Programowanie aplikacji na platformy mobilne
17 Styczeń 2010
Napisałbyś aplikację na komórkę? Jeśli tak, to na jaką platformę?
Aplikacje na komórki z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Wraz z większą dostępnością telefonów takich jak iPhone, Blackberry, czy tych opartych na Google Android i Windows Mobile rośnie popyt i dostępność aplikacji pisanych pod te platformy.
Patrząc kiedyś na ilość i różnorodność komórek w moim domu zacząłem się zastanawiać nad ich wykorzystaniem do czegoś nowego – programowania aplikacji mobilnych. Na chwilę obecną u mnie w domu mam dostępne następujące platformy:
- Symbian 9.1 – Nokia E65
- iPhone OS 3.1.2 – Apple iPhone 3Gs
- Windows Mobile 6.1 – HTC TyTN II
- Android 1.6 (Donut) – HTC Magic
- Blackberry OS 4.6 – Blackberry Bold 9000
- Blackberry OS 4.5 – Blackberry Curve 8320
- ?? – Motorola RAZR V3xx
Zasięgnąwszy trochę literatury odkryłem, że byłbym w stanie (w rozumieniu: osiągalne z technicznego punktu widzenia) pisać aplikacje na 4 z wymienionych powyżej platform. A to z racji posiadania odpowiednich narzędzi by:
- aplikację napisać i przetestować dzięki udostępnionym SDK
- aplikację dystrybuować dzięki wsparciu producentów komórek
Sklepów, czy też miejsc gdzie użytkownicy komórek mogą zaopatrzyć się w nowe aplikacje, jest kilka. Są to także miejsca, gdzie programiści mogą sprzedawać swoje programy.
- Android Market – Google, 20 tyś aplikacji, 1 milion potencjalnych klientów (dane na czerwiec 2009)
- App Store – Apple, 115 tyś aplikacji, 50 milionów potencjalnych klientów (dane na wrzesień 2009)
- App World – RIM, 2 tyś aplikacji, 8 milionów klientów (dane na marzec 2007)
- Windows Marketplace for Mobile – Microsoft, 376 aplikacji, niewiadoma ilość potencjalnych klientów
Jednak, aby skorzystać z dobrodziejstw bycia autorem popularnych aplikacji często trzeba ponieść dość spore koszty:
- Android Market – 25$; Google zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji; Android SDK za darmo
- App Store – 99$/rok; SDK za darmo dostępne tylko na Mac OS X; Apple zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji
- App World – 200$; RIM zatrzymuje sobie 20% przychodów z aplikacji; Blackberry SDK za darmo
- Windows Marketplace for Mobile – 99$/rok, później $99/aplikację po pierwszym roku (studenci nie płacą); Windows Mobile SDK za darmo, Visual Studio płatne
Jeśli każda z platform wydaje się mieć wady i zalety. Która zatem wg. Ciebie platforma jest najlepsza dla Twojej aplikacji i Twojego sukcesu?
Rok 2009. Statystyki.
24 Grudzień 2009
Mimo, że do końca roku zostało jeszcze 7 dni postanowiłem już dzisiaj przyjrzeć się statystykom oglądalności mojego bloga. I tak jak było to rok temu i teraz postanowiłem porównać analogiczne okresy lat 2008 i 2009 i spróbować wysnuć jakieś wnioski. Spróbować, ponieważ analiza oglądalności stron czytelników tego bloga może być czasami zaskakująca i nie pasująca do światowych trendów.
Poprzednie lata:
Ku pamięci: Mobistar (Belgia) APN
13 Grudzień 2009
- APN: mworld.be
- Nazwa użytkownika: mobistar
- Hasło: mobistar
Przygoda z Android rozpoczęta
27 Listopad 2009
Dostałem dzisiaj paczkę z kupionym na eBay HTC Magic. Telefon ten działa pod systemem Android. Jest to obok iPhone mój drugi telefon (nie wliczam HTC TyTN II, jako że ten kurzy się w piwnicy), który posiada dotykowy ekran, klienta email i przeglądarkę.

Mam zamiar przyjrzeć się Androidowi z bliska i porównać go z iPhone. To będzie bardzo subiektywne porównanie, wsparte być może kilkoma zrzutami ekranu czy filmami na YouTube.
HTC nie jest moim podstawowym telefonem, dlatego będę mógł dość swobodnie modyfikować jego zawartość i oprogramowanie, na którym pracuje.
Z deweloperskiego punktu widzenia, prościej mi będzie (próbować) pisać soft na Android niż na iPhone, którego SDK wymaga MacOS.
Więcej o HTC Magic i o Android:
Darmowy Exchange?
29 Wrzesień 2009
Poczta na własnej domenie, strona WWW na własnej domenie, książka adresowa, komunikator, kalendarz, wymiana dokumentów, dostęp przez komórkę – dla osób prywatnych, grup czy małych firm, zupełnie za darmo. Wyobraźmy sobie możliwości Microsoftowych serwerów Exchange, SharePoint i Communication Server, bez wydatków na oprogramowanie i sprzęt potrzebny do utrzymywania naszych danych, bez zatrudniania informatyków, a otrzymamy … Google Apps.
Kiedy po długich poszukiwaniach i testach zdecydowałem się na zmianę mojego dostawcy poczty na Google kilka miesięcy temu sądziłem, że poczta będzie jedyną usługą, którą będę wykorzystywał. Dzisiaj kalendarz, skrzynka adresowa i dokumenty on-line oparte na Google Apps są moimi podstawowymi narzędziami w Internecie. Dodatkowo, poczta w technologi push (GMail!) zapewnia mi natychmiastową informację o nowych emailach, oszczędzając czas i pieniądze.
Z mojej historii kontaktów z firmami hostingowymi zapamiętałem bardzo dobrze poziom obsługi i dostępność usług. Było to dla mnie szczególnie ważne by poczta, która jest obecnie moim podstawowym medium komunikacji była dostępna cały czas, albo chociaż przez większość czasu, kiedy jej potrzebuję. Było to jeszcze ważniejsze dla kilku zaprzyjaźnionych firm, którym dawałem hosting za darmo w ramach mojego pakietu.
I tak z mojego własnego, małego hostingu w Polsce przeniosłem się do duńskiej firmy Servage a.k.a. „u nas działa”, później do irlandzkiego Register365, by ostatecznie zmienić hosting na irlandzki Blacknight. Jednak w trakcie zmiany hostingu na Blacknight postanowiłem odseparować pocztę od www, tak by uniknąć single point of failure.
W ciągu kilku godzin udało mi się uruchomić i przenieść pocztę na serwery Google. Od tamtego momentu nie miałem żadnego problemu z pocztą elektroniczną, a nawet jeśli jakieś występowały, to dowiaduję się o tym z CNN, BBC czy prasy, a nie od osób, które próbowały do mnie napisać. Presja na Google jest tak wielka, że każda wpadka z pocztą odbija się szerokim echem po światowych mediach. I choć sama presja społeczna nie powoduje żadnych zmian na SLA, którego w podstawowym pakiecie Google Apps w ogóle nie oferuje, mnie i moim znajomym firmom daje dostateczne poczucie bezpieczeństwa i zaufania.
Kiedy zmieniałem swój hosting i przenosiłem pocztę do Google byłem pracownikiem Microsoftu. Naszła mnie wtedy refleksja: dlaczego mój pracodawca nie oferuje usług, które są oferowane przez Google. Nie znałem wtedy Windows Live Admin Center, w którym można skonfigurować pocztę Hotmail na własnej domenie. Już sam fakt, że nie wiedziałem o tym produkcie pracując w firmie, która go wyprodukowała nie złapał mnie za gardło. Inny problem, że Hotmail nigdy nie przypadł moim gustom…
Jak szybko i sprawnie przenieść się do Google Apps opiszę innym razem.
Ewolucja
20 Sierpień 2009
Równo 10 lat temu, bodajże na początku 1999 roku nabyłem swój pierwszy telefon komórkowy – Ericsson SH888. Ciemno-szary aparat z odstającą antenką, „właściwą” wagą i 3 liniowym wyświetlaczem monochromatycznym nie pozwalał na dużo, a kosztował niemało. Były to czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego wśród młodzieży było czymś rzadkim, a telefony służyły co najwyżej do dzwonienia do rodziców czy do wysyłania innym kolegom- czy koleżankom-szczęśliwcom SMS’ów. Ta pierwsza, jak i ta druga przyjemność kosztowały wtedy bardzo dużo (jak na dzisiejsze realia SMS’a za kilka groszy bądź za darmo).
To była magia, XXI-wiek w solidnym kawałku plastiku i olbrzymi szpan telefonu zawieszonego u boku na pasku. Praktyczne znaczenie tego wynalazku przyszło mi odkryć dopiero kilka miesięcy później – na studiach, w niejednej nagłej potrzebie telefonu do rodziców.
Później przyszedł czas na niezliczone telefony z logiem Nokii, m.in. niezastąpione i niezawodne Nokia 6210 i 6310. Ten ostatni służył mi przez dwa, bądź trzy lata a jedynym problemem była bateria, która wykorzystana przez 5-10 godzin na rozmowy dziennie i praktycznie non-stop ładowana, wymagała częstej wymiany. Od tamtych dni Nokia kojarzy mi się z niezawodnością i solidnym partnerem. Na tym telefonie mogłem polegać, a za brak naładowanej baterii mogłem winić tylko siebie.
Wraz z wyjazdem z Polski zacząłem zabawę z raczkującą technologią sieci komórkowych trzeciej generacji (3G). Telefon stał się nie tylko narzędziem do porozumiewania się z innymi ludźmi za pomocą głosu i wiadomości tekstowych do 160 znaków, ale także za pomocą emaili, video czy zdjęć. To wtedy po raz pierwszy mój telefon miał możliwość porozumiewania się z innymi urządzeniami za wykorzystaniem protokołu IP.
Choć było to prawie jak rewolucja, oglądanie kiepskiej jakości telewizji na bardzo małym ekranie z trudem mogłem nazwać prawdziwie multimedialnym przeżyciem. Ale to wtedy, dzięki możliwości sprawdzania emaila na telefonie moja skrzynka pocztowa stałą się jednym z głównych kanałów komunikacji do porozumiewania się ze światem. Email nie był już medium, które wykorzystywałem do pisania do znajomego w Meksyku czy w Kalifornii. Email stał się tanim, pozbawionym limitu 160 znaków środkiem przekazu do porozumiewania się z kolegami z pracy, spoza pracy, z rodziną. Po raz pierwszy poczułem, że miałem prawdziwy przenośny komputer w kieszeni.
Ale tak jak nie ma róży bez kolców, tak ten piękny świat multimedialnej bajki nie był pozbawiony problemów. Moja multimedialna komórka wymagała restartów, przestawała odpowiadać bądź wyraźnie zwalniała wraz z ilością otwartych aplikacji.
Kiedy przyszedłem do Microsoftu po raz pierwszy zetknąłem się z Windows Mobile. Moja komórka stała się częścią firmowej sieci, 24/7/365 online, z dostępem do kalendarza, firmowego intranetu i setek darmowych, firmowych aplikacji. To właśnie dzięki tym aplikacjom mój prawdziwy, przenośny komputer w kieszeni otrzymał dodatkowy atrybut: rozszerzalność. Na WM mogłem zainstalować dziesiątki czy setki aplikacji, które były mniej lub bardziej przydatne w pracy (na spotkaniach!) czy w domu.
Tak jak poprzednio, także przy WM, restarty komórki były częste (często nie pomagało nic innego jak wyjęcie baterii), a podstawowa funkcjonalność telefonu, czyli wykonywanie połączeń głosowych, jakby odsunięta na bok. Niezliczone zerwane połączenia, bardzo słaba bateria czy zawieszony aparat w trakcie połączenia głosowego były powodem, dla którego odstawiłem mój wysłużony HTC TyTN II na bok i wróciłem do starej Motoroli RAZR V3xx.
Po 10 latach od początku mojej prywatnej ewolucji w technologii telefonów przenośnych dołączyłem do Apple mainstream i wyposażyłem się w iPhone 3Gs. Czarny model wyposażony w 16GB pamięci flash skupia wszystko to, co dały mi moje poprzednie telefony i na dzień dzisiejszy jest tym, czego od telefonu oczekuję.
Czas pokaże czy za rok będę zmieniał iPhone na inne urządzenie, tak jak czyniłem to już kilka razy przez okres poprzedniej dekady, bo będzie wykazywał wady podobne do swoich poprzedników, bądź nie będzie miał funkcjonalności, której od „przenośnego komputera” będę oczekiwał.
Dodaj skrypt Google Analytics do MobilePress
30 Czerwiec 2009
Dodatek do WordPress’a zapewniający bardzo sprawne renderowanie stron dla urządzeń mobilnych o nazwie MobilePress zapewnia sprawną obsługę blogów praktycznie na każdej komórce, czy innych urządzeniach przenośnych, jak choćby iPod Touch. Jest jednak jeden mały problem z tą wtyczką, który wynika bezpośrednio z jej funkcjonalności: motywy.
Każdy motyw używany w MobilePress korzysta z różnych plików składowych strony – header.php, page.php, footer.php. A co za tym idzie, by dołączyć np. skrypt Google Analytics trzeba edytować plik każdego motywu. Na szczęście domyślnie dostarczane są tylko dwa.
Aby dodać skrypt Google Analytics, wyedytuj dwa pliki:
- /wp-content/plugins/mobilepress/themes/default/footer.php
- /wp-content/plugins/mobilepress/themes/iphone/footer.php
i dodaj przed znacznik zamknięcia body skypt GA.
Dzięki temu prostemu zabiegowi zapewnisz sobie zliczanie wejść klientów komórkowych na swojego bloga.
Creative Common w akcji, część druga
29 Czerwiec 2009
Moje zdjęcie po raz drugi zostało wykorzystane przez inne osoby do stworzenia czegoś nowego. I to wszystko legalnie, w ramach licencji Creative Commons. Za pierwszym razem zdjęcie z Co. Donegal z Irlandii zostało wykorzystane na pierwszej stronie firmy z USA (więcej).
Dzięki statystykom z Flickr.com odkryłem, że moje zdjęcie czołgu Sherman, jakie zrobiłem w Normandii w lipcu 2008 zostało wykorzystane do stworzenia tła dla iPhone.
Oryginał:
Wersja dla iPhone:
Oszczędzaj na rachunkach telefonicznych dzięki Spb Wireless Monitor
11 Czerwiec 2009
Oprogramowanie na komórki kupuję rzadko. Pierwsze i jak do tej pory ostatnie pieniądze na oprogramowanie, które zainstalowałem na swój telefon, wydałem ledwie 3 lata temu. Pamiętam, że był to bodajże kontroler iTunes komunikujący się z komputerem poprzez Bluetooth.
Od tego czasu zdarzyło mi się kilka programów testować, ale nigdy kupić.
Platforma Windows Mobile daje możliwość korzystania z aplikacji, które piszą pracownicy mojej firmy, a także możliwość sprawdzenia co produkują nasi partnerzy. Jednym z tych partnerów jest firma Spb Software.
Firma Spb Software jest znana m.in. z „nakładek” na Windows Mobile 6.0 i 6.1 zmieniające sposób komunikowania się z telefonem. Ich najbardziej znanym programem jest Spb Mobile Shell, który w ostatniej wersji 3.0 jest po prostu rewelacyjny.
Dzięki temu, że Spb Software jest partnerem Microsoftu, mogłem zainstalować ich oprogramowanie za darmo na mojej komórce. Zainstalowałem Spb Mobile Shell, Spb Weather, Spb Time i Spb Wireless Monitor. Jeśli do pierwszych trzech miałem dobre wyczucie co do ich funkcjonalności, tak Spb Wireless Monitor zainstalowałem głównie z ciekawości.
Była to końcówka kwietnia, kiedy Spb Wireless Monitor zaczął kolekcjonować dane dot. mojego korzystania z Internetu przez sieć komórkową, WiFi a także USB. Do tych dwóch ostatnich nie przywiązywałem dużej wagi, ale kolekcjonowanie danych dla przesyłu przez sieć komórkową z czasem coraz bardziej zaczynało mi się podobać.
Po kilku tygodniach uzbierałem tak dużo danych, że zauważyłem, że nie wykorzystuję całej puli przydzielonych mi MB (za które płacę) i mogę zmienić swój abonament, by dostosować go do moich wymagań.
Okazało się, że miesięcznie przesyłam około 100MB danych. Najwięcej zużywam na:
- sprawdzanie poczty z 3 kont pocztowych – firmowego i dwóch prywatnych – 59% transferu (natychmiastowa synchronizacja z Exchange, dwa konta POP3 co 15 minut)
- oglądanie filmów z YouTube – 15%
- przeglądanie stron za pomocą IE czy Opery to około 8%
- Active Sync zużywa 7%
- klient Twittera (TinyTwitter) – 5%
- Google Maps – 0.5%
Jak widać, mój telefon to głównie maszynka do odbierania i wysyłania poczty. Dlatego też go kupiłem i dlatego też ma klawiaturę QWERTY.
Zmieniłem abonament na odpowiadający przsyłowi danych w wysokości 100MB i na efekt nie trzeba było długo czekać – po pierwszym miesiącu zaoszczędziłem aż 100 Euro.
Kiedy kupowałem telefon i wybierałem do niego abonament nie byłem w stanie ani określić ani przewidzieć jakiej wielkości dane będę przesyłał. 650MB wydawało mi się niewielką wartością w porównaniu do moich transferów w domu czy w pracy. Natomiast dzięki Spb Wireless Monitor nie dość, że udaje mi się to bardzo dobrze określić, udaje mi się także trzymać moje wydatki w ryzach i dostosowywać transfer do wymagań.
Tak jak wspomniałem, na pierwszym rachunku zaoszczędziłem 100 euro. Spb Wireless Monitor kosztuje niecałe 20$. Bilans jest jasny i klarowny. Jeśli ktoś zapytałby mnie czy warto ten program nabyć, odparłbym, że byłby to pierwszy program, jaki zainstalowałbym na swojej komórce zanim zacząłbym z niej korzystać.
To nie jest tekst reklamowy. Pomyślałem jedynie, że jeśli firma, która produkuje tak dobry soft, który pomógł mi zaoszczędzić kilka groszy i poznać swoje własne wymagania, powinna ode mnie dostać chociaż kilka dobrych słów.
ITblog dostosowany do urządzeń mobilnych, część druga
9 Czerwiec 2009
Moja dzisiejsza implementacja modułu do wyświetlania bloga na urządzeniach mobilnych nie była udana, bo nikomu z odwiedzających mój blog nie wyświetlił się tak jak miał się wyświetlić na urządzeniu mobilnym.
Tomek Topa podsunął mi bardzo dobre, alternatywne rozwiązanie – MobilePress. Po zainstalowaniu i skonfigurowaniu, dodatek ten działa po prostu wyśmienicie.
IE6 na Windows Mobile 6.0 na HTC TyTN II:

Opera 9 na Windows Mobile 6.0 na HTC TyTN II:

Dziękuję wszystkim za testy. Mam nadzieję, że z nowym dodatkiem będziecie mogli czytać mojego bloga z komórek tak samo wygodnie, jak na komputerze.


