Kilka osób z tego klipu wideo znam bardzo dobrze.

Miałem napisać ten post wcześniej, ale chciałem nabrać dystansu do tego, czego się w Microsoft nauczyłem i czego się o tej firmie dowiedziałem. Ostatecznie, pewna refleksja pozwoliła mi ułożyć myśli i zastanowić się nad tym, co chcę powiedzieć. Jest to 100% subiektywna perspektywa i może (a nawet powinna) odbiegać od plotek na temat giganta z Redmond.

Słowem wstępu, należy mi napisać co łączyło mnie z Microsoft. W lutym i marcu 2006 przeszedłem przez serię rozmów kwalifikacyjnych i zostałem w kwietniu tego samego roku zatrudniony na stanowisku release support analyst w Microsoft EMEA Operations Centre (EOC) w Dublinie, Irlandia. W wielkim skrócie była to funkcja pomocy technicznej dla dwóch wewnętrznych systemów wspomagających proces wypuszczania oprogramowania na rynek. Z czasem moja funkcja ewoluowała, choć tytuł stanowiska pozostał bez zmian. Pożegnałem się z Microsoft we wrześniu 2009, by wyjechać do Belgii.

Oto lista niektórych rzeczy, których nauczyłem się w Microsoft bądź Microsoft nauczył mnie.
Read the rest of this entry »

W dniu 01 lutego 2010 o godz. 20:00 odbędzie się polska premiera sesji Pauli Januszkiewicz (Microsoft MVP: Enterprise Security): Techniki hakerskie użyteczne dla administratora IT (Useful Hacker Techniques: Which Part of Hackers’ Knowledge Will Help You in Efficient IT Administration?).

Paula Januszkiewicz (MVP: Enterprise Security) - Techniki hakerskie użyteczne dla administratora IT

Sesja miała swoją premierę na TechEd 2009 w Berlinie i cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, że na ponad trzystuosobowej sali zabrakło miejsca dla wszystkich chętnych i organizatorzy zadecydowali o jej dodatkowym powtórzeniu w ostatnim dniu konferencji. Udział w sesji jest bezpłatny. Do obejrzenia prezentacji wymagany jest Microsoft Live Meeting.

Więcej szczegółów na stronie VirtualStudy.pl. Wymagana jest rejestracja. Liczba miejsc ograniczona.

Kolejna adaptacja fragmentu filmu “Upadek”. Tym razem, w sprawie akcji “Nie przerabiam. Nie kradnę” i odpowiedzi klientów “Nie sprzedaję wybrakowanego produktu – nie kradnę“.

Więcej na AAAA Zagraniczny adres dla Xbox Live. Tanio..

Przyznam, że z dużą satysfakcją obserwuję zamieszanie związane z akcją antypiracką Microsoftu wymierzoną w modyfikowane konsole. Akcja “Nie przerabiam. Nie kradnę” spotkała się ze społeczną kontr-akcją zatytułowaną “Nie sprzedaję wybrakowanego produktu – nie kradnę“. Cóż za piękny dialog! Microsoft mówi, klienci odpowiadają, cios za ciosem. W tej wymianie zdań zarówno jedna jak i druga strona zdają się mieć rację. Ale różnią się w tym, co mówią.

Microsoft stawia sprawę dość jasno – nie piratuj, używaj oryginalnych gier, nie modyfikuj konsoli. To przestępstwo, to kradzież, to jest fuj i nieładnie. Ale klienci odpowiadają bardzo wyraźnie – nie kradniemy, ale jesteśmy zmuszani by omijać prawo, by dostać to, czego oczekujemy i za co płacimy.

To, że piratowanie (i co za tym idzie modyfikacja konsoli, by w taką grę zagrać) jest nielegalne i zwyczajnie nieuczciwe nie ma co polemizować. Ale o tym jak traktowani są uczciwi klienci można i nawet powinno się rozmawiać.

Gracze oczekują, że jeśli kupują gry na Xbox po cenie zbliżonej do średniej europejskiej, to otrzymają to, co dostają ich koledzy z Unii Europejskiej – dostęp do Xbox Live i dodatków do gier, społeczności i możliwości grania przez sieć.

Xbox Live dostępne jest w 26 krajach na świecie (zobacz mapkę, kliknij by powiększyć). Mapka dostępności usługi Xbox LiveJak można zobaczyć na mapce i przeczytać na Wikipedii, usługa ta dostępna jest prawie we wszystkich krajach europejskich: Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Irlandia, Włochy, Holandia, Norwegia, Portugalia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria, Wielka Brytania. Warto tutaj zwrócić uwagę, że prawie wszystkie wymienione tutaj krają stanowią trzon Unii Europejskiej (tzw. stara Unia).

Wydaje się, że mamy tutaj powtórkę sytuacji ze sklepem Apple – iTunes. Podobnie jak Xbox Live, iTunes nie jest dostępny dla polskich klientów. Oba przypadki są podobne, bo w oby mamy do czynienia z licencjami i z prawem autorskim. Zarówno iTunes, jak i Xbox Live dystrybuują IP (intellectual property). Jednak, w odróżnieniu do iTunes, brak dostępności Xbox Live w nowych krajach Unii nie zainteresowała jeszcze dziennikarzy z Wyborczej, czy odpowiedniego komisarza w Komisji Europejskiej.

Microsoft mówi, klienci odpowiadają, a karawana jedzie dalej. Przypuszczam, że nawet kilka tysięcy kont w Xbox Live używanych w Polsce zarejestrowane jest na fikcyjne adresy w USA czy Wielkiej Brytanii. Nasza droga emigracja na pewno pomaga swoim rodzinom w kraju udostępniając adresy, może nawet numery kart kredytowych. I wszystko to, w świetle regulaminu korzystania z Xbox Live, nielegalnie. Będę spekulował, że z imię zysków, Microsoft przymyka na to oko.

Popieram tą akcję, choć sam nie mam Xbox i nie gram, a z racji mieszkania w Belgii nie byłbym dotknięty problemem braku Xbox Live. Ta akcja jest wyrazem świadomej odpowiedzi i żądań klientów, którzy wystąpili w obronie swoich praw. Konsumenci nie chcą, by Polska była traktowana jako rynek drugiej kategorii.

Moja opinia na temat braku dostępności Xbox Live nie jest różna od tej, jaką miałem rok temu, kiedy wciąż pracowałem w Microsoft. Tak jak rok temu, tak i teraz nie jestem dumny z tego jak Microsoft traktuje użytkowników swojej konsoli w Polsce.

Więcej:

Napisałbyś aplikację na komórkę? Jeśli tak, to na jaką platformę?

Aplikacje na komórki z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Wraz z większą dostępnością telefonów takich jak iPhone, Blackberry, czy tych opartych na Google Android i Windows Mobile rośnie popyt i dostępność aplikacji pisanych pod te platformy.

Patrząc kiedyś na ilość i różnorodność komórek w moim domu zacząłem się zastanawiać nad ich wykorzystaniem do czegoś nowego – programowania aplikacji mobilnych. Na chwilę obecną u mnie w domu mam dostępne następujące platformy:

  • Symbian 9.1 – Nokia E65
  • iPhone OS 3.1.2 – Apple iPhone 3Gs
  • Windows Mobile 6.1 – HTC TyTN II
  • Android 1.6 (Donut) – HTC Magic
  • Blackberry OS 4.6 – Blackberry Bold 9000
  • Blackberry OS 4.5 – Blackberry Curve 8320
  • ?? – Motorola RAZR V3xx

Zasięgnąwszy trochę literatury odkryłem, że byłbym w stanie (w rozumieniu: osiągalne z technicznego punktu widzenia) pisać aplikacje na 4 z wymienionych powyżej platform. A to z racji posiadania odpowiednich narzędzi by:

  1. aplikację napisać i przetestować dzięki udostępnionym SDK
  2. aplikację dystrybuować dzięki wsparciu producentów komórek

Sklepów, czy też miejsc gdzie użytkownicy komórek mogą zaopatrzyć się w nowe aplikacje, jest kilka. Są to także miejsca, gdzie programiści mogą sprzedawać swoje programy.

  • Android Market – Google, 20 tyś aplikacji, 1 milion potencjalnych klientów (dane na czerwiec 2009)
  • App Store – Apple, 115 tyś aplikacji, 50 milionów potencjalnych klientów (dane na wrzesień 2009)
  • App World – RIM, 2 tyś aplikacji, 8 milionów klientów (dane na marzec 2007)
  • Windows Marketplace for Mobile – Microsoft, 376 aplikacji, niewiadoma ilość potencjalnych klientów

Jednak, aby skorzystać z dobrodziejstw bycia autorem popularnych aplikacji często trzeba ponieść dość spore koszty:

  • Android Market – 25$; Google zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji; Android SDK za darmo
  • App Store – 99$/rok; SDK za darmo dostępne tylko na Mac OS X; Apple zatrzymuje sobie 30% przychodów z aplikacji
  • App World – 200$; RIM zatrzymuje sobie 20% przychodów z aplikacji; Blackberry SDK za darmo
  • Windows Marketplace for Mobile – 99$/rok, później $99/aplikację po pierwszym roku (studenci nie płacą); Windows Mobile SDK za darmo, Visual Studio płatne

Jeśli każda z platform wydaje się mieć wady i zalety. Która zatem wg. Ciebie platforma jest najlepsza dla Twojej aplikacji i Twojego sukcesu?

8. marca 2008 roku mała kanadyjska firma i4i wniosła do sądu w Teksasie pozew przeciwko Microsoftowi o bezprawne wykorzystanie technologii edycji dokumentów XML, którą to firma i4i opatentowała w 1998 roku (data uznania patentu). W sierpniu sąd w Teksasie skazał Microsoft na $290mln za naruszenie praw patentowych i zakaz sprzedaży produktów, które opatentowaną technologię wykorzystują. Bagatela, chodzi tutaj o Word z pakietu Office 2003 i Word z pakietu Office 2007. Microsoft odwołał się od wyroku, ale sąd federalny podtrzymał wyrok sądu z Teksasu. Z dniem 11. stycznia 2010 Microsoft ma przestać sprzedawać w USA Office 2003 i Office 2007 z technologiami firmy i4i. A sama firma i4i otrzyma pokaźną sumkę pieniędzy.

Do bitwy znów stanał Dawid i Goliat i to znów Dawid okazał się wygranym. Czy jednak na pewno? Dzisiaj przeczytałem kilka artykułów i komentarzy dot. tej sprawy i mam dość mieszane uczucia dot. tej i innych “wojen patentowych”.

W USA by zarejestrować patent trzeba zapłacić $10.000 [1] (zakładając, że Urząd Patentowy nie będzie miał żadnych wątpliwości co do dokumentacji i samego patentu). Koszty procesowe firmy i4i przeciwko Microsoftowi wyniosły $10mln. Microsoft nie podaje swoich kosztów, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że były podobne, jeśli nie wyższe. Dla małej kanadyjskiej firmy zatrudniającej 30 osób, to nie jest koszt mały, a co najgorsze, wcale nie gwarantujący wygranej. Ostatecznie Microsoft wypłaci i4i $290mln, wypuści łatkę, która wyeliminuje opatentowaną funkcjonalność z Word’a 2003 i 2007 i od 11 stycznia będzie sprzedawał zmodyfikowane wersje. Przynajmniej do czasu, kiedy ukaże się Office 2010.

Loudon Owen, prezes i4i cytowany przez CNNMoney opowiedział, przez co jego firma i on sam musieli przejść przez ostatnie dwa lata. Dla małej firmy pozwanie takiego giganta jak Microsoft, oznacza totalne poświęcenie dla sprawy. Owen wymienił m.in problemy z samym zarejstowaniem w 1998 patentu. Rozpatrzenie sprawy zajęło Amerykańskiemu Urzędowi Patentowemu 4 lata (w przeciwieństwie do europejskich zasad zgłaszania patentów, w Ameryce wynalazki chronionę są już od momentu zgłoszenia, a nie ogłoszenia patentu). Procedura ta nie jest ani prosta, ani tania, powiedział Owen.

Zanim i4i podał Microsoft do sądu Owen i reszta pracowników musieli sami bardzo dokładnie i w analityczny sposób przedstawić jak Microsoft łamie ich patent. Następnie sami musieli ułożyć pozew, z którym udali się do prawników. Kiedy w grę wchodzi sądzenie się z takim gigantem jak Microsoft, niewielu jest adwokatów, którzy chętni są reprezentować mała firmę. Takiego wyzwania nie podejmie się mała kancelaria, a za dużymi zawsze stoją duże koszty.

W czasie trwania batalii prawnej Owen musiał kierować swoją niedużą firmą i zapewniać klientów, że pomimo walki prawnej z Goliatem firma ma przyszłość. Podobnie, w firmie musiał koić niepokoje pracowników co do przyszłości firmy i ich samych.

Sprawa została zgłoszona do sądu rejonowego w ponad 100tyś mieście Tyler w stanie Teksas. Wybór nie był przypadkowy. Ani i4i ani Microsoft nie mają tam oddziałów, a sąd w Tyler nie ma tak dużego doświadczenia w technologii, co np. sądy w Kaliforni (w oryginale: “folks in Tyler aren’t very technically oriented”).

Aby i4i wygrało sprawę i wyegzekwowało swoje prawa dot. zgłoszonego przez nich patentu musiało zainwestować mnóstwo czasu i pieniędzy. Musieli wynająć najlepszych prawników, wykorzystać brak doświadczenia sądu w Teksasie, a w międzyczasie przeżyć kontrataki Microsoftu i egzystować jako firma – dalej pisać i sprzedawać oprogramowanie. Mimo $290mln na osłodę warto zastanowić się czy taka ryzykowna batalia ma sens i czy jest warta takich poświęceń.

Dla i4i przegrana i poniesienie kosztów $10mln najprawdopodobniej oznaczałoby upadek. Dla Microsoftu $290mln kary nałożonej przez sąd to jedynie 1.42% planowanych na 2009 rok zysków [2] (bądź 4.77% rezerw w gotówce [3]). Prawnicy, których w Microsofcie jest cała armia – zarówno na stałe zatrudniona w firmie jak  i ta w wielu kooperujących kancelariach prawnych, toczą podobne bitwy patentowe jednocześnie na wielu frontach w USA czy w Europie. Dla i4i była to najprawdopodobniej największa i najbardziej kosztowna prawna batalia.

Przy takim porównaniu warto zastanowić się ile jest na świecie firm, które pomimo posiadania stosownych patentów nie stanęły i już nie staną w szranki z potęgami równymi Microsoftowi i nie będą dociekały swoich praw. Czy w takim wypadku nie podważamy sensu istnienia patentów? Czy przypadkiem nie powodujemy, że jedynymi wygranymi w wojnach patentowych są prawnicy i wielkie korporacje?

[1] CNNMoney Small Business: The pricey path to patenting an idea

[2] Microsoft 2009 Annual Report – highlights

[3] Microsoft 2009 Annual Report – Balance sheet

Więcej:

Źródło: How to sue Microsoft – and win na CNNMoney Small Business

Zgodnie z układem jaki została zawarty pomiędzy Komisją Europejską reprezentowaną przez Neelie Kroes, komisarz ds. konkurencji, a firmą Microsoft, w marcu 2010 wszyscy użytkownicy komputerów z systemem Windows otrzymają alternatywy dla przeglądarki Internet Explorer.

Niedawno zawarte porozumienie zakłada, że Microsoft wypuści na wszystkie swoje systemy operacyjne poprawkę (najpewniej poprzez Windows Update), która pozwoli europejskim użytkownikom wybrać swoją domyślną przeglądarkę. Dodatkowo, producenci komputerów, którzy preinstalują Windows na swoich produktach otrzymają prawo wyboru przeglądarki dla użytkowników.

Co to oznacza dla Microsoftu, przyszłości przeglądarki IE i rynku?

W mojej opinii w marcu zaobserwujemy początek końca dominacji IE na rynku europejskim. Możliwość wyboru nowej przeglądarki będzie dużym uderzeniem dla Microsoftu. Wybór innej przeglądarki ma być ułatwiony za pomocą okna dialogowego z listą programów. Ta opcja spowoduje, że dotychczasowi użytkownicy IE, którzy nie wybierali innej przeglądarki, bo nie wiedzieli jak zainstalować bądź skąd pobrać alternatywne programy, dostaną do ręki gotowe rozwiązanie.I będą wybierać, ba żadna przeglądarka nie ma tak złej opinii wśród “ludu” jak IE.

Warto będzie zobaczyć czym skończy się to doświadczenie konkurencji na polu bitwy przeglądarek. Ja już teraz przygotowałem sobie specjalny raport na Google Analytics by śledzić trendy. Czy wspominałem już, że uwielbiam statystyki? :)

Więcej:

Od dzisiaj użytkownicy IE w wersji 6.0 zobaczą na górze tej strony następującą informację:

Postanowiłem bardziej stanowczo przyłączyć się do akcji Stop IE6.

Grudniowa aktualizacja Microsoft Online Services (tj. zbioru usług takich jak Exchange, SharePoint, Office Live Meeting) przyniosła bardzo miłą niespodziankę dla polskich użytkowników sieci. Microsoft zaktualizował swój serwis o polski interfejs językowy. Język polski dostępny jest na następujących stronach:

  • Microsoft Online Services Administration Center
  • My Company Portal
  • Sign-In Application
  • Migration Tools
  • Directory Synchronization Tools

Oprócz języka polskiego Microsoft udostępnił także języki rumuński, czeski, węgierki by wymienić tylko kilka. To tylko kilka spośród dłuższej listy aktualizacji z miesiąca grudnia. By poznać więcej odwiedź tę stronę.

Oto przykład strony administracyjnej (kliknij by zobaczyć większy obrazek):

Polska strona administracyjna Microsoft Online Services