Podążając za nurtem zdecydowałem się dzisiaj na zamianę mojego starego i wysłużonego już pakietu Office 2007 na wersję świeższą, jeszcze w powijakach – 2010 Beta. Choć rok 2010 rozpocznie się za nieco ponad miesiąc, to użytkownikom pakietu Office Microsoft sprezentował okazję do zasmakowania w nowej wersji już teraz. A jest na co patrzeć. Poniżej znajdziecie subiektywny opis niektórych ciekawych funkcji programu.

Nowy pakiet, po blisko 4 latach projektu pod nazwą Office14 znowu mnie zaskoczył. Ostatni raz miałem do czynienia z wersją 2010 w maju, na komputerze firmowym, pracując jeszcze w Microsoft. Urzekł mnie wtedy Outlook, który możliwościami szybkiego wyszukiwania, sortowania i wyświetlania wiadomości sprawiał, że codzienna męczarnia z setkami emaili stawała się jakby nieco łatwiejsza. Dzisiaj, już oduczony wykorzystywania Outlook’a na codzień, mogę dostrzec zalety nowego Word’a, Excel’a czy Acccess’a w domowym zaciszu, koncentrując się na tym co dla mojego domowego użytku jest najważniejsze.

Graficznie w stosunku do Office 2007 zmieniono wiele. Nowy pasek ikon, tzw. ribbon jest ładniejszy niż w poprzedniej wersji i ładnie wpasowuje się w look and feel okna programu. Dla konserwatystów, Microsoft udostępnił opcję schowania paska i powrotu do klasycznego menu.

Okrągły przycisk ikony Office zastąpiono zakładką niebieską zakładką File, gdzie znajdują się wszystkie najważniejsze opcje dokumentu, na którym pracujemy. To już nie jest menu, gdzie znajdują się opcje takie jak zapisz czy utwórz dokument, ale jest to cała “strona” opcji. Daje to większą przejrzystość i łatwość w znalezieniu tego, czego szukamy.

Bardzo ciekawą opcją jest możliwość podejrzenia wklejanego tekstu zanim zostanie wklejony do dokumentu. Wystarczy kliknąć prawym klawiszem w miejscu, gdzie chcemy wkleić nasz fragment tekstu, umieścić kursor nad ikonką wklejania i program automatycznie dopasuje wygląd dokumentu tak, jakby nasz tekst już tam był. Działa to analogicznie z górnego paska menu – przycisk Paste.

Nowością jest możliwość obcinania obrazków w tekście, tzw. cropping. Microsoft dodał wiele opcji zmian obrazów w tekście, dzięki temu manipulowanie obrazkami staje się łatwiejsze i wygodniejsze.

Dzielenie się plikami nigdy nie było łatwiejsze. W nowej wersji Word’a do dyspozycji mamy następujące opcje:

  • Send using E-Mail
  • Save to SkyDrive
  • Save to SharePoint
  • Publish as Blog Post

Ta ostatnia opcja pozwala na opublikowanie dokumentu na popularnych platformach do blogowania: SharePoint, WordPress, Blogger, Windows Live Spaces, Community Server czy TypePad. Microsoft przełożył na Office znaną z Windows Live Writer funkcjonalność pisania blogów off-line, choć pozbawił Word’a wielu pożytecznych funkcji, jakie Writer posiada.

Jedną z ciekawostek z Excela jest opcja dodawania miniaturowych wykresów mieszących się w jednej komórce (cell) arkusza. Powerpoint zyskał łatwiejsze dodawania filmów, m.in. z YouTube.

Doskonałym pomysłem było dodanie opcji broadcast w nowej wersji PowerPoint. Microsoft wykorzystał potęgę swojej wersji cloud computing pod nazwą Office Apps i dał możliwość uczestniczenia w prezentacji użytkownikom dowolnej przeglądarki internetowej. Prezenter rozpoczyna “transmisję” i wysyła zainteresowanym wygenerowany przez program link (zaczynający się od http://powerpoint.officeapps.live.com/…) do strony www prezentacji. Użytkownicy otwierają swoją ulubioną przeglądarkę i widzą to, co jest prezentowane, na żywo, bez konieczności instalowania pluginów, ActiveX, etc. Poniżej obrazek z mojej prezentacji w przeglądarce Safari (kliknij by zobaczyć większy obrazek).

PowerPoint 2010 broadcast

PowerPoint 2010 broadcast

To naprawdę rewelacyjna funkcja nowego PowerPointa, bardzo przydatna np. dla wszystkich pracujących z domu.

Bez Outlooka moja instalacja Office 2010 jest jakby niepełna, ale i tak nowy pakiet pozwala na więcej niz Office 2007. Wersja beta, jaką udostępnił Microsoft jest jeszcze w fazie rozwojowej i przyjdzie nam zaczekać do wersji release candidate by się przekonać jakie funkcje pakietu ostatecznie znajdą się w wersji finalnej. Wersja beta ma też włączone funkcje debugowania, co pozwala programistom znajdywać i poprawiać błędy przed wersją finalną, co jednak odbija się na prędkości działania programu. Ale nawet ta wersja działa bardzo szybko i sprawnie. Wraz z Windows 7 stanowią bardzo udaną parę szybkiego pakietu biurowego na szybkim systemie operacyjnym.

Nową wersję Office 2010 w wersji beta można pobrać ze strony Microsoft. Dostępne są dwie wersje: 32 i 64-bitowa.

Pisane z Office Word 2010.

Zostałem niedawno zaskoczony dość niepozorną aplikacją na iPhone rodem z Amazon: “Amazon Mobile for iPhone“. Jest to aplikacja, która nie tylko pozwala na wyszukiwanie i kupowanie artykułów ze sklepu Amazon, ale posiada jeszcze jedną, bardzo ciekawą funkcję, zwaną Amazon Remembers.

Zasada działania tej funkcji programu Amazon Mobile jest bardzo prosta. Użytkownik robi zdjęcie produktowi, który chce kupić. Zdjęcie jest wysyłane do Amazon. Następnie użytkownik jest informowany o znalezieniu produktu odpowiadającemu zrobionemu zdjęciu, oczywiście z możliwością zakupu na stronie sklepu Amazon.

Zasadę działania bardzo dobrze oddaje instrukcja na stronie sklepu (kliknij by powiększyć):

Zrobiłem dwa testy tego programu i mam bardzo mieszane uczucia, co do jego poprawnej funkcjonalności. Zrobiłem i wysłałem do Amazon dwa zdjęcia, jedno przedstawiało szufladowy wkład na sztućce, a drugi telefon Motoroli V3xx. Jeśli dla pierwszej opcji dostałem bardzo zbliżoną do oczekiwanej odpowiedzi, tak w drugim przypadku otrzymałem propozycję zakupu miernej podróbki iPhone o nazwie Sciphone (więcej tutaj).

Czy niepoprawność drugiej odpowiedzi wynikała z błędnej logiki oprogramowania analizującego obrazy w Amazon? Ale czy aby na pewno za małą aplikacją Amazon dla iPhone stoją bezduszne maszyny i tysiące linii kodu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie wsparłem się zasobami wyszukiwarki Google i szybko znalazłem odpowiedź, której się spodziewałem.

Odpowiedzi na Amazon Remembers nie pochodzą z automatycznej wyszukiwarki działającej w rozproszonych systemach AWS, ale od uczestników programu Amazon Mechanical Turk. Nie trudno mi sobie wyobrazić, że obie odpowiedzi mogły pochodzić od ludzi z zupełnie różnych krajów, kontynentów czy kultur, którzy z takiej czy innej przyczyny mogli stwierdzić, że skoro posiadam już Motorolę, to mogę też kupić Sciphone. Bo niby dlaczego nie? Ostatecznie Amazon płaci im kilka centów za każdą odpowiedź, bez znaczenia jakiej jest jakości.

Na tej stonie można zobaczyć listę “hitów”, które wciąż czekają na właściwą “odpowiedź”.

Amazon dokonał czegoś niezwykłego, stworzył, jak sam to zresztą nazywa, sztuczną sztuczną inteligencję.

Koniec z NewSID

6 Listopad 2009

Trzy dni temu Mark Russinovich napisał artykuł o tym czym jest i czym nie jest SID na stacjach roboczych z Windows. Artykuł ten wyjaśnia ostatecznie powody, dla których Microsoft zadecydował o wycofaniu narzędzia NewSID ze stron Technetu (pisałem o tym tutaj).

Komentarz pekiego można znaleźć na W-Files, ja natomiast zacytuję fragment blogu Marka, który podsumowuje jego artykuł:

It’s a little surprising that the SID duplication issue has gone unquestioned for so long, but everyone has assumed that someone else knew exactly why it was a problem. To my chagrin, NewSID has never really done anything useful and there’s no reason to miss it now that it’s retired. Microsoft’s official policy on SID duplication will also now change and look for Sysprep to be updated in the future to skip SID generation as an option. Note that Sysprep resets other machine-specific state that, if duplicated, can cause problems for certain applications like Windows Server Update Services (WSUS), so Microsoft support policy will still require cloned systems to be made unique with Sysprep.

Wiele osób pytało mnie w komentarzach jak wypada nowy skaner Microsoftu w porównaniu z konkurencją. Wysłałem kilka emaili, zrobiłem małe dochodzenie, a wyniki mojego śledztwa znajdziecie poniżej.

Przede wszystkim: czym jest Microsoft Security Essentials? Amy Barzdukas, odpowiedzialna za “Internet Explorer and consumer security” w Microsofcie udzieliła takiej odpowiedzi brytyjskiej gazecie Guardian:

The [Morro] engine is the same as the one that drives Forefront and that drove OneCare, but our focus was to make a very lightweight and performant security solution that also has a level of quality backed by Microsoft’s researchers around the world.

Jak wiadomo Microsoft miał do tej pory dwa programy antywirusowe: OneCare i Forefront (można dodać jeszcze Defender, choć ten nie ma wykrywania wirusów). MSE, znane także pod nazwą kodową Morro, jest zasadniczo tym samym silnikiem co OneCare i Forefront, ale nieco lżejszym i mającym wsparcie w cloud computing. Szczególnie ta ostatnia cecha odróżnia go od konkurencji. MSE kontaktuje się z serwerami Microsoftu w przypadku gdy napotyka na znalezisko, którego sam nie jest w stanie zdefiniować. Usługi w “chmurze” analizują przesłaną próbkę, w razie konieczności wspomagając się analizą specjalistów. Pozwala to znacznie zredukować ilość false positives i daje Microsoftowi możliwość analizowania trendów na skalę globalną z niespotykaną do tej pory szybkością, co w rezultacie pozwala na szybsze reagowanie na zagrożenia.

Wg. ostatnich testów przeprowadzonych przez Virus Bulletin w sierpniu, silnik z OneCare, Forefront i MSE radził sobie całkiem nieźle nie ustępując dużo pola konkurencji.

Pod lupę wziąłem 11 najpopularniejszych programów antywirusowych, spośród wszystkich które zostały przetestowane przez VB:

  • AVG Internet Security
  • McAfee VirusScan Enterprise
  • Avira AntiVir Professional
  • Microsoft Forefront Client Security
  • CA eTrust ITM
  • Norman Security Suite
  • ESET NOD32 Antivirus
  • F-Secure Client Security
  • Sophos Anti-Virus
  • Symantec Endpoint Protection
  • Kaspersky Anti-Virus 2009

Jedynie Symantec Endpoint Protection nie przeszedł pozytywnie testu, uzyskując 99.9999% wykrywalności przy badanych próbkach (2 z 2.500). Progiem było pełne 100% wykrywalności.

Pod względem prędkości najszybszym skanerem okazał się być eTrust, przed Avira i Kaspersky’m. MSE zajał siódme miejsce przed F-Secure, Nod32, AVG i Norman’em. Pełne wyniki znajdziecie w dokumencie PDF.

Wyniki te świadczą, że Microsoft może przysporzyć bólu głowy co najmniej kilku, znanym z dobrych produktów AV firmom. Czas pokaże jak będzie się sprawdzało wsparcie MSE za pomocą cloud computing i dalsze testy Virus Bulletin. Póki co, MSE wygląda całkiem zachęcająco.

Domel (pozdrawiam i dziękuję za komentarz) zadał pytanie czy można instalować MSE z innym skanerem (wymienił tutaj McAfee). Ja odpowiem pytaniem: po co? Instalacja dwóch programów antywirusowych ma sens jedynie w sytuacji, kiedy jeden uzupełniałby drugi. W testach VB oba produkty, MSE i McAfee, przeszły pozytywnie test 2,500 próbek, co świadczy że i jeden i drugi program (najprawdopodobniej!) ma taką samą skuteczność. Działanie dwóch programów AV o takich samych możliwościach na jednym komputerze powoduje jedynie niepotrzebne obciążenie procesora i pamięci, nie niosąc żadnej wartości dodanej.

Wczoraj wieczorem europejskiego czasu Google opublikował na swoim blogu informację o nowej funkcjonalności swojego tłumacza Google Translate. Nowe narzędzie dzięki małego kodowi JS+HTML w kodzie strony pozwala na tłumaczenie treści strony bez potrzeby przeklejania adresu URL do Google Translate, jak to miało miejsce do tej pory.

Podobne narzędzie wprowadził wcześniej Microsoftowy Bing Translator. Na razie w fazie testów beta translator można zobaczyć w użyciu na blogach serwisów MSDN i Technet. Jednak by dostać się do programu Bing Translator potrzebne jest zaproszenie, których na stronie Connect Microsoft już nie rozdaje.

Postanowiłem przyjrzeć się tłumaczowi z Googla.

Instalacja w WordPress’ie jest banalnie prosta. Dodajemy nowy widget Text/HTML, wklejamy kod i zapisujemy. U mnie dodatkowym krokiem było usunięcie cache, by zobaczyć wynik.

W miejscu, gdzie dodaliśmy widget pojawia się rozwijalna lista języków na które treść bloga można przetłumaczyć. Dodatkowo, na górze strony pokazuje się jasno niebieski pasek ze znaczkiem Google i podobną rozwijalną listą języków.

Gdyby Google zakończył na menu w miejscu gdzie wstawiliśmy widget, byłoby to w mojej ocenie akceptowalne. Ale ten niebieski banner u góry strony wg. mnie burzy wizualnie każdą stronę na której banner się pokaże. Niestety programiści nie zostawili opcji do wyłączenia bannera, co mogłoby być przydatną funkcją.

W mojej ocenie, produkt przydatny, aczkolwiek nachalny i mało konfigurowalny.

Spróbujcie sami.

Sprostowanie

Microsoft oferuje na stronach MSDN i Technet dodatek, który pozwala na wyświetlenie oryginalnej i przetłumaczonej strony obok siebie. Microsoft nazwał to narzędzie Webpage Add-In. Nie jest to dokładnie to, co oferuje Google. Bing Translator jako widget na stronie wymaga kodu z Microsoft Connect.

Dwa tygodnie temu pisałem o oprogramowaniu Lenovo, które jest wykrywane jako adware przez najnowszy produkt Microsoftu Security Essentials. Po moim poście dostałem email od jednego z pracowników Microsoftu zajmującego się Security Essentials z prośbą o sprostowanie mojego komentarza.

Zostało mi wskazane, że MSE prawidłowo rozpoznaje Lenovo Message Center Plus jako adware, co zostało potwierdzone w badaniach przeprowadzonych przez specjalistów z Microsoft. Skontaktowano się z Lenovo, które szybko wypuściło zmodyfikowaną wersję Message Center Plus nie zawierającą kodu uznawanego przez MSE za adware.

Po ukazaniu się nowej wersji oprogramowania Lenovo Microsoft opublikował nowe definicje dla MSE oznaczone numerem 1.61.794.0, które nie rozpoznają już tego oprogramowania jako adware.

Adware:Win32/LenovoMCP was a detection for Lenovo Message Center Plus. This program was detected by definitions prior to 1.61.794.0 as adware, as it violated the guidelines by which Microsoft identifies spyware and other potentially unwanted software. The vendor subsequently modified the program so as to remove the undesired behavior. Due to this vendor action, Microsoft has confirmed that the program no longer has potentially unwanted behaviors. Microsoft has released definition 1.61.794.0, which no longer detects this program.

(informacje ze strony Microsoft Security Encyclopedia)

Użytkownicy komputerów Lenovo powinni zaktualizować swoje oprogramowanie na nową, pozbawioną adware wersję Message Center Plus.

5 czerwca tego roku Bord Gáis Energy, firma zajmująca się wydobywaniem, transportem i dystrybucją gazu na terenie Irlandii, w skutek kradzieży straciła 4 laptopy. Komputery te zawierały dane 75.000 klientów Bord Gáis Energy, takie jak dane teleadresowe i numery rachunków bankowych.

3 spośród tych maszyn miały włączone szyfrowanie. Tylko jeden komputer był zabezpieczony nazwą użytkownika i hasłem.

Cytaty z Irish Times z dnia 18 czerwca, 2009:

Managing director of Bord Gáis Energy Dave Bunworth said this morning the stolen laptop containing the account details of 75,000 customers would be “very difficult to get into” despite it not being encrypted.

(dyrektor zarządzający [...] Dave Bunworth powiedział, że będzie “bardzo trudno dostać się” do danych 75,000 klientów mimo, że nie zostały zaszyfrowane)

I dalej:

“I don’t want to minimise the risk but this is not a normal laptop that you could break into that easily,” he told RTÉ radio.

(“Nie chcę minimalizować zagrożenia ale to nie jest zwykły laptop na który można się łatwo włamać”, powiedział radiu RTÉ)

Wtóruje mu Gary Davis:

“The risk may be low but there is a risk,” said deputy Data Protection commissioner Gary Davis.

(“Ryzyko może być małe, ale wciąż istnieje”, powiedział zastępca “komisarza do spraw ochrony danych” Gary Davis – odpowiednik polskiego GIODO)

Dalsze wyjaśnienia pana Dave Bunworth’a:

Mr Bunworth said that while the machine was not encrypted, the data saved on it could only be accessed using a username and password.

(Mr Bunworth powiedział, że mimo że komputer nie był zaszyfrowany dane są dostępne tylko przez podanie nazwy użytkownika i hasła)

Fakty:

  • 3 spośród 4 skradzionych maszyn miały szyfrowanie włączone
  • 1 komputer nie miał włączonego szyfrowania, a dostęp do danych odbywał się na podstawie nazwy użytkownika i hasła
  • komputery zawierały dane 75,000 klientów: imię i nazwisko, adres, numer konta bankowego
  • zarówno Bord Gáis Energy, jak i Data Protection Commisioner uważają, że ryzyko jest małe i trudno dostać się do danych

Niestety, to czego nie wiemy to sposób, w jaki dane były szyfrowane (tylko dane czy cały dysk i jaka była metoda bądź siła szyfrowania).

Najbardziej zatrważające jest jednak to, co zarówno Bord Gáis Energy jak i Data Protection Commisioner starają się nie powiedzieć publice. Nie potrzeba dyplomu magistra informatyki by wiedzieć, że aby dostać się do danych na niezaszyfrowanym dysku wystarczy śrubowkręt i kilkanaście minut, by podłączyć dysk do innego komputera. W zależności od systemu operacyjnego, a co za tym idzie systemy plików, uzyskanie dostępu do danych jest łatwe bądź bardzo łatwe.

Aby zrozumieć wagę problemu muszę wyjaśnić pewną specyfikę irlandzkiego (i brytyjskiego) systemu bankowego. W Irlandii (i w Wielkiej Brytanii) istnieje instytucja direct debit (w Polsce jest to chyba polecenie zapłaty). Problem polega jednak na tym, że aby zrealizować przelew w tym systemie banki irlandzkie i brytyjskie wymagają tylko 3 informacji: imienia i nazwiska dłużnika, numer jego konta bankowego (sort code i bank account number) oraz jego podpisu dostarczonych przez wierzyciela.

Jak niedoskonały jest to system przekonał się w zeszłym roku Jeremy Clarkson, prezenter Top Gear na BBC. Clarkson przekonany, że nikomu nie uda się wyciągnąć pieniędzy z jego konta, opublikował numer swojego rachunku w gazecie Sun. Nie musiał długo czekać, by czytelnicy udowodnili mu, że się mylił. Na jego koncie ktoś ustawił miesięczne polecenie zapłaty na £500 na rzecz fundacji Diabetes UK (szczegóły na BBC News i na stronie Gazety).

To tylko jeden z przykładów. Można mnożyć inne, socjotechniczne metody wykorzystywania znajomości podobnych danych.

Bodajże amerykański CNET jako pierwszy podał informację, że Microsoft planuje wypuszczenie Windows 7 bez przeglądarki Internet Explorer 8 na terytorium Europy (konkretnie Unii Europejskiej). Temat podchwyciły inne media, telewizje i prasa. Twitter aż huczał wczoraj i dzisiaj od tego tematu i ludzie zachodzili w głowę o co dokładnie chodzi.

Komisja Europejska przed wieloma laty zarzuciła Microsoftowi, że ten łamie prawo do konkurencji włączając IE i Windows Media Player do swojego systemu operacyjnego. Kara finansowa i groźba kolejnych procesów spowodowała, że Microsoft zdecydował się na wypuszczenie Windows XP w specjalnej wersji – N – bez Windows Media Player. Artykuł KB886540 dokładnie określa czego wersja N nie może robić.

Tym razem, przy okazji wypuszczania nowego systemu na rynek, Microsoft zdecydował, że przeglądarka Internet Explorer nie będzie częścią systemu operacyjnego. To kolejny krok w celu podporządkowania się zaleceniom Komisji Europejskiej i uniknięcia kar finansowych.

Jak podkreślił to Zbyszek Braniecki z Mozilli: “mam poważne wątpliwości, czy wydawanie w 2009 roku systemu operacyjnego bez przeglądarki jest dobre dla użytkowników”. Microsoft nie opublikował jeszcze żadnych informacji o rozwiązaniach alternatywnych ani nie opublikował konkretnych planów dotyczących W7 i IE8. Nawet jeśli IE8 nie będzie dostępny w Windows7, to użytkownik musi mieć opcję ściągnięcia jakiejkolwiek przeglądarki albo mieć do wyboru kilka, tak by mógł wybrać, której używać.

To są jedynie spekulacje, które mam nadzieję niedługo się rozwieją.

Do tego czasu polecam oficjalne stanowisko Microsoftu w tej sprawie:

i odpowiedź Komisji Europejskiej, która wręcz sugeruje, z jakiego rozwiązania skorzystać (“the Commission had suggested to Microsoft that consumers be provided with a choice of web browsers”)

Jest środek nocy. W domu cicho jak makiem zasiał i wszyscy już w łóżkach. Chcesz się dowiedzieć co ważnego wydarzyło się w mijającym dniu i wchodzisz na stronę Wyborczej … i starasz się jak najszybciej wyłączyć dźwięk, bo nagle przez głośniki komputerowe sączy się głośna quasi-elektroniczna muzyka, która może obudzić rodzinę.

To reklama nowego serialu na TVP2, Tancerze. A Ty, chcąc czy nie chcąc, musisz zareagować na nachalność tej reklamy, wyłączając dźwięk, by nikogo nie obudzić.

To nie pierwszy raz, kiedy spotkałem się z podobną praktyką multimedialnych reklam na www i nie pierwszy raz, kiedy muszę wyłączać dźwięk. I zapewne nie ostatni, przynajmniej do momentu aż ktoś dojdzie do wniosku, że fajnie byłoby mieć w przeglądarce plug-in, który wyłącza dźwięk takim intruzom.

Klipy wideo w blokach reklamowych na stronach www to bardzo dobry i przyciągający oko środek przekazu. Są skuteczniejsze niż statyczne obrazy. Im zabawniejsze, tym efekt lepszy.

Po raz pierwszy tego typu reklamy zobaczyłem bodajże na stronach www telewizji CNN. Zwróciłem uwagę na nie, bo coś z boku ekranu skakało, ruszało się i drażniło oko. Ale te reklamy były inne. Te reklamy w ustawieniach domyślnych miały wyłączony dźwięk, a widz jeśli był zainteresowany, mógł go sobie włączyć. Dawało mi to możliwość wyboru i powodowało lepszy kontakt z użytkownikiem Internetu, widzem i potencjalnym klientem. Było formą dialogu, chcę usłyszeć – klikam. Nie chcę, ignoruję reklamę. Mój odbiór takiej może być pozytywny bądź w najgorszym dla agencji reklamowej przypadku – neutralny.

Reklamy, które zmuszają mnie do wykonania jakiejkolwiek czynności budzą we mnie złość. Nie ma tu formy dialogu z klientem – jest wymuszenie zabrania głosu. Wobec takiej reklamy nie mogę pozostać obojętny. To nie treść przyciąga mnie do wyrażenia swojej opinii nt. reklamowanego produktu, ale sposób w jaki reklama jest mi prezentowana. I ta forma nie jest zabawna albo kontrowersyjna, jest agresywna. To nachalność, ignorancja, buta, narzucanie się, natarczywość. To takie odczucia powoduje we mnie reklamowany produkt.

Reklama jednak zadziałała. O reklamowanym produkcie mówię czy piszę. Nie ważne przecież jak, ale piszę, co wydaje się być obecnie trendem w tzw. kulturze. Czy to jednak o to Telewizji Publicznej chodziło? O moje uczucie odrazy do ich metod reklamowych? Wątpię. A jeśli tak, to jestem zadowolony, że od ponad 4 lat nie muszę płacić abonamentu i nie przyczyniam się do powstawania podobnych pomyłek.

It's BETA, stupid!

27 Luty 2009

Artykuł pt. “Windows 7: Trouble on the upgrade path” na stronach partnera CNN – magazynu Fortune, jest jednym z tych, które powodują jednocześnie uśmiech politowania i przerażenie. Powodują uśmiech z powodu totalnego niezrozumienia czym jest wersja beta systemu Windows 7, a z przerażenie z powodu bezmyślnego kopiowania artykułu z magazynu CRN pt. “Microsoft, With Windows 7 Upgrade, May Be In a Bad Fix“. Jednak drugie wynika bezpośrednio z pierwszego.

Artykuł porusza problemy, z jakimi spotkali się użytkownicy Windows 7 podczas instalacji czy aktualizacji systemu. Np. problemy ze sterownikami, blue screeny przy aktualizacji z Windows XP czy Windows Vista i podobne.

Artykułu stara się uświadomić użytkownikom, że Windows 7 w wersji beta nie jest na tyle dojrzałym systemem, by instalować go jako środowisko produkcyjne. Redaktorzy wskazują też na fakt, że ilość błędów i problemów z wersją beta może negatywnie wpłynąć na ocenę wersji finalnej i sugerują zaczekać z instalacją na “more positive signs” i sugerują alternatywy – OS X czy Linux.

Słówko ode mnie: wersji beta nie instaluje się na komputerach, na których pracuje się na co dzień. Po drugie, wersja beta powinna pokazywać błędy i blue screeny, bo jest przeznaczona do testów – im więcej błędów, tym więcej zebranych informacji co należy jeszcze poprawić. Zanim wersja finalna Windows 7 zjawi się na półkach do pobrania będzie wersja Release Candidate (RC), która nie powinna pokazywać błędów wersji beta. A do tego jeszcze trochę czasu upłynie i ten czas można spędzić bardziej produktywnie, niż pisać artykuły podobne do tych z CRN.

Po prostu ręce opadają.

It’s BETA, stupid!