, a także w treści by wyróżniało dokładnie to, czego szukał Microsoft. Zabrało mi to kilka dni i kilkanaście emaili do agencji pośrednictwa zanim moje CV nie odstawało od standardów. Agencja wysłała moją aplikację, a mnie pozostało tylko czekać.
Bodajże po tygodniu dostałem zaproszenie na serię rozmów kwalifikacyjnych – 3 tego samego dnia. Pierwsza, z reprezentantką z działu HR, druga z dwoma menedżerami, a trzecia z moją przyszłą szefową i szefem działu. Mimo, że stanowisko na które aplikowałem było techniczne, tylko jedno z tych spotkań dotyczyło, zresztą bardzo pobieżnie, kwestii technicznych. Dwa pozostałe spotkania dotyczyły moich ogólnych doświadczeń, jak sobie radzę z problemami, jakie są moje największe sukcesy do tej pory, etc, etc.
Było to dla mnie dość duże zaskoczenie, że miałem całą serię spotkań w jednym dniu. I nie powiem, by były to rozmowy łatwe. Pamiętam, że po wyjściu z budynku w Sandyford w Dublinie czułem się jak po bardzo długim i ciężkim egzaminie. Ale jak widać się opłacało.
Czy ten proces rekrutacyjny odbiega od standardowych? By odpowiedzieć na to pytanie, zdefiniujmy najpierw co znaczy “standardowy proces rekrutacyjny”. Jeśli to taki, który preferuje Google, to Microsoft nie ma standardowego procesu rekrutacyjnego.
Co trzeba zrobić by dostać pracę w Microsoft? Wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba być w dobrym miejscu w dobrym czasie. Z perspektywy czasu widzę, że miałem dużo szczęścia – rok 2006 w Irlandii to był szczyt boomu gospodarczego i firmy zatrudniały pracowników z całej Europy. Ja po dobrym szkoleniu z korporacyjnego savoir-vivre odbytego w Dellu byłem dobrym kandydatem na stanowisko, jakie było wtedy potrzebne w Microsofcie.
Powodzenia.
Eircom: powiemy Ci jakich stron nie możesz oglądać
1 Wrzesień 2009
Dziś rano irlandzki narodowy operator telekomunikacyjny i największy dostawca usługi dostępu do Internetu Eircom zablokował użytkownikom swojej sieci dostęp do strony ThePirateBay.org. O skali działania tego operatora niech świadczy prosta analogia - Eircom w Irlandii jest odpowiednikiem TPSA w Polsce, czy Belgacom w Belgii.
Informacja prasowa z The Irish Times tutaj, a strona, która ukazuje się użytkownikom sieci Eircom przy próbie wejścia na stronę ThePirateBay.org poniżej (kliknij by zobaczyć większą wersję).
Swoją drogą chciałbym zapewnić, że w Republice Irlandii cenzura wciąż nie obowiązuje, choć podobne działania w dość wyraźny sposób przeczą zasadom wolności i poszanowania pozostałych praw obywatelskich.
Koniec i początek
20 Sierpień 2009
Wielu z Was zauważyło, że w ostatnim czasie nie udzielałem się często na blogosferze. Mój blog, tak dotychczas aktywny, prawie zamarł przez lipiec i sierpień. Powody, które wyjaśnię poniżej będą rzutowały na tematykę i przyszłość tego bloga.
Pod koniec zeszłego roku ja i moja dziewczyna postanowiliśmy razem zamieszkać. Złożyło się to z sierpniowym wyjazdem Ani do Brukseli w związku z pracą, jaką wykonuje. Dlatego, kilka tygodni temu, pod koniec lipca zaczęliśmy akcję przenosin z Dublina i Warszawy do Belgii. Mimo tego, że Bruksela wypada dokładnie w środku trasy z Irlandii (Dublin) do Polski (Warszawa), całe zadanie nie było już tak proste w praktyce. Wiązało się nie tylko z przeniesieniem naszego dobytku między krajami, ale także z szukaniem mieszkania, formalnościami administracyjnymi, itp. To zajęło nam dużo czasu i choć minął już ponad miesiąc od mojego wyjazdu z Dublina, przenosin i urządzania się w nowym miejscu jeszcze nie możemy uznać za zakończone.
Przenosiny były jednym z powodów, dla których z dniem 1 września tego roku kończę pracę w irlandzkim oddziale Microsoft. Po ponad 3 latach pracy w dziale Release Services i blisko 5 latach pobytu na Zielonej Wyspie zamykam ten rozdział z sentymentem i poczuciem, że był to jeden z najbardziej ekscytujących i pełnych wyzwań okresów w moim życiu.
Co dał mi Microsoft i Irlandia opiszę w osobnej notce, bo jest kilka rzeczy, o których chciałbym napisać szerzej.
Przede mną nowy rozdział w życiu osobistym i zawodowym. Mam nadzieję, że powrócę szybko do częstego pisania bloga z nowymi, ciekawymi informacjami.
Jak robić dobrą minę do złej gry
29 Czerwiec 2009
5 czerwca tego roku Bord Gáis Energy, firma zajmująca się wydobywaniem, transportem i dystrybucją gazu na terenie Irlandii, w skutek kradzieży straciła 4 laptopy. Komputery te zawierały dane 75.000 klientów Bord Gáis Energy, takie jak dane teleadresowe i numery rachunków bankowych.
3 spośród tych maszyn miały włączone szyfrowanie. Tylko jeden komputer był zabezpieczony nazwą użytkownika i hasłem.
Cytaty z Irish Times z dnia 18 czerwca, 2009:
Managing director of Bord Gáis Energy Dave Bunworth said this morning the stolen laptop containing the account details of 75,000 customers would be “very difficult to get into” despite it not being encrypted.
(dyrektor zarządzający [...] Dave Bunworth powiedział, że będzie “bardzo trudno dostać się” do danych 75,000 klientów mimo, że nie zostały zaszyfrowane)
I dalej:
“I don’t want to minimise the risk but this is not a normal laptop that you could break into that easily,” he told RTÉ radio.
(“Nie chcę minimalizować zagrożenia ale to nie jest zwykły laptop na który można się łatwo włamać”, powiedział radiu RTÉ)
Wtóruje mu Gary Davis:
“The risk may be low but there is a risk,” said deputy Data Protection commissioner Gary Davis.
(“Ryzyko może być małe, ale wciąż istnieje”, powiedział zastępca “komisarza do spraw ochrony danych” Gary Davis – odpowiednik polskiego GIODO)
Dalsze wyjaśnienia pana Dave Bunworth’a:
Mr Bunworth said that while the machine was not encrypted, the data saved on it could only be accessed using a username and password.
(Mr Bunworth powiedział, że mimo że komputer nie był zaszyfrowany dane są dostępne tylko przez podanie nazwy użytkownika i hasła)
Fakty:
- 3 spośród 4 skradzionych maszyn miały szyfrowanie włączone
- 1 komputer nie miał włączonego szyfrowania, a dostęp do danych odbywał się na podstawie nazwy użytkownika i hasła
- komputery zawierały dane 75,000 klientów: imię i nazwisko, adres, numer konta bankowego
- zarówno Bord Gáis Energy, jak i Data Protection Commisioner uważają, że ryzyko jest małe i trudno dostać się do danych
Niestety, to czego nie wiemy to sposób, w jaki dane były szyfrowane (tylko dane czy cały dysk i jaka była metoda bądź siła szyfrowania).
Najbardziej zatrważające jest jednak to, co zarówno Bord Gáis Energy jak i Data Protection Commisioner starają się nie powiedzieć publice. Nie potrzeba dyplomu magistra informatyki by wiedzieć, że aby dostać się do danych na niezaszyfrowanym dysku wystarczy śrubowkręt i kilkanaście minut, by podłączyć dysk do innego komputera. W zależności od systemu operacyjnego, a co za tym idzie systemy plików, uzyskanie dostępu do danych jest łatwe bądź bardzo łatwe.
Aby zrozumieć wagę problemu muszę wyjaśnić pewną specyfikę irlandzkiego (i brytyjskiego) systemu bankowego. W Irlandii (i w Wielkiej Brytanii) istnieje instytucja direct debit (w Polsce jest to chyba polecenie zapłaty). Problem polega jednak na tym, że aby zrealizować przelew w tym systemie banki irlandzkie i brytyjskie wymagają tylko 3 informacji: imienia i nazwiska dłużnika, numer jego konta bankowego (sort code i bank account number) oraz jego podpisu dostarczonych przez wierzyciela.
Jak niedoskonały jest to system przekonał się w zeszłym roku Jeremy Clarkson, prezenter Top Gear na BBC. Clarkson przekonany, że nikomu nie uda się wyciągnąć pieniędzy z jego konta, opublikował numer swojego rachunku w gazecie Sun. Nie musiał długo czekać, by czytelnicy udowodnili mu, że się mylił. Na jego koncie ktoś ustawił miesięczne polecenie zapłaty na £500 na rzecz fundacji Diabetes UK (szczegóły na BBC News i na stronie Gazety).
To tylko jeden z przykładów. Można mnożyć inne, socjotechniczne metody wykorzystywania znajomości podobnych danych.
Microsoft EOC uzyskał certyfikat ISO 9001:2008
14 Kwiecień 2009
W mojej firmie miał dziś miejsce audyt ISO. Mieliśmy wykazać, że jesteśmy na tyle dobrzy by uzyskać tytuł ISO 9001:2008 (certyfikat dla systemów zarządzania jakością).
Ku mojemu zaskoczeniu narzędzie, którego jestem autorem, służace do wyświetlania informacji operacyjnych jednego z naszych wewnętrzych serwisów tak spodobało się audytorowi, że wymienił je jako jeden z powód, dla których zasłużyliśmy na certyfikat!
Narzędzie, które stworzyłem kilka miesięcy temu to odświeżający się co 60 sekund raport stworzony w SQL Reporting Services 2005. Raport ten wykonuje serie zapytań SQL na naszym serwerze produkcyjnym w celu pobrania kluczowych informacji i wyświetla je ubrane w czytelną, graficzną formę. Całość wyświetlana jest na 42-calowym ekranie podwieszonym pod sufitem w naszym wydziale.
W czasie kilku miesięcy działania raportu pozwolił nam on zaoczędzić do kilku godzin dziennie (!) na rutynowych czynnościach sprawdzania serii serwerów, zwiększyć nasz czas reakcji na potencjalne problemy i sprawić, że nasze SLA jest teraz notorycznie w okolicach 99.98%.
Nasze narzędzie było jedynie cząstką, na której skupił się audytor podczas całodniowego audytu. Ale już sam fakt wymienienia mojego nazwiska w emailu potwierdzającym uzyskanie certyfikacji znacznie polepszył mi humor na resztę tygodnia.
Moje przyszłe certyfikacje
4 Kwiecień 2009
Postawiłem sobie bardzo ambitny plan zdobycia kilku nowych certyfikatów IT do kolekcji. Mam zamiar do końca września zdobyć dwa nowe certyfikaty z technologii informatycznych:
- MCITP: Enterprise Project Management with Microsoft Office Project Server 2007
- ITIL v3
MCITP jest zbiorem trzech egzaminów:
- 70-632 – TS: Microsoft Office Project 2007, Managing Projects
- 70-633 – TS: Microsoft Office Project Server 2007, Managing Projects
- 70-634 – PRO: Microsoft Office Project Server 2007, Managing Projects and Programs
Podchodzę do tego egzaminu jedynie po to, by był to dowód mojej wiedzy z dziedziny narzędzi do zarządzania projektami. Inną metodą, prawdopodobnie popularniejszą wśród zdających, jest najpierw egzamin, a później zabawa z EPM. Ja miałem możliwość wdrożenia EPM zanim zabrałem się za jakiekolwiek egzaminy w tej dziedzinie (zobacz notkę pt. Jak wykorzystujemy Project Server 2007 w moim dziale).
ITIL będzie czymś nowym. Jest to egzamin z praktyk i zasad w dziedzinie zarządzania usługami IT (więcej na Wikipedii). Nauka i ostatecznie certyfikat ITIL, pozwoli mi na ustandaryzowanie mojej wiedzy w dziedzinie usług IT i pozwoli mi wprowadzać te praktyki w życie.
Wszystkie te egzaminy dostępne są w ofercie Prometric. Jest tylko jedna firma oferująca egzaminy Prometric w Dublinie – New Horizons. Wygląda na to, że do końca września będę tam częstym gościem.
Reportaż: Irlandia – jak przespaliśmy boom
3 Kwiecień 2009
51-minutowy reportaż telewizji RTE o kondycji irlandzkiej gospodarki w czasach światowego kryzysu finansowego. Długi, ale bardzo dobry reportaż, który warto zobaczyć. Materiał w języku angielskim.
[googlevideo]http://video.google.com/videoplay?docid=-5039730758488342534[/googlevideo]

